Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2024

Wieloklawiszowa przygoda w Capelli ze studentami. Zjednoczone klawiatury.

 


    Dzięki zaproszeniu Capelli Cracoviensis mogłem zrealizować wieloetapowy projekt muzyczny dla moich studentów, z moim udziałem jako współwykonawcy. Nowa siedziba Capelli dzięki połączeniu posiadanych już wcześniej instrumentów i nowym zakupom stała się prawdziwym rajem dla klawiszowców różnej maści i orientacji (nic zdrożnego nie mam tu na myśli!). 

    We wtorek (16.01) z moimi studentkami: Orysią Mashtalir, Ksenią Więcek, Weroniką Hryniewicką i Elą Ziarnik zagraliśmy koncert utworów na 2 klawesyny; a to kolorowa i ciekawa literatura. Był koncert Solera, śliczny kwartet Armanda-Louisa Couperina, transkrypcja uwertury orkiestrowej C-dur Bacha (BWV 1066) i efektowny koncert-pastisz Nathana Mondry'ego. Studentki grały też na pięknym klawesynie włoskim (Giulio Fratini) i kopii Mietke'go (Matthias Kramer) muzykę solową.

    Środowe matinee to występ śpiewaków, którzy przygotowali różnobarwną muzykę od Stachowicza poprzez Haendla, Bacha, Pergolesiego po Mozarta z akompaniamentem (moim) na różnych instrumentach klawiszowych mam nadzieję dobrze oddającym charakter, styl i klimat każdego z utworów. 

W czwartek "duży koncert" z muzykami Capelli. Rozpoczęliśmy koncertem organowym op. 4 nr 1 Haendla z continuo granym na 2 klawesynach przez Weronikę Hryniewicką i Elę Ziarnik, potem kantata "Andromede" przepięknie wykonana przez Karolinę Augustyn, koncert potrójny Telemanna (oryginał na 3 oboje i 3 skrzypiec, moja wersja na 3 klawesyny), sonata wiolonczelowa Piattiego (Monika Hartmann) i koncert a-moll na 2 klawesyny i smyczki (oryg. na 2 flety) Telemanna. Tu pobawiliśmy się stereofonicznymi efektami i przeciwstawieniem grupy solo i ripienistów. 

Jesli uczenie muzyki sprawia satysfakcję, to właśnie dzięki takim przedsięwzięciom ...

Capello, dziękuję. 


piątek, 30 sierpnia 2019

II Warszawskie Warsztaty Klawiszowe Marka Toporowskiego zakończone!


Pięknie zakończyliśmy II Warszawskie Warsztaty Klawiszowe Marka Toporowskiego.
W tym roku – trochę skromniejsze pod względem ilości uczestników. Za to bardzo (moim, nieobiektywnym zdaniem) udane pod względem atmosfery i poziomu!
Nazwa „warsztaty klawiszowe” nie jest przypadkowa … od wielu już lat zachęcam moich uczniów, studentów, kursantów, przyjaciół do wypróbowywania repertuaru na najrozmaitszych instrumentach klawiszowych. W pewnym sensie to obcowanie z różnymi instrumentami uczy więcej niż uwagi znamienitych belfrów, a jeśli nauczyciel okaże się dobrym przewodnikiem po świecie klawiszy zachęcającym do własnopalcego eksperymentowania – to tym lepiej i „wartość procesu dydaktycznego” wzrośnie z atomową siła rażenia!
Bardzo się cieszę, że moje kursy stale goszczą uczestników z Ukrainy. To jedna z moich licznych idées fixes – polsko-ukraińskie kursy muzyczne. Jestem przekonany, że ukraiński świat klawesynowy ma przed sobą ogromną przyszłość; tamtejsi decydenci i włodarze akademiccy muszą jednak uświadomić sobie potencjał tkwiący w instrumencie nie uważanym potocznie za część miejscowej kultury. Świetnie wykształconym pianistycznie, niesłychanie wrażliwym i otwartym tak na wschodnią, jak i zachodnią muzykę ukraińskim klawesynistkom (zazwyczaj) wystarczą owe przysłowiowe dwie słowie – kilka wskazówek stylistycznych, aby grać porażająco mądrze i pięknie.
Myślę też, że ten kontakt młodzieży – jakże różny od wszechobecnego w Polsce modelu kontaktu, Pan – gastarbeiter (też potrzebnego!) - jest i nam, i przyjaciołom zza południowo-wschodniej granicy bardzo potrzebny i pomaga budować coś ważnego na przyszłość.
Świetnie udała się wizyta w pracowni Andrzeja Włodarczyka, który pokazał nam nad czym aktualnie pracuje i udostępnił cudowny zbiór XIX-wiecznych, przykładnie utrzymanych fortepianów. Zaś wykonana przez niego kopia XVIII-wiecznego Waltera, wciąż udoskonalana, gra naprawdę świetnie.
Zastanawiałem się jak w kontekście repertuaru XVIII-wiecznego sprawdzą się organy kościoła ewangelicko-reformowanego w Warszawie; instrument bądź co bądź późnoromantyczny kongenialnie odrestaurowany przez firmę Olgierda Nowakowskiego z Zabrza. Zajęcia te okazały się fantastyczną zabawą w grę barwami, nauką opanowania dużej kościelnej akustyki. Piękne i inspirujące przedpołudnie.
Jestem niesłychanie zobowiązany Wioletcie Wysopal; świetnej traversistce, studentce ostatniego roku AM w Krakowie. Mój pomysł wprowadzenia osoby, która będzie z uczestnikami grać muzykę kameralną; czasem w ramach zajęć, czasem niezależnie, sprawdził się doskonale. Wiola doskonale odczytała moją intencję; ten kurs bez niej byłby po prostu trudny do wyobrażenia!
Instrumenty (klawesyny, kopię fortepianu Steina, fortepian Krall & Seidler) przygotował do kursu Jacek Guzowski. Prowadził też zajęcia ze strojenia klawesynu.

Podziękowania dla wszystkich. A ja już myślę o kolejnej edycji letnich kursów, atrakcjach i bonusach … Być może – w przyszłym roku – kursy zorganizuję poza Warszawą. Zatem zachęcam do śledzenia informacji (choćby na tym blogu).




poniedziałek, 13 listopada 2017

Michel Chapuis (1930-2017)

12 listopada zmarł Michel Chapuis.


Dla mnie - organista, który bardzo naznaczył moją muzyczną drogę, choć nigdy moim nauczycielem nie był.
A było to tak ...
W 1987 roku po raz pierwszy w życiu pojechałem na zagraniczny kurs (St. Bertrand de Comminges). Powiedzieć, że byłem nieopierzonym organistą to mało. W pierwszym tygodniu wykładowcą był Andre Stricker - alzacki organista, specjalista od muzyki dawnej. Muzyk o pedantycznym podejściu do artykulacji, który w swoich nutach zaznaczał każdy łuk, każde oderwanie ... Przeanalizował chyba wszystkie kantaty Bacha. Wymagał stuprocentowej dokładności w realizacji muzycznej "interpunkcji".
Ponieważ o barokowej artykulacji nie miałem wtedy żadnego pojęcia to nieco akademickie podejście było dla mnie otwarciem oczu na nieznany mi dotąd świat.
Strickera spotkałem zresztą później w czasie moich strasbourskich studiów.
W drugim tygodniu wykładowcą był zaś Michel Chapuis poruszający się po Francji swoim dostawczym Citroenem, blaszaną "camionette", w której trzymał na wieszaku koncertowy garnitur. Postać niecodzienna, nieco może dziwaczna i bardzo oryginalna. O ile Andre Stricker pokazał mi reguły, o tyle Michel Chapuis pokazywał jak - znając reguły - nic sobie z nich nie robić. Przyznacie - wielce skrócony, dwutygodniowy kurs artyzmu ! A w każdym razie Chapuis pokazywał jak do reguł podejść z artystyczną dezynwolturą. Nigdy nie zapomnę z jaką skromnością i klasą Chapuis akompaniował do gregoriańskiej Mszy w żeńskim klasztorze. A rok później słyszałem (gdzieś w Ile de France) koncert z muzyką Dietericha Buxtehude, który dosłownie urzekł mnie poezją registracji. Cudowne miękkie barwy, zestawienia kolorystyczne, na które nie poważyłby się chyba żaden znany mi organista. Coś z tego zostało mi do dziś. Grając np. Passacaglię d-moll pamiętam to wykonanie (choć nie wiem czy i ten utwór był wtedy w programie...). Staram się czasem na koncertach odtworzyć ten klimat.
A potem jeszcze inauguracja organów w kościele St. Guillaume w Strasbourgu. Pierwszy raz słyszałem jak Chapuis improwizuje w historycznych stylach. To było zjawiskowe.
Cudowny, zadziwiający i fascynujący muzyk, o bardzo niekonwencjonalnym spojrzeniu na muzykę, wykonywane utwory...

W St. Bertrand de Comminges był też klawesynista - Jean Patrice Brosse, od którego nauczyłem się po raz pierwszy operowania czasem i francuskiej sztuki swobodnego oddechu. To wtedy właśnie postanowiłem uczyć się we Francji i nigdzie indziej ...
Ale to już temat na inną opowieść !



piątek, 10 listopada 2017

Sonaty triowe ponownie w Siedlcach. 9 listopada 2017

Po raz kolejny zagraliśmy w naszym stałym składzie z Markiem Caudle i Irminą Obońską nasze „fryderykowe” sonaty w Siedlcach (sześć sonat triowych BWV 525-530 nagranch na płycie „Organy Joachima Wagnera III”). Projekt specyficzny, w którym partia basu została zastąpiona basso continuo (na wczorajszym koncercie wiolonczela i klawesyn). Projekt, który ma swój w Siedlcach dom i projekt, który – jak się okazało – funkcjonuje najlepiej w tych specyficznych uwarunkowaniach (organy z czasów Bacha, stosowne dla muzyki Bacha, bez pedału, stojące w kameralnej z ducha sali).
Po raz kolejny muszę skonstatować, że partii basu wykonana przez tak znakomitego kameralistę jak Mark Caudle żaden choćby najbardziej sprawny nożnie organista nie dorówna. A wczoraj grał znakomicie!
Po raz kolejny chylę czoła przed kapitalną działalnością Małgorzaty Trzaskalik (i Irka Wyrwy) budującą niezwykle ciekawy organowy krajobraz Siedlec.



wtorek, 7 listopada 2017

Moi mistrzowie. Wielka sztuka francuskiej pedagogiki. Daniel Roth. Aline Zylberajch.


Opisany przeze mnie poniżej jubileusz mojego wielkiego mistrza – Daniela Rotha – obudził we mnie wiele wspomnień z moich francuskich lat. Takie wydarzenie skłania jednak do refleksji...
Siedząc teraz w samolocie rozmyślam na przykład o tym czego nauczyłem się od moich francuskich profesorów. Nie tylko jako wykonawca, ale również nauczyciel i człowiek.
Mam teraz na myśli przede wszystkim mojego mistrza organów – Daniela Rotha i moją ukochaną mistrzynię klawesynu – Aline Zylberajch. Również jednak wiele innych osób, z którymi mój kontakt był trochę mniej częsty … Ograniczę się jednak do dwojga wyżej wspomnianych mistrzów.
Warto powiedzieć, że konserwatorium w Strasbourgu było konserwatorium regionalnym. Bardziej dojrzałym uczniom (grands eleves) przyznawano status studenta. Moi profesorowie uczyli zarówno zaawansowanych już adeptów sztuki muzycznej, jak i osoby młodsze.
Być może temu przypisać należy to, że byli w stanie „złapać” ucznia w tym momencie, w którym akurat się znajdował. Sytuacje, których często byłem świadkiem w polskim muzycznym światku („ja go nie będę tego uczył, bo to powinien już wiedzieć”) tam nie miały miejsca. Jeśli miałeś zaległości były one po prostu konsekwentnie uzupełniane i nadrabiane.
Nie wolno przeskakiwać, „palić za sobą” etapów. Naucz się najpierw jednego, a potem wskakuj na następny poziom.
Konsekwencją tej zasady była ogromna cierpliwość, konsekwencja w powtarzaniu i wymaganiu tych samych rzeczy.
Choć byli wielkimi mistrzami nigdy nie pozwalali sobie na nieprzemyślaną krytykę i dowartościowywanie własnych kompleksów kosztem ucznia. Nawet o słabszych uczniach nie wyrażali się nigdy z przekąsem i ironicznie.
Najpierw chwalili, potem krytykowali. Krytyka – nigdy ad personam. Zawsze poprawiali konkretne miejsce lub problem.
Nigdy nie baliśmy się przed nimi grać, choć wiedzieliśmy, że to co – na razie – potrafimy – jest dalekie od tego poziomu, który już osiągnęli oni. Wręcz lubiliśmy dla nich grać!
Nie przytłaczali nas własnym graniem, pokazywali tylko to, co było konieczne dla naszego – nie ich – rozwoju.
Zawsze im się chciało, nawet kiedy byli zmęczeni nie pokazywali tego.
Pozwalali pokazać nam nasze własne próby do końca, nie przerywali nawet słabszych wykonań. Dawali nam możliwość spróbowania własnych sił i dopiero wysłuchawszy pokazywali drogę, która pozwalała nam posunąć się o krok dalej.

Nigdy chyba nie przechodzili żadnego kursu „pedagogiki” czy „metodyki”. Ich wiedza o traktowaniu ucznia/studenta wynikała chyba z wieloletniej tradycji dobrego i mądrego uczenia. Moi mistrzowie przejęli to od swoich profesorów.

A może po prostu to ja miałem szczęście ?
Może dobrze trafiłem ? Na prawdziwych mistrzów ?


poniedziałek, 6 listopada 2017

Daniel Roth ma 75 lat. Wielkie organowe święto w Paryżu.

Wczoraj przeżyłem jeden z najbardziej wzruszających dni w moim życiu. Spotkanie po wielu latach z moim dawnym profesorem – Danielem Rothem. Wyjątkowym człowiekiem i muzykiem, który w moim życiu odegrał rolę decydującą. Kimś, kto ukształtował mnie jako organistę. Pomagał i wspierał w trudnych chwilach.
W zeszłym tygodniu obchodził 75 urodziny, a agencja ORGAN Promotion i Michael Grüber zorganizowali z tej okazji w Paryżu przepiękną uroczystość.
Niewątpliwie najmocniejszym momentem była Msza w kościele St. Suplice, w czasie której – oprócz improwizacji - wykonana została „Missa Beuronensis” jubilata – utwór o fascynującym języku harmonicznym i wielkiej głębi wyrazu, napisany w technice alternatim, w której wersety śpiewane przez scholę gregoriańską przeplata „właściwa” kompozycja tj. wersety organowe.
Po Mszy nastąpił koncert, w którym Daniel Roth pokazał mistrzostwo w specyficznej tradycji formy improwizacji, którą spopularyzował Charles Tournemire – parafrazy gregoriańskiej.
A improwizował, oczywiście, już przed Mszą.
To po prostu niewiarygodne, że tak można grać w wieku 75 lat. Zachować przez wiele godzin fantastyczną koncentrację, panowanie nad formą, stylem, jezykiem i wyrazem tworzonych ad hoc kompozycji. Przez kilka godzin nie powtarzać się i trzymać koncentrację słuchacza w ciągłym napięciu i zaciekawieniu! Niezawodnie i nieskazitelnie pod względem technicznym, z młodzieńczą fantazją, a jednocześnie bez jakichkolwiek tanich efektów, z głębią wyrazu człowieka dojrzałego i mądrego.
Słowa są bezsilne, tam trzeba było po prostu być. Na tym blogu nie mogło jednak zabraknąć skromnej relacji z tego wielkiego organowego święta.
Z okazji jubileuszu przygotowano specjalne wydawnictwo "Licht im Dunkel". Mam nadzieję wkrótce o nim napisać...
Myślę, że było to jedno z najpiękniejszych i najmocniejszych przeżyć organowych w moim życiu. Coś co daje chęć do dalszego życia, coś, co przywraca wiarę w piękno i siłę muzyki.





sobota, 29 kwietnia 2017

Zygmunt Antonik

Kolejne smutne pożegnanie.


Zygmunt Antonik to ktoś z kim na zawsze kojarzyć mi się będą Katowice, choć pierwszy raz poznałem go (ja - student jeszcze, on już znany i koncertujący organista) w Kamieniu Pomorskim, w domu pracy twórczej "Pod Muzami", kiedy niczym wicher wtargnął do sali i natychmiast rzucił się do pianina, aby zagrać jakiś jazzik.
Od moich pierwszych lat na Górnym Śląsku był obecny w moim życiu wyciągając mnie z murów uczelni na obiad, piwo, oglądanie zrobionych przez siebie zdjęć, wspólne słuchanie muzyki, gadanie o niczym ...Często po prostu plotki. Miałem wrażenie, że trochę kibicuje mojej działalności, wspiera to, co robię dobrym słowem.
Zygmunt był przede wszystkim chodzącym przeciwieństwem snoba. Potrafił wpaść do klasy z informacją, że w istniejącym jeszcze do niedawna barze "syfek" obok Akademii jest świetny bigos. Był świetny ... Albo wyjąć jakąś starą zakurzoną płytę, po którą żaden szanujący się, współczesny muzyk by nie sięgnął, bo było tam właśnie coś, co go zachwyciło ... I był w stanie przekazać i zarazić każdego swoim zachwytem i entuzjazmem.
Muzycznie wszystkożerny, w każdym gatunku dostrzegał coś ciekawego.
Organizował festiwal bachowski w katowickich (głównie) kościołach, na którym wszyscy graliśmy za darmo. Nudził dopóki, dopóty nie zgodziliśmy się grać, a potem zmuszał nas do wybrania tych utworów, które pasowały mu akurat do koncepcji.
Kiedy na jakimś festiwalu bardzo nie chciałem grać zaprosił mnie do siebie do domu. Na śniadanie czekały na mnie świetne naleśniki.
To u niego pierwszy raz spróbowałem pizzy z górą kapusty.
Gotował zresztą świetnie nie bojąc się żadnych eksperymentów.
Robił świetne zdjęcia i robił ich dużo. Oglądanie z nim było strasznie fajne, bo zmuszał do spojrzenia na nie swoimi oczami i dostrzeżenia rzeczy, których samemu by się nie dostrzegło. Tak samo jak z muzyką, płytami i wspomnianym już gotowaniem ...
Lubił szokować pikantnym językiem. To mogło czasem razić, ale zmuszało też do porzucenia własnej skorupy, otwarcia się i szczerości.
Od pewnego czasu nasze kontakty osłabły. Ja nie byłem już tak związany ze środowiskiem organowym Katowic, a On czuł się coraz gorzej i walczył z postępującą chorobą.

Dla mnie będzie symbolem pewnego minionego okresu w moim życiu. Wielu radości, śmiechu, fajnych przeżyć. Będzie Go nam brakowało.







środa, 8 lutego 2017

Organowe królestwo w Łodzi

Dopiero niedawno miałem okazję zagrać na zbudowanych w 2014 roku organach (dwa instrumenty!) Filharmonii Łódzkiej.
Unikalny pomysł polega na umieszczeniu w jednej sali dwóch różnych instrumentów - symfonicznego (Rieger) umożliwiającego wykonywanie muzyki romantycznej, repertuaru z orkiestrą symfoniczną oraz barokowej kopii Silbermanna (Wegscheider). Idea i jej urzeczywistnienie - znakomite !
Powstało jedyne chyba w Polsce miejsce, w którym bezproblemowo można zaprząc organy do współpracy z grającą na historycznych instrumentach orkiestrą.
Organy symfoniczne z kolei mają również kilka ciekawych cech m.in. działające na zwiększonym ciśnieniu głosy językowe umożliwiające wykonywanie repertuaru anglosaskiego (świetnie zwiększające też prezencję instrumentu w sali o trudnej akustyce!). Bardzo wygodny w obsłudze komputerowy system zapisywania registracji (choć szkoda trochę, że nie ma prefigurowanego crescenda - do jego zapisania trzeba przejść osobne szkolenie komputerowe, a może tylko mieć trochę więcej czasu na rozgryzienie systemu). Fascynujący świat romantycznych barw, które zachwycają, ponownie to podkreślę, pomimo trudnej akustyki.

Ponownie wielkie brawa dla Krzysztofa Urbaniaka za udaną realizację projektu organowego na najwyższym poziomie, doskonale przemyślanego, odpowiadającego na potrzeby, a jednocześnie pięknego per se.



http://filharmonia.lodz.pl/pl/o-fł/organy

czwartek, 27 października 2016

Maßstabsetzende Einspielung in Siedlce. Miła recenzja na stronie orgellandschaftbrandenburg.de


Ponieważ za pewien czas recenzja (Wolf Bergelt) chyba zniknie przedrukowuję ją na tym blogu.
Jest mi oczywiście bardzo miło:

Mit einer einzigartigen Einspielung der legendären 6 Triosonaten von J. S. Bach haben Marek Toporowski (Orgel), Irmina Obońska (Cembalo) und Mark Caudle (Viola da Gamba) der ebenso einzigartigen Wagner-Orgel im polnischen Siedlce ein großartiges Denkmal gesetzt. Die kammermusikalische Ausführung der sonst oft nur auf der Orgel zu hörenden Werke ist nicht zuletzt durch die Pedallosigkeit der kleinen Transmissionsorgel inspiriert, zeigt aber zugleich einmal mehr, wie ideal dieses Instrument dafür geeignet ist und erlaubt überdies einen Musizierstil, der an farbiger Lebendigkeit und Feinsinn seinesgleichen sucht. Das gilt ebenso für die maßstabsetzende Einspielung selbst, in der mitreißender Drive in den Ecksätzen und feinfühlige Nuancierungen in den Mittelsätzen einander die Waage halten. Die CD erschien in dem namhaften polnischen Label Dux und ist ein absolutes Muss für jeden Bach- und Wagner-Fan.


piątek, 14 października 2016

Jest !



Poniżej fragment mojego tekstu w książeczce : 

Niniejsze nagranie opiera się na pomyśle swoistej rekameralizacji tych dzieł, bez rezygnacji z walorów wykonania na instrumencie klawiszowym. Organy Joachima Wagnera – w obecnym stadium rekonstrukcji – nie posiadają klawiatury nożnej, dwa zaś manuały wykorzystujące dzięki systemowi podwójnych klap te same rejestry (możliwe jest użycie zróżnicowanej registracji dla każdego z manuałów) pozwalają na zastosowanie subtelnej i kolorowej artykulacji bliskiej w „żywości” możliwościom instrumentów dętych. Nie da się ukryć, że właśnie bas – ze względu na specyficzne uwarunkowania emisyjne niskich piszczałek i przeszkody wynikające z techniki gry– stanowi element, w którym osiągnięcie kameralnej lekkości i polotu jest najbardziej problematyczne. W nagraniu powierzyliśmy zatem tę partię instrumentom smyczkowym (wiolonczela, wiola da gamba) uzupełniając jednocześnie harmonię o obligatoryjne w muzyce kameralnej wypełnienie basso continuo (klawesyn, pozytyw). Powoduje to jednocześnie uwolnienie rąk i ciała organisty, dzięki czemu możliwe jest skoncentrowanie się na kameralnej artykulacji i wykorzystanie fantastycznego potencjału instrumentu Wagnera w tym zakresie.
Przedstawione wykonanie jest oczywiście jedną z możliwych realizacji brzmieniowych tych niezwykle uniwersalnych pod względem obsadowym dzieł. Mamy jednak wrażenie, że propozycją pod względem muzycznym przekonywującą i przyjemną. Kameralna z ducha muzyka sonat triowych doskonale wpisuje się w to konkretne miejsce i stanowi idealną literaturę dla małego, zwinnego instrumentu.


niedziela, 9 października 2016

Slaný i Petra Matějová - opowieść w formie komiksu o ciekawej wycieczce

Jak każdy szanujący się Polak Czechy uwielbiam. Tym bardziej ucieszyłem się z zaproszenia Petry Matějovej do wykonania wspólnego koncertu w kaplicy Zaśniecia NMP w dawnym kolegium pijarów królewskiego miasta Slaný.

To właśnie ten budynek:obecnie regionalne muzeum pełne ciekawych przedmiotów. W tym również interesujących dla mnie :



Koncert z założenia miał mieć niecodzienną formułę zestawienia Hammerklavier i organów: pokazania wzajemnego przenikania się praktyk kompozytorskich; przenoszenia polifonii na grunt muzyki fortepianowej i typowej dla stylu fortepianowego szybkiej figuracji na grunt muzyki organowej.
Zadanie nieco trudne zważywszy na domniemane autorstwo barokowego organmistrza Johanna Ignaza Schmidta i zachowaną krótką oktawę w basie. Co prawda klawiatury zostały wymienione i obecnie organy dysponują klawiaturą o dość topornych klawiszach.


Hlavní stroj - główny manuał dysponuje plenem. Są tam również flety i łagodny Salicional.

Drugi manuał mieści się w stole gry i zawierał dwa głosy 8' (obecnie jeden z nich to rejestr 2') i typową dla czeskich organów 4' Fugarę.



Najwięcej kreatywnej zabawy wymagało chyba dopasowanie muzyki do ograniczonego zakresu klawiatur. Szczególnie w wypadku klawiatury nożnej CDE-a jest to problem, bo uważnie trzeba wybierać oktawę, w której się gra!
Często to wybieranie dźwięków - szczególnie w wypadku muzyki napisanej na 2,5 oktawowy pedał wymaga nie lada ekwilibrystyki.
Ale przecież w życiu koncertującego klawiszowca właśnie takie przygody są najciekawsze!
Dzięki, Petro!




sobota, 21 marca 2015

Chmielnicki, Pawłowski

Po trzech latach, 12 marca 2015 roku, udało się doprowadzić wreszcie do prawykonania Koncertu na organy i orkiestrę grająco-nucącą Kamila Pawłowskiego. W Chmielnickim na Ukrainie z orkiestrą kameralną tamtejszej Filharmonii pod dyrekcją Tarasa Martynyka. Pod dowcipnym tytułem kryje się głęboka i poruszająca muzyka. Koncert miał być (i jest, też!) na organy Hammonda, może takie wykonanie uda nam się jeszcze zorganizować. Kompozytor starał się odtworzyć atmosferę krypty Katedry Chrystusa Króla w Katowicach, a może raczej przekazać reminiscencje własnych przeżyć związanych z tym miejscem.
Tak naprawdę to wspaniała muzyczna katedra - wznosząca się od krypty po szczyt dachu, olbrzymia symfonia, w której organy są tylko jednym z elementów muzycznej konstrukcji.
Muzyka, przywodząca mi na myśl fantastyczną kompozytorską architekturę instrumentalnych utworów Eugeniusza Knapika (którego to Kamil jest uczniem), ale jednak niepowtarzalna i na wskroś osobista.

Po prostu wielka muzyka. Co w tym miejscu ze wzruszeniem, chyląc czoła przed kompozytorem, piszę.

Zupełnie przypadkiem stało się tak, że kończące koncert słowa "Obdarz nas pokojem" śpiewane (sic!) przez orkiestrę i organistę nabrały symbolicznego dla Polski i Ukrainy znaczenia.

A poniżej facebookowa recenzja z tego koncertu pióra Hanny Koss :

12-го березня в органному залі філармонії хмельничани слухали гру органіста із Польщі Марека Топоровського. В багатьох європейських країнах він є визнаним знавцем та виконавцем музики барокового періоду. Органіст і клавесиніст, засновник і керівник провідних польських колективів: Академічного оркестру барокової музики та камерного хору «Sine Nomine», професор музичної академії ім. К. Шимановського в м. Катовіце.
На початку програми пролунали твори показових майстрів кінця 17-го, початку 18-го століття – Франсуа Куперена та Йоганна Себастьяна Баха. Вже з перших хвилин звучання Оферторію з «Приходської меси» Куперена, стало зрозуміло наскільки високим є художній рівень виконавця. Йому блискуче вдалося передати нюанси барвистої і соковитої поліфонічної техніки французької школи, усю витонченість і тендітність її образів.
Тріо-соната № 5 Баха До мажор – надзвичайно складний твір для будь-якого органіста. Адже тріо-техніка передбачає особливу віртуозність кожного голосу. Проте на концерті здавалося, що Топоровський відтворює її легко, завдяки ясності і прозорості обраних тембрів, а також імпровізаційному драйву, який, подібно до сучасного джазу, виконавцю дозволено у межах барокового стилю.
Замилування викликала вже сама манера поведінки музиканта під час гри. Топоровський ніби «співав» чи «пританцьовував» усім тілом, намагаючись якомога виразніше передати музичні вислови. Проте його жести – далекі від показовості. Навпаки, вони походять від живого відчуття звуку та музичного діалогу твору.
Надзвичайно приємно, що у репертуарі поляка є твори українських композиторів як минулого, так і сучасності. Marek Toporowski чудово обізнаний в українському мистецтві, самотужки вивчив мову та багато концертував великими містами нашої країни. За словами артиста, український слухач приваблює теплим емоційним прийомом, якого часом бракує від європейської публіки. Увага до нашої культури втілилась в аранжуванні концерту Ре-мажор Дмитра Бортнянського, який органіст виконав разом із Камерним оркестром Хмельницької філармонії (диригував Тарас Мартиник). Припав до душі влучний мистецький жарт органіста – в каденціях концерту (які соліст імпровізує на власний смак) слухачі почули мотиви з гімну України.
Національну барву в палітрі концерту продовжили «Карпатські фрески» сучасної київської композиторки Лесі Дичко. Народні мотиви, що використані у творі, в органному звучанні досягають такого епічного рівня, який апелює до загальнолюдських проблем. Підносить або, швидше, заглиблює в неосяжні простори української свідомості.
Завершував програму твір молодого польського композитора Каміля Павловського. Сам автор був присутній у залі, адже виявив бажання відвідати Хмельницький, особисто поспілкуватися з оркестрантами на репетиціях і поділитися своїм творчим задумом.
Музика Концерту для органу і камерного оркестру присвячена одній зі сторінок історії Польщі. На думку польських гостей, наразі це співзвучно з українськими реаліями. Тривожні інтонації, щемлива, місцями дещо болісна лірика Концерту зворушила й тих слухачів, хто не звик до сучасної музичної «какофонії». Через гучні кластерні напливи пробивалась молитва «Агнець Божий, даруй нам мир», яку музиканти не тільки грали, але і проспівували хором.
В цілому, атмосфера концерту, як і сам візит зарубіжних гостей, є свідченням підтримки і співпереживання Україні. Про це вони говорили і в особистому спілкуванні з друзями-хмельничанами. Отже, вкотре переконуємось, що непересічний талант і музика, як завжди, є найкращими дипломатами, що усім несуть мир і взаємопорозуміння.
© Ганна Косс

sobota, 30 sierpnia 2014

Drezdenko i Waldemar Gawiejnowicz


Dla mnie Drezdenko to przede wszystkim organy Sauera – opus 869 z 1902 roku. Przepięknie (dzięki inicjatywie mojego wybitnego kolegi z Poznania Waldemara Gawiejnowicza, który w tę rekonstrukcję włożył serce i rozum)  odrestaurowane przez firmę pana Marka Cepki z Wronek. Organy są częścią wyposażenia  kościoła zbudowanego w tym samym czasie. Zresztą i całe to spokojne miasteczko z zachowanym, co rzadkie w Polsce, układem ulic i placów bez wszędobylskich luk architektonicznych jest ogromnie malownicze.
Przez dużą część XX wieku, w której przyjęto barokowy ideał brzmienia, małe organy epoki industrialnej tj. przełomu XIX i XX wieku uważane były za instrumenty gorszej jakości. Nawet jeśli ktoś odważył się wyrazić zainteresowanie instrumentem pneumatycznym to musiał być to przynajmniej trzymanuałowy potwór z wielką ilością rejestrów i urządzeń pomocniczych. To spojrzenie jest w dużym stopniu efektem naszej gigantomanii. Doskonale pamiętam moje zaskoczenie, kiedy w kościele św. Krzyża w Cieszynie (organy Riegera, nominalnie 4 rejestry, a w rzeczywistości tylko 2: flet i pryncypał – typowy dla tej firmy „połówkowy” multipleks: każdy 8’ rejestr jest wykorzystany jako 4’) „odkryłem”, że ze znikomej ilości romantycznie intonowanych głosów można wyczarować prawdziwie symfoniczne brzmienie. Dziś podobnych doświadczeń z małymi, a nawet bardzo małymi późno- czy postromantycznymi instrumentami mam już bardzo wiele. Warto przypomnieć, że w tych czasach 30-głosowy instrument uważany był już za duże i potężne organy. Organy takie – dzięki znakomitej jakości pojedynczych głosów – są też często niezwykle inspirujące dla wykonawcy otwartego na postrzeganie ich kolorów i możliwościami tworzenia nowych barw poprzez ich twórcze mieszanie.
Takie właśnie możliwości dają pieczołowicie zrekonstruowane organy Sauera w Drezdenku.
Brawa dla Waldemara Gawiejnowicza za wieloletnie działania dla przywrócenia świetności tego cennego instrumentu i znaczący wkład w polską kulturę organową.


niedziela, 20 lipca 2014

Długa Kościelna. Jeruzal.

Mała relacja fotograficzna z koncertów organowych (z solidną "wkładką kameralną" utworów na ukraińską sopiłkę wykonywanych przez Bożenę Korczynśką) w Długiej Kościelnej i Jeruzalu. To było 13 lipca.
Koncerty zorganizował mój przyjaciel, wieloletni solista wielu firmowanych przez Concerto Polacco projektów (choćby moje ulubione w naszym dorobku nagranie Completorium i innych utworów Gorczyckiego, partia Pijaszki w operze Hollanda "Agatka" i wiele, wiele innych wspólnych nagrań i koncertów), a obecnie dyrektor Domu Kultury w Mrozach i animator życia kulturalnego tego regionu - Mirosław Borczyński.
Organy w Długiej Kościelnej to bardzo udane, nawiązujące do ideałów barokowych instrumentów dzieło firmy Kamiński. Budowniczowie spożytkowali doświadczenia zebrane dzięki inspiracji wyniesionej z dwóch historycyzujących instrumentów w Katowicach - klasycznych organów francuskich w kościele Opatrzności Bożej w Katowicach-Zawodziu oraz organów "północnoniemieckich" w kościele św. Rodziny w Katowicach-Brynowie. Kolejny udany instrument powstały z inspiracji prof. Juliana Gembalskiego - jakże ważnej dla budownictwa organów w Polsce! Niezwykle udany kilkunastogłosowy instrument. Akustyka dość trudna, mimo klasycznej bryły kościoła o przyjemnej, eklektycznej architekturze.
W Jeruzalu (to własnie serialowe Wilkowyje - tu właśnie znajduje się sklep ze sławnym mamrotem) - XIX wieczny malutki instrument warszawskiego budowniczego Stanisława Przybyłowicza. Szkoda, że nie dotrwała oryginalna dyspozycja. Organy (sądząc z manubriów rejestrowych) podlegały przynajmniej dwóm istotnym zmianom dyspozycji (zmiana głosu 8' - Flute harmonique na 4' i 4' na 2') co chyba dość istotnie zmieniło estetykę instrumentu. Bardzo światły i zorientowany w problematyce opieki nad zabytkami Ksiądz Proboszcz dbający  o to, aby instrument dobrze funkcjonował. Piękne wnętrze drewnianego kościoła, duża satysfakcja dla grającego.

Jak zwykle okazało się, że to współwykonawczyni koncertu lepiej ustawiła się do wykonywanych przez Mirka Borczyńskiego w trakcie koncertu zdjęć. Niech będzie zatem ozdobą kolejnej odsłony tego bloga!








sobota, 21 czerwca 2014

Laudatio

Moja pochwała dla dobrych działań. Dla działań zmieniających kształt naszego krajobrazu organowego (dziwnie to tłumaczenie niemieckiego Orgellandschaft po polsku brzmi, ale niech będzie).
Wspaniałe dokonanie Andrzeja Szadejko i skupionych wokół niego entuzjastów. Organy w kościele Franciszkanów św. Trójcy wyznaczają jakiś nowy etap w dziejach budownictwa organowego w Polsce. Oczywiście nie zapominam i nie przemilczam tu różnych innych ważnych dokonań - powstania instrumentów utrzymanych w konkretnych stylistykach czy udanych rekonstrukcji. Czegoś takiego jednak jeszcze nie było.
Ten krótki wpis to tylko subiektywny zapis wrażenia po pierwszym - szybkim spotkaniu z istniejącą już częścią instrumentu - Rueckpositivem. Zachwyt brzmieniem poszczególnych rejestrów oraz ich kombinacjami. Ale również docenienie faktu, że otrzymujemy instrument możliwy do wykorzystania nie tylko jako instrument solowy, ale również "muzyczne centrum" muzyki figuralnej. W XVII i XVIII wieku kantaty rozbrzmiewały bowiem z chóru; szczególnie w Polsce budowano całkiem okazałe instrumenty dla potrzeb gry zespołowej. Niekoniecznie dla repertuaru solowego.
Dzięki odtworzeniu wysokości stroju w Chortonie (ok. pół tonu wyżej od dzisiejszego standardu) oraz specjalnej nakładki klawiaturowej umożliwiającej muzykowanie w Kammertonie (ok. pół tonu niżej) możliwe jest stylowe i właściwe wykonywanie szerokiego spektrum muzyki XVII i XVIII wieku.
Tak właśnie było; różnicę wysokości organów i niektórych instrumentów oraz innych instrumentów (szczególnie dętych francuskiej proweniencji) obchodzono w różny sposób. Transponowano, zapisywano partię organów o cały ton niżej, budowano część głosów w Kammertonie, bądź klawiatury transponujące ...
Praktyczne rozwiązanie problemu w Gdańsku jest bardzo eleganckim i zgodnym z praktyką historyczną sposobem.

Wykonując wczoraj koncert miałem ogromną satysfakcję obcowania z instrumentem o najwyższych walorach. Brawa dla profesjonalizmu tych, dzięki którym możliwe są takie przedsięwzięcia.

sobota, 12 kwietnia 2014

Koszalin 2014

Letnia Akademia Organowa w Koszalinie - to już 20 raz !
Dla nas - fantastyczny jubileusz !
W tym roku - wyjątkowy gość : prof. Peter Planyavsky z Wiednia.

Unsere Sommerakademie findet schon zum 20sten Mal statt !
Diesmal mit Prof. Planyavsky !

Więcej szczegółów wkrótce na mojej stronie :
Mehr Details bald auf meiner Website zu finden  :
www.marektoporowski.pl

Zabytkowy Hammond Commodore w akcji

Jeden z moich instrumentów - Hammond Commodore - instrument z lat 70-tych doczekał się rejestracji płytowej !
Płyta ma charakter lekki; zależało mi na tym, aby pokazać, że połączenie klasyki i popu jest możliwe.
Ta fuzja wynika zresztą ze specyfiki instrumentu - łączącego wiele zalet organów "klasycznych", kinowych i hammondowatych.
Tranzystorowa generacja instrumentów przeminęła zbyt szybko; klasyka pominęła te instrumenty, a w jazzie i muzyce rozrywkowej nie zdołały one przebić instrumentów lampowych (bardziej rasowych, choć może mniej przymilnych :-) )
Myślę, że tę historyczną niesprawiedliwość warto co nieco ponaprawiać.

Zapraszam do słuchania !



środa, 25 grudnia 2013

Omsk

Z dużym opóźnieniem mała relacja fotograficzna z koncertów w Omsku.






 dla mnie najciekawsza architektonicznie - ulica Tarska - zderzenie starego i nowego ...




















idąc dalej :


Restauracja Kołczak


a tu - Filharmonia :


 widok z hotelowego okna na rzekę Irtysz :





Ślady Jaroslava Haska w Omsku :


...i "nasza" Sala Organowa :


...może jeszcze kiedyś ...
Ogromne podziękowania dla Darii Boczkarjewej - dobrego ducha naszej wizyty w Omsku.