środa, 3 czerwca 2026

Yelyzaveta Tsapok. Dyplom

 


    Są takie koncerty, których się nie zapomina. I nie musi to być koncert w renomowanej instytucji czy koncert artysty, który jest powszechnie znany. To może być studencki dyplom.

    Wczoraj (we wtorek 2 czerwca) miałem przyjemność akompaniować dwa barokowe utwory na dyplomie Yelyzavety Tsapok. Potem zsunąłem się na widownię i chłonąłem to, czym wykonawczyni zaczarowała publiczność. Liza genialnie interpretuje muzykę późnego bel canto i ekspresjonizmu. Utwory Verdiego, Straussa, Orffa, Pucciniego oraz piękny romans ukraiński Hryhorija Alczewskiego były cudownym ukoronowaniem wieczoru. To śpiewaczka, którą chciałoby się słuchać wciąż i wciąż, głos potężny i subtelny zarazem, który wciąga niczym syreni śpiew i nie pozwala nawet na chwilę skierować uwagi w inną stronę. Dla mnie - klawiszowca - równie zjawiskowy był "akompaniament", a raczej kolorystyczna i emocjonalna podbudowa wykonywanych dzieł płynąca spod palców Marty Mołodyńskiej-Wheeler. 

    Wielkie gratulacje dla prof. Katarzyny Oleś-Blachy, a Lizie (zwanej czasem Elą :-) ) życzę wielu dalszych sukcesów w Polsce i szeroko dalej. Wielu takich wieczorów, które poruszają serce i duszę. 

Muzyka kameralna Brahmsa w Fortepianarium

 


    Kolejny niezapomniane popołudnie w Fortepianarium. Ponownie gościliśmy duet fortepianowy Katarzyny i Kamila Dąbków (Pianophonic) rozszerzony o klarnecistkę Katarzynę Antosz i altowiolistkę Dorotę Malmor. W programie dwie pochodzące z późnego okresu twórczości sonaty Brahmsa op. 120 przeznaczone na klarnet lub altówkę i fortepian. Jedna z sonat wykonana została w wersji klarnetowej, druga altówkowej. Ciekawe porównanie. Na koniec zaś specjalnie opracowana przez Kamila Dąbka transkrypcja Uwertury tragicznej op. 81 umożliwiająca wystąpienie wszystkim muzykom razem. Jak się okazało, świetny pomysł i bardzo trafny skład pozwalający cieszyć się bogatym, iście orkiestrowym brzmieniem kreowanym przez czwórkę tylko muzyków, a jednocześnie poprzez fakt, że rolę instrumentów melodycznych spełniały te altowo-tenorowe doskonale uwypuklający ciepło brzmienia i głębię wyrazu muzyki Brahmsa. 

    Nie chcę porównywać wykonawców wieczoru między sobą. Wszyscy pokazali się znakomicie. Ale pozwolę  sobie na małe subiektywne spostrzeżenie, wyróżnienie ... Niezwykle ujęło mnie piękno dźwięku Doroty Malmor. Coś, co określiłbym jako umiejętność długiego i subtelnego prowadzenia frazy smyczkiem. Chyba coś, co doskonale udało się Jej przejąć od Elżbiety Mrożek-Loski, którą często słyszałem na koncertach ....

    Słuchając koncertu oczywiście w pierwszym rzędzie starałem się śledzić fantazyjne meandrowanie brahmsowskich fraz. To chyba najbardziej doskonały przykład muzyki absolutnej, poruszającej i porywającej, a jednocześnie takiej, w której prawie niemożliwe jest odnalezienie analogii z obrazami czy słowami (a przyzwyczajony do takiego słuchania np. Bacha szukałem mocno ...)

    Jednoczesnie muszę przyznać się, że z podziwem obserwuję dokonania młodych muzyków, którzy z wielkim znawstwem i odwagą proponują ambitne, unikalne, przemyślane programy. Zdaję sobie sprawę, że mają oni w ręku znacznie więcej narzędzi niż moja generacja. Więcej wiedzy i umiejętności. Mogą też korzystać z tego, co wypracowaliśmy (np. z takiego Fortepianarium i znajdujących się tam instrumentów). A jednocześnie muzyczny rynek jest chyba coraz mniej gościnny, coraz trudniejszy ... Dlatego z całego serca im życzę, aby mogli ten program prezentować dalej, a wszystkich organizatorów koncertów zachęcam do jego "kupienia". Program i wykonanie są znakomite!  



niedziela, 17 maja 2026

Aleksandra Dąbek gra Chopina

 


Są koncerty, których się nie zapomina. Koncerty, w których nawet profesor Akademii Muzycznej przestaje analizować i po prostu daje się porwać zmieniającym się obrazom, kolorom, emocjom.

Taki właśnie był recital Aleksandry Dąbek w Fortepianarium. Chwila zachwycająca i niepowtarzalna, ale szalenie trudna do opisania. Chwila, która zawsze trwa zbyt krótko. Szkoda, że w ramach bisu nie powtarza się całego koncertu ...

Artystka zaproponowała program złożony z wielkich dzieł: dwóch ballad: I g-moll op. 23 i IV f-moll op. 52 oraz wspaniale, z wielkim rozmachem wykonanej Sonaty b-moll op. 35. Nasz cudowny Pleyel odwdzięczył się pianistce gamą cudownych barw. Cudowną kantylenę w Marszu żałobnym wykonaną tak pięknym dźwiękiem, że trudno uwierzyć, że jego źródłem jest zbudowane przez człowieka muzyczne narzędzie, trudno będzie zapomnieć. Wspaniały początek Ballady f-moll rodzącej się jakby z niczego to również ważna chwila w bibliotece moich muzycznych wspomnień.  Znakomite forte, znakomite piano, świetne wyczucie czasu, przestrzeni i pełne zrozumienie specyfiki instrumentu. Wielki, niezapomniany recital. 



poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Adam Kamieniecki, Julia Laskowska i wiosenne tchnienia w Fortepianarium.

 

Kolejne piękne popołudnie w Fortepianarium. Adam Kamieniecki i Julia Laskowska przedstawili fascynującą podróż po wiosennym krajobrazie malowanym przez wielkich, niemieckich romantyków: Schuberta, Mendelssohna i Brahmsa uzupełnionym dwiema martwymi naturami (solową muzyką fortepianową) Schuberta i Brahmsa. Dawno nie byłem na tak przekonywującym, tak rasowym recitalu pieśniarskim. Adam Kamieniecki jest fantastycznym „pieśniarzem”, a jego kreacje fascynują skalą emocji, barw, wrażliwością na opowiadany tekst. Ogromnym zaskoczeniem było wykonanie Lerchengesang Brahmsa w rejestrze sopranowym. Julia Laskowska to również niezwykła osobowość. Wynika to trochę z moich osobistych doświadczeń: muzyków, którzy są w stanie „akompaniować” w taki sposób cenię najbardziej na świecie. Umiejętność wtopienia się w barwę głosu, podążanie za każdym oddechem solisty bez utraty własnej autonomicznej osobowości uważam za najdoskonalszy przejaw wrażliwości pianistycznej. Taki towarzysz, akompaniator, de facto opowiada własne spojrzenie na wyrażoną w tekście pieśni historię. Jednocześnie zachwyciło mnie to, co klawesyniści określają jako toucher: tak we współgraniu ze śpiewakiem, jak solowych utworach pianistycznych. Julia Laskowska rzeczywiście dotyka klawiatury fortepianu prowadząc palce niby pędzel malarza. Chyba najpiekniej było to słyszalne w Intermezzu utrzymanym w miłosnej (w muzycznym języku Brahmsa) tonacji A-dur. Jeszcze nie słyszałem naszego Bechsteina tak rozaksamitnionego. Trudno to opisać, trzeba usłyszeć ...Zabawa dwoma różnymi romantycznymi fortepianami (perełkowa przejrzystość =Traugott Berndt – zbudowany krótko przed 1850r. i gęsty, miękki, ciepły sos – Bechstein krótko przed 1900. była kolejnym atutem tego koncertu i sztuki wykonawczej Julii Laskowskiej. Czasem, aby usłyszeć takie zjawiska warto przyjść do Fortepianarium: małego miejsca na ziemi, o którym wiedzą i które cenią wtajemniczeni, miejsca kopania śnieżnobiałych perełek w otoczeniu pokopalnianego krajobrazu czerwonych cegłówek i czarnego dymu.

Proszę mi wybaczyć, że jako klawiszowiec piszę więcej o pianistce. To było wspaniałe spotkanie z dwojgiem fantastycznych muzyków, z dwojgiem fascynujących i wzajemnie dopełniających się osobowości. Myślę, że gdybym nie „miał” Fortepianarium byłbym – jako człowiek, muzyk, artysta - uboższy o wiele fascynujących doznań, których nie da się usłyszeć w żadnym innym miejscu …

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Paulina Tkaczyk-Cichoń w Fortepianarium

 


Z Pauliną Tkaczyk spotykaliśmy się już kilkakrotnie przy różnych klawesynowych okazjach, ale tak się jakoś złożyło, że nigdy nie miałem okazji posłuchać Jej grania na żywo. Okazją do tego stał się wczorajszy koncert w Fortepianarium, który niebywale mnie zaskoczył. Znałem co prawda nagranie sonat Christlieba Siegmunda Bindera, które mi się bardzo spodobało, ale prawdziwą klasę muzyk pokazuje na koncercie grając na "zadanych" sobie instrumentach, bez możliwości poprawek, dla realnej, niewyimaginowanej publiczności. Paulina zaproponowała niezwykle interesujący program rzadko wykonywanej, późnej muzyki klawesynowej (tj. muzyki II poł. XVIII i pocz. XIX wieku). Znalazło się tu oczywiście miejsce dla wspomnianych sonat Bindera, ale również wysłuchaliśmy dużo muzyki polskiej: Józefów Kozłowskiego i Elsnera,  Pożegnanie ojczyzny Kacpra Napoleona Wysockiego (a nie Ogińskiego)  oraz efektowne, dające przedsmak balu tańce Kazimierza Nowakiewicza. Część programu Artystka wykonała na fortepianie stołowym (1830/31), część na klawesynie "wirginałowym" (autorska wariacja na temat klawesynów południowoniemieckich autorstwa Michaela Scheera). Na obu instrumentach pokazała coś, co określiłbym jako niezwykle ujmującą lotność dźwięku. Z obu instrumentów, które przecież doskonale znam, wydobyła brzmienia, których nigdy dotychczas nie słyszałem, fantastycznie i porywająco modelując do tego frazy i znakomicie, krucho i smakowicie, kształtując wszelkie ozdobne, wirtuozowskie przebiegi. A jeszcze do tego - dwie "połówki" koncertu uwieńczone zostały wychodzącymi z tradycji własnymi, wirtuozowskimi i efektownymi kompozycjami Wykonawczyni: współczesnym rozwinięciem Pożegnania ojczyzny i bachowskiej Chaconne. A dodajmy, że wspomniane na początku sonaty Bindera - wykonane na żywo - to niezwykle ciekawa i barwna literatura, w której odnajdziemy elementy znane i od Jana Sebastiana, i od Carla Philippa, jak również wiele niespotykanych u innych kompozytorów pomysłów fakturalnych.

Był to recital, który w moim osobistym katalogu wspomnień zajmie miejsce w kategorii  "wielkich recitali klawesynowych". Piękne popołudnie z niezwykle oryginalną Artystką, bardzo ciepło przyjęte przez - mającą przecież wiele okazji do porównywania wykonań na dawnych instrumentach klawiszowych - zabrzańską publiczność.  

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Mikołajkowo w Fortepianarium



7 grudnia zapraszamy na nasz kolejny, szczególny koncert! 





 

Kamil Dąbek ogrywa Pleyela

 


Na taką inaugurację zasługiwał Pleyel w Fortepianarium! To nowy mieszkaniec sali przy ul. Hagera; odrestaurowany przez Matthiasa Arensa instrument z 1856 roku. 

Ten koncert odbył się  po dłuższej przerwie wywołanej moją chorobą. Zdałem sobie sprawę jak bardzo brakowało mi zabrzańskich spotkań i jak wielkim przywilejem jest dla mnie możliwość poznawania nowych artystów, obcowania z pięknem, które przywożą ze sobą. Niekomercyjny charakter koncertów sprawia, że produkcje te czasem nie mają pieczęci wielkich agencji, wytwórni płytowych, znanych nazwisk ... Za to artyści, którzy tu występują, wiedzą dlaczego znaleźli się w tym dziwnym, pokopalnianym krajobrazie. Czasem występują tu młodzi muzycy, którzy dopiero za pewien czas staną się (być może) częścią wielkiego muzycznego świata. Usłyszałem tu już tyle pięknych i jedynych w swoim rodzaju koncertów, których nie usłyszałbym nigdzie indziej.

Tak było i tym razem. Kamil Dąbek to pianista charyzmatyczny, o fantastycznej, wciągającej słuchaczy narracji i bardzo bliskiej mojemu sercu umiejętności budowania napięć i kulminacji za pomocą giętkiej i fantazyjnej agogiki. Również, o wielkiej wrażliwości na barwę i umiejętności szybkiego poznania nowego instrumentu i znalezienia z nim wspólnego języka. Zaproponował program "po zbóju": Rondo à la Mazur op. 5 i Fantazję f-moll op. 49 Chopina, Sonatinę Ravela i cały pierwszy rok "Lat pielgrzymstwa" Liszta. Co ciekawe, instrument najwspanialej zaprezentował się w sonatinie Ravela oraz Fantazji Chopina;  wydawało się, że jest to dla tej muzyki medium idealne. Rondo à la Mazur napisane zostało we wczesnym okresie, kiedy Chopin miał do czynienia raczej z instrumentami o lekkiej, wiedeńskiej mechanice. Z kolei, dla muzyki Liszta przydałby się może nieco bardziej "siłowy" fortepian, Prawdziwego pianistę poznaje się jednak po umiejętności dopasowania gry do zalet i możliwości konkretnego instrumentu. I to cechuje sztukę Kamila Dąbka. Wirtuozowskie girlandy chopinowskiego mazura  wykonał z lekkością i nasycił je subtelnymi pleyelowskimi barwami, zaś w Liszcie nie dopuścił do "przesteru" fragmentów stanowiących kulminacje, a z wszystkich momentów ciszy, zasłuchania wyłuskał fascynujące, nieoczekiwane barwy. Trudno wyobrazić sobie bardziej wszechstronne ukazanie instrumentu.

Uwielbiam takie granie, a świetnemu, młodemu pianiście składam tym krótkim tekstem głęboki ukłon!