poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Stypendium Marszałka Województwa Śląskiego


Dzięki stypendium Marszałka Województwa Śląskiego będę w stanie zrealizować kolejny interesujący projekt muzyczny. Wraz  z Łukaszem Długoszem i Agatą Kielar-Długosz nagramy wersję na 2 flety sławnej sonaty z "Musikalisches Opfer" Jana Sebastiana Bacha, fragment(y) cyklu "Pyrmonter Kurwoche" Telemanna z wykorzystaniem fletu altowego i pewnie jeszcze coś.

Dziękuję! Dziękujemy! 

sobota, 27 sierpnia 2022

"Młynarka" Schuberta w Boitzenurgu i subtelna sztuka akompaniamentu

 


Coraz bardziej dochodzę do przekonania, że tym, co odróżnia kompozytorów genialnych od tych nie-(co mniej) genialnych jest sposób traktowania przez nich akompaniamentu. Trudno tu o lepszy przykład niż „Piękna młynarka” Schuberta. Partia fortepianu w tym dziele pomyślana jest tak, że ilustruje ciągły ruch strumienia, który już to obraca z łoskotem koła młyńskie (pierwsza pieśń), już to cicho pluszcze pod stopami tańczących nimf (pieśń druga), a za każdym razie wzmacnia i uwypukla stany emocjonalne bohatera wchodząc z nim nawet (w przedostatniej części) w dialog. Pod względem muzycznym imponująca jest różnorodność i różnokolorowość tego ruchu, zastosowanych przez Schuberta faktur i środków pianistycznych. To zresztą pewien "problem" tego akompaniamentu, gdyż zaplanowane przez kompozytora efekty tak naprawdę możliwe są do stuprocentowego oddania wyłącznie na fortepianie wiedeńskim z czasów kompozytora. Grając na innym instrumencie co chwila spostrzegamy, że ruch ma na przykład za mało lekkości albo we fragmentach ilustrujących łoskot rozbijającej się o kamienie wody perkusyjnej energii. To też refleksja po wykonaniu na pięknym Erardzie z siedemdziesiątych lat XIX wieku zmuszającym oczywiście do wyważenia racji między dziełem, kompozytorem, instrumentem i wykonawcami. 

Podobnym przykładem bogactwa akompaniamentów są też opery Mozarta, które przy porównaniu z dziełami współczesnych mu kompozytorów pełne są subtelnego zakomponowania ruchu głosów środkowych.

Świetnie było ponownie wykonać „Młynarkę” z Piotrem Olechem, na przepięknym fortepianie (choć nie wiedeńskim) w budynku dawnej szkoły w Boitzenburgu (którego gospodarzem jest obecnie lutnik Gert Eichhorn). A było to 27 sierpnia 2022 roku. 


poniedziałek, 22 sierpnia 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Anna-Liisa Eller w Tarczku. 20.08.2022

 


Dla klawesynisty możliwość usłyszenia granych przez siebie utworów na innym instrumencie strunowym szarpanym jest zawsze niezmiernie inspirująca. Nieklawiszowe instrumenty z tej rodziny, w których struny szarpane są palcami grającego dają zazwyczaj znacznie większe możliwości barwowe i dynamiczne; mogą zatem wspaniale inspirować poszukiwania klawesynisty w tym zakresie.

Cudowny był ten wieczór z Anną-Liisą Eller w Tarczku. Artystka przedstawiła na nim materiał z płyty Strings Attached. The Voice of Kannel. Kannel doskonale sprawdza się jako medium wykonawcze muzyki wirginalistów angielskich, klawesynowej muzyki francuskiej, lutniowych dzieł Sylviusa Leopolda Weissa i ...muzyki współczesnej. Właśnie, utwór Heleny Tulve prawdopodobnie w jeszcze większym stopniu eksponował specyficzne możliwości tego instrumentu.

Anna-Liisa Eller jest wykonawcą perfekcyjnym i fascynującą osobowiścią emanującą spokojem i mistrzowskim rozgrywaniem czasu. W połączeniu ze szlachetnym, łagodnym brzmieniem instrumentu i niesamowitą atmosferą romańskiego, pokrytego freskami i pięknie rozświetlonego kościoła w Tarczku przeżyliśmy niewątpliwie moment mistycznego piękna.

Zachęcam tak do sięgniecia po nagrania Anny-Liisy Eller, jak i do wizyty w Tarczku – jednej z najstarszych i najpiękniejszych świątyń w Polsce.

wtorek, 16 sierpnia 2022

W Krasnymstawie na festiwalu hr. Poletyły



Miałem ogromną przyjemność uczestniczyć przez kilka dni w wydarzeniach II Festiwalu Muzycznego im. Leopolda hr. Poletyły w Krasnymstawie. To fantastyczna inicjatywa, której domem stały się gościnne poklasztorne wnętrza Muzeum regionalnego w Krasnymstawie. To też znacznie więcej niż tylko seria koncertów. Każda edycja obejmuje również konferencję naukową łączącą problematykę muzyczną, artystyczną, historyczną i regionalną oraz muzyczne warsztaty

Tegoroczna edycja rozpoczęła się warsztatami skrzypcowymi prowadzonymi przez Grzegorza Lalka, w których siłą rzeczy nie uczestniczyłem. Artysta zaprezentował się jednak następnego dnia w salonie romantycznym wyczarowanym przez czwórkę znanych mi doskonale muzyków (piątek, 12 sierpnia). Grzegorz Lalek cudownie wykonał na jelitowych strunach kilka miniatur Wieniawskiego. Na tym instrumencie i, oczywiście przede wszystkim, w Jego wykonaniu ta zajeżdżona nieco muzyka, odgrywana czasem nieco (lub bardzo)  pretensjonalnie, odzyskała ciepło i naturalną świeżość. Czekam na więcej Wieniawskiego w tym wykonaniu! Podobne odczucia miałem przy wykonaniu pieśni Moniuszki przez Dawida Biwo; te małe, rubaszne scenki rodzajowe przedstawione zostały również z ogromnym urokiem, prostotą i talentem aktorskim. Również dwie pieśni Belliniego doskonale wpisały się w klimat tego wieczoru. Po raz pierwszy miałem okazję słyszeć Katarzynę Pilipiuk na 8-klapowym oboju w efektownych kompozycjach w stylu brillant (Widerkehr i Brod) współzawodniczących śpiewnością i wirtuozowską ruchliwością z muzyką wokalną. Zaś Anna Huszczo „ogarniała” wszystkich solistów i nie ruszała się od stołowego fortepianu Broadwooda wykonując na dodatek z ogromnym smakiem i wrażliwością utwory Marii Szymanowskiej i Michała Kleofasa Ogińskiego. Publiczność liczna, entuzjastycznie reagująca. Znakomita atmosfera, piękny wieczór.

Stałym elementem każdej edycji festiwalu jest konferencja wraz z panelem dyskusyjnym. W tym roku poświęcona była „Dialogowi sztuk w XIX-wiecznej Polsce”. Dr Sławomir Franc zachęcił nas do sięgnięcia po pamiętniki Kajetana Koźmiana. Ja opowiedziałem o muzyce George’a Fredericka Pinto (wiem, że trochę daleko od głównego wątku konferencji...) , którą tak chętnie grywam. Katarzyna Różańska w bardzo skondensowany sposób opowiedziała nam o warsztacie malarza w XIX wieku szczególnie eksponując elementy nowe w stosunku do wcześniej stosowanych technik. Wreszcie, jak zwykle fantazyjne i pełne nieoczekiwanych detali spojrzenie na historię Andrzeja Pilipiuka; w tym wypadku chodziło głównie o archeologiczne eskapady XIX-wiecznego zbieracza, hr. Michała Tyszkiewicza.

O naszym koncercie (Irmina Obońska i Marek Toporowski, 14.08) napiszę oczywiście trochę mniej. Trochę bałem się zestawienia angielskiego, stołowego fortepianu Broadwooda z moim skrzydłowycm Neupertem-Heilmannem, ale wydaje się, że oba instrumenty dobrze się uzupełniały brzmieniowo. Leitmotywem naszego koncertu był polonez. Zagraliśmy polonezy Riesa, Wilhelma Friedemanna (w moim nowym opracowaniu), Ogińskiego i dwa specjalnie napisane na krasnystawski festiwal „Polonaises fantastiques”: mój i Ryszarda Borowskiego. Nad zestrojeniem obu instrumentów czuwał Witold Gertner, który w niełatwych warunkach (stosunkowo mała i niska sala dawnego refektarza, bardzo wysoka wilgotność) zapewnił nam komfort grania. Dziękujemy za ciepłe przyjęcie.

Dzisiaj (16.08) odbyłem fascynujące spotkanie z muzyczną, pianistyczną młodzieżą, która na moim 5-oktawowym instrumencie grała różne utwory, w tym również Chopina. Okazało się, że niektóre wczesne utwory wymagające 6 oktaw pisane są w taki sposób, że ta szósta dyszkantowa oktawa pojawia się tylko czasem, jako efekt specjalny zaznaczony w nutach przenośnikiem oktawowym ułatwiającym sprowadzenie wykonania do dostępnych pięciu oktaw. Zaś Grande Valse Brillante bez problemu w 5 oktawach się mieści; w całości i bez wyjątku!

Niestety nie mogę być na koncercie finałowym „Huzia na Mozarta!”. Może ktoś o nim napisze …

Warto przyjechać do Krasnegostawu. Organizatorki – Anna Huszczo i Katarzyna Pilipiuk stworzyły imprezę stosunkowo krótką (trzy koncerty), ale zadbaną i wysmakowaną. Warto w przerwie zejść do Ogrodów Biblijnych (jego dolna część to ogród chiński); ogromna zielona przestrzeń, z której widać jedynie bazylikę św. Franciszka Ksawerego i zabudowania poklasztorne (obecnie muzeum…) To wejście w inną rzeczywistość czasową, kiedy z powrotem wraca się do miasteczka widzi się już wszystko z innej perspektywy. Warto to przeżyć.