poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Adam Kamieniecki, Julia Laskowska i wiosenne tchnienia w Fortepianarium.

 

Kolejne piękne popołudnie w Fortepianarium. Adam Kamieniecki i Julia Laskowska przedstawili fascynującą podróż po wiosennym krajobrazie malowanym przez wielkich, niemieckich romantyków: Schuberta, Mendelssohna i Brahmsa uzupełnionym dwiema martwymi naturami (solową muzyką fortepianową) Schuberta i Brahmsa. Dawno nie byłem na tak przekonywującym, tak rasowym recitalu pieśniarskim. Adam Kamieniecki jest fantastycznym „pieśniarzem”, a jego kreacje fascynują skalą emocji, barw, wrażliwością na opowiadany tekst. Ogromnym zaskoczeniem było wykonanie Lerchengesang Brahmsa w rejestrze sopranowym. Julia Laskowska to również niezwykła osobowość. Wynika to trochę z moich osobistych doświadczeń: muzyków, którzy są w stanie „akompaniować” w taki sposób cenię najbardziej na świecie. Umiejętność wtopienia się w barwę głosu, podążanie za każdym oddechem solisty bez utraty własnej autonomicznej osobowości uważam za najdoskonalszy przejaw wrażliwości pianistycznej. Taki towarzysz, akompaniator, de facto opowiada własne spojrzenie na wyrażoną w tekście pieśni historię. Jednocześnie zachwyciło mnie to, co klawesyniści określają jako toucher: tak we współgraniu ze śpiewakiem, jak solowych utworach pianistycznych. Julia Laskowska rzeczywiście dotyka klawiatury fortepianu prowadząc palce niby pędzel malarza. Chyba najpiekniej było to słyszalne w Intermezzu utrzymanym w miłosnej (w muzycznym języku Brahmsa) tonacji A-dur. Jeszcze nie słyszałem naszego Bechsteina tak rozaksamitnionego. Trudno to opisać, trzeba usłyszeć ...Zabawa dwoma różnymi romantycznymi fortepianami (perełkowa przejrzystość =Traugott Berndt – zbudowany krótko przed 1850r. i gęsty, miękki, ciepły sos – Bechstein krótko przed 1900. była kolejnym atutem tego koncertu i sztuki wykonawczej Julii Laskowskiej. Czasem, aby usłyszeć takie zjawiska warto przyjść do Fortepianarium: małego miejsca na ziemi, o którym wiedzą i które cenią wtajemniczeni, miejsca kopania śnieżnobiałych perełek w otoczeniu pokopalnianego krajobrazu czerwonych cegłówek i czarnego dymu.

Proszę mi wybaczyć, że jako klawiszowiec piszę więcej o pianistce. To było wspaniałe spotkanie z dwojgiem fantastycznych muzyków, z dwojgiem fascynujących i wzajemnie dopełniających się osobowości. Myślę, że gdybym nie „miał” Fortepianarium byłbym – jako człowiek, muzyk, artysta - uboższy o wiele fascynujących doznań, których nie da się usłyszeć w żadnym innym miejscu …

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Paulina Tkaczyk-Cichoń w Fortepianarium

 


Z Pauliną Tkaczyk spotykaliśmy się już kilkakrotnie przy różnych klawesynowych okazjach, ale tak się jakoś złożyło, że nigdy nie miałem okazji posłuchać Jej grania na żywo. Okazją do tego stał się wczorajszy koncert w Fortepianarium, który niebywale mnie zaskoczył. Znałem co prawda nagranie sonat Christlieba Siegmunda Bindera, które mi się bardzo spodobało, ale prawdziwą klasę muzyk pokazuje na koncercie grając na "zadanych" sobie instrumentach, bez możliwości poprawek, dla realnej, niewyimaginowanej publiczności. Paulina zaproponowała niezwykle interesujący program rzadko wykonywanej, późnej muzyki klawesynowej (tj. muzyki II poł. XVIII i pocz. XIX wieku). Znalazło się tu oczywiście miejsce dla wspomnianych sonat Bindera, ale również wysłuchaliśmy dużo muzyki polskiej: Józefów Kozłowskiego i Elsnera,  Pożegnanie ojczyzny Kacpra Napoleona Wysockiego (a nie Ogińskiego)  oraz efektowne, dające przedsmak balu tańce Kazimierza Nowakiewicza. Część programu Artystka wykonała na fortepianie stołowym (1830/31), część na klawesynie "wirginałowym" (autorska wariacja na temat klawesynów południowoniemieckich autorstwa Michaela Scheera). Na obu instrumentach pokazała coś, co określiłbym jako niezwykle ujmującą lotność dźwięku. Z obu instrumentów, które przecież doskonale znam, wydobyła brzmienia, których nigdy dotychczas nie słyszałem, fantastycznie i porywająco modelując do tego frazy i znakomicie, krucho i smakowicie, kształtując wszelkie ozdobne, wirtuozowskie przebiegi. A jeszcze do tego - dwie "połówki" koncertu uwieńczone zostały wychodzącymi z tradycji własnymi, wirtuozowskimi i efektownymi kompozycjami Wykonawczyni: współczesnym rozwinięciem Pożegnania ojczyzny i bachowskiej Chaconne. A dodajmy, że wspomniane na początku sonaty Bindera - wykonane na żywo - to niezwykle ciekawa i barwna literatura, w której odnajdziemy elementy znane i od Jana Sebastiana, i od Carla Philippa, jak również wiele niespotykanych u innych kompozytorów pomysłów fakturalnych.

Był to recital, który w moim osobistym katalogu wspomnień zajmie miejsce w kategorii  "wielkich recitali klawesynowych". Piękne popołudnie z niezwykle oryginalną Artystką, bardzo ciepło przyjęte przez - mającą przecież wiele okazji do porównywania wykonań na dawnych instrumentach klawiszowych - zabrzańską publiczność.