Kolejne piękne popołudnie w Fortepianarium. Adam Kamieniecki i Julia Laskowska przedstawili fascynującą podróż po wiosennym krajobrazie malowanym przez wielkich, niemieckich romantyków: Schuberta, Mendelssohna i Brahmsa uzupełnionym dwiema martwymi naturami (solową muzyką fortepianową) Schuberta i Brahmsa. Dawno nie byłem na tak przekonywującym, tak rasowym recitalu pieśniarskim. Adam Kamieniecki jest fantastycznym „pieśniarzem”, a jego kreacje fascynują skalą emocji, barw, wrażliwością na opowiadany tekst. Julia Laskowska to niezwykła osobowość. Wynika to trochę z moich osobistych doświadczeń: muzyków, którzy są w stanie „akompaniować” w taki sposób cenię najbardziej na świecie. Umiejętność wtopienia się w barwę głosu, podążanie za każdym oddechem solisty bez utraty własnej autonomicznej osobowości uważam za najdoskonalszy przejaw wrażliwości pianistycznej. Taki towarzysz, akompaniator, de facto opowiada własne spojrzenie na wyrażoną w tekście pieśni historię. Jednocześnie zachwyciło mnie to, co klawesyniści określają jako toucher: tak we współgraniu ze śpiewakiem, jak solowych utworach pianistycznych. Julia Laskowska rzeczywiście dotyka klawiatury fortepianu prowadząc palce niby pędzel malarza. Trudno to opisać, trzeba usłyszeć ...Jej zabawa dwoma różnymi romantycznymi fortepianami (perełkowa przejrzystość =Traugott Berndt – zbudowany krótko przed 1850r. i gęsty, miękki, ciepły romantyczny sos – Bechstein krótko przed 1900. Czasem, aby usłyszeć takie zjawiska warto przyjść do Fortepianarium: małego miejsca na ziemi, o którym wiedzą i które cenią wtajemniczeni, miejsca kopania śnieżnobiałych pereł w otoczeniu pokopalnianego krajobrazu czerwonych cegłówek i czarnego dymu.
Jako klawiszowiec piszę więcej o pianistce, ale było to wspaniałem spotkanie z dwojgiem fantastycznych muzyków. Myślę, że gdybym nie „miał” Fortepianarium byłbym – jako człowiek, muzyk, artysta - uboższy o wiele fascynujących doznań, których nie da się usłyszeć w żadnym innym miejscu …

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz