Są koncerty, których się nie zapomina. Koncerty, w których nawet profesor Akademii Muzycznej przestaje analizować i po prostu daje się porwać zmieniającym się obrazom, kolorom, emocjom.
Taki właśnie był recital Aleksandry Dąbek w Fortepianarium. Chwila zachwycająca i niepowtarzalna, ale szalenie trudna do opisania. Chwila, która zawsze trwa zbyt krótko. Szkoda, że w ramach bisu nie powtarza się całego koncertu ...
Artystka zaproponowała program złożony z wielkich dzieł: dwóch ballad: I g-moll op. 23 i IV f-moll op. 52 oraz wspaniale, z wielkim rozmachem wykonanej Sonaty b-moll op. 35. Nasz cudowny Pleyel odwdzięczył się pianistce gamą cudownych barw. Cudowną kantylenę w Marszu żałobnym wykonaną tak pięknym dźwiękiem, że trudno uwierzyć, że jego źródłem jest zbudowane przez człowieka muzyczne narzędzie, trudno będzie zapomnieć. Wspaniały początek Ballady f-moll rodzącej się jakby z niczego to również ważna chwila w bibliotece moich muzycznych wspomnień. Znakomite forte, znakomite piano, świetne wyczucie czasu, przestrzeni i pełne zrozumienie specyfiki instrumentu. Wielki, niezapomniany recital.
