Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Capella Cracoviensis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Capella Cracoviensis. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2024

Wieloklawiszowa przygoda w Capelli ze studentami. Zjednoczone klawiatury.

 


    Dzięki zaproszeniu Capelli Cracoviensis mogłem zrealizować wieloetapowy projekt muzyczny dla moich studentów, z moim udziałem jako współwykonawcy. Nowa siedziba Capelli dzięki połączeniu posiadanych już wcześniej instrumentów i nowym zakupom stała się prawdziwym rajem dla klawiszowców różnej maści i orientacji (nic zdrożnego nie mam tu na myśli!). 

    We wtorek (16.01) z moimi studentkami: Orysią Mashtalir, Ksenią Więcek, Weroniką Hryniewicką i Elą Ziarnik zagraliśmy koncert utworów na 2 klawesyny; a to kolorowa i ciekawa literatura. Był koncert Solera, śliczny kwartet Armanda-Louisa Couperina, transkrypcja uwertury orkiestrowej C-dur Bacha (BWV 1066) i efektowny koncert-pastisz Nathana Mondry'ego. Studentki grały też na pięknym klawesynie włoskim (Giulio Fratini) i kopii Mietke'go (Matthias Kramer) muzykę solową.

    Środowe matinee to występ śpiewaków, którzy przygotowali różnobarwną muzykę od Stachowicza poprzez Haendla, Bacha, Pergolesiego po Mozarta z akompaniamentem (moim) na różnych instrumentach klawiszowych mam nadzieję dobrze oddającym charakter, styl i klimat każdego z utworów. 

W czwartek "duży koncert" z muzykami Capelli. Rozpoczęliśmy koncertem organowym op. 4 nr 1 Haendla z continuo granym na 2 klawesynach przez Weronikę Hryniewicką i Elę Ziarnik, potem kantata "Andromede" przepięknie wykonana przez Karolinę Augustyn, koncert potrójny Telemanna (oryginał na 3 oboje i 3 skrzypiec, moja wersja na 3 klawesyny), sonata wiolonczelowa Piattiego (Monika Hartmann) i koncert a-moll na 2 klawesyny i smyczki (oryg. na 2 flety) Telemanna. Tu pobawiliśmy się stereofonicznymi efektami i przeciwstawieniem grupy solo i ripienistów. 

Jesli uczenie muzyki sprawia satysfakcję, to właśnie dzięki takim przedsięwzięciom ...

Capello, dziękuję. 


niedziela, 11 września 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. 10.09.2022. A Capella Leopolis w Kielcach

 

zdj. Paweł Januchta

Na to spotkanie cieszyłem się już od dawna. Sytuacja taka, że z przyjaciółmi z zespołu A Capella Leopolis już dawno nie miałem wspólnego koncertu. A przecież znamy się i współpracujemy od wielu lat...

Jestem ogromnie wzruszony, że mogli oczarować kielecką publiczność pięknem śpiewu: a capella i con Capella (Cracoviensis). Razem wykonaliśmy unikalny, jak sądzę, projekt: świetną rekonstrukcję muzyki unickiej początku XVII wieku łączącej piękno doświadczeń Wschodu i Zachodu dokonaną przez nieżyjącego już Romana Stelmaszczuka . 

Wielkie brawa dla moich kolegów z Capelli (Zofia Wojniakiewicz, Beata Nawrocka - skrzypce, Grzegorz Piętowski - altówka, Mateusz Kowalski, Adela Czaplewska - gamby), z którymi szybko zmontowaliśmy partie instrumentalne Litanii Szewerowskiego i anonimowej "służby Bożej" (Mszy) i zagraliśmy dwie piękne canzony Giovanniego Picchiego. 

Choć unia brzeska (1596), której ubocznym skutkiem było pojawienie się muzyki unickiej, jest bardzo kontrowersyjnym momentem w historii, to dla nas jest to wspaniały pretekst do spotkania się na gruncie muzycznym i poczucia jak wiele nas łączy. Tęsknię już do następnej okazji współpracy i bardzo żałuję, że nie mogłem być na koncercie a capella "A Capella..." w cudownym, małym, średniowiecznym kościółku w Szydłowie 9 września...

 "

piątek, 2 kwietnia 2021

Dwie Pasje.

Stałą już moja współpraca z Capellą Cracoviensis daje mi możliwość brania udziału w wykonaniach dzieł z kanonu literatury muzycznej; często takich, o których wykonaniu długo marzyłem. Marzec przyniósł fascynującą możliwość porównania dwóch pasji: "małej" Schütza - Die Sieben Worte unsers lieben Erlösers und Seligmachers Jesu Christi, so er am Stamm des Hl. Kreuzes gesprochen oraz wielkiej bachowskiej Pasji wg św. Jana. 

Siedem słów Schütza poznałem w moich czasach licealnych dzięki nagraniu ETERNY pod dyrekcją Rudolfa Mauersbergera. To „NRD-owskie” nagranie urzekło mnie piękną, nieco ascetyczną, iście protestancką ekspresją. Na długo ukształtowało też moje wyobrażenie o tym utworze i, co ciekawe, wykonując ten utwór na koncercie w Krakowie zdałem sobie sprawę w jak wielkim stopniu utwór ten widzę przez pryzmat tej młodzieńczej fascynacji. Choć napisane „in stylo oratorio” partie wokalne wymagają niewątpliwie ekspresyjnego zdobienia wydaje się, że istotą dobrego wykonania jest właśnie niełatwe pogodzenie oratoryjnej ekspresji z protestancką skromnością. To trochę tak jakby łączyć ogień z wodą, ale chyba warto spróbować. Niezwykle ciekawa jest też partia basso continuo, która wymaga zdecydowanie więcej niż tylko harmonicznego, akordowego akompaniamentu i powinna być pewnego rodzaju polifonicznym continuum.

Pasja Janowa Bacha to dzieło znacznie większych rozmiarów, utrzymane też oczywiście w zupełnie innym stylu. Przez wiele lat byłem – w recytatywach – zwolennikiem ascetycznej nieco realizacji na organach. Wykonując jednak Pasję z Concerto Polacco i chórem kameralnym Akademii Muzycznej w Katowicach pod dyrekcją nieodżałowanego Czesława Freunda (wiele, wiele lat temu; bardzo niecodzienny i chyba przełomowy dla ówczesnej Akademii projekt muzyczny dalece wyprzedzający powstanie wyspecjalizowanej jednostki dydaktycznej) wziąłem klawesyn odkrywając dla siebie jak bardzo operowo i dramatycznie można dynamizm akcji obecny w janowej ewangelii podkreślić. To niegdysiejsze doświadczenie starałem się przenieść również do krakowskiego wykonania; chociaż wciąż zastanawiam się czy nie jest to nieco zbyt ekstrawertyczne podejście…Z drugiej strony tak dynamiczne recytatywy dobrze współgrają z burzliwymi chórami turba. Może to część tej samej dyskusji, którą rozpoczęliśmy komentując dzieło Schütza. Czy muzyka ta jest bardziej skupioną modlitwą, czy pełną życia i akcji dramatyczną, religijną operą? Pewnie każdy słuchacz i wykonawca musi tu dokonać własnego wyboru (albo zaakceptować wielość rozwiązań). W każdym razie Bach wciąż umożliwia nam nowe odczytania, zachęca do eksperymentów. Jak większość twórczości Bacha Pasja Janowa to dzieło nieskończone, którego różne aspekty wciąż odkrywamy. Sądzę (nieskromnie), że zaproponowaliśmy przekonywującą i udaną pod względem artystycznym wizję. Wielka to zasługa aktorów tego przedsięwzięcia – solistów: Karola Kozłowskiego (Ewangelista), Sebastiana Szumskiego (Jezus), Przemysława Bałki (Piłat), Jolanty Kowalskiej, Michaliny Bienkiewicz, Matyldy Staśto, Piotra Szewczyka, fantastycznego chóru kameralnego Filharmonii Krakowskiej pod dyr. Piotra Piwko i moich znakomitych kolegów z Capelli. Warto może dodać, że przy organach zasiadł Marcin Świątkiewicz dzieląc się ze mną klawiszowym continuo, a dramatyzm recytatywów mocno podkreślała również niezwykle bogata i zniuansowana realizacja partii wiolonczeli (Tomasz Pokrzywiński) i dodające głębi violone (Łukasz Madej). 




poniedziałek, 4 lutego 2019


Zdjęcia z krakowskiego Hipolita :

Hippolyte et Aricie ... już po ... niestety



Hipolit i Arycja to pierwsza tragédie en musique Rameau. Napisał ją w wieku 50 lat. Była to również pierwsza francuska, barokowa opera, którą usłyszałem i pokochałem od pierwszego momentu.
Jednak dopiero regularne obcowanie z „Hipolitem” uzmysławia czym to dzieło jest naprawdę. Mitologiczny sztafaż ukrywa głęboki dramat poplątanych ludzkich relacji; wydawać by się mogło, że to dopiero takie działa jak „Don Giovanni” rozpoczynają erę psychologicznej wiwisekcji postaci w teatrze operowym. Jednak nie da się ukryć, że być może wielki francuski dramat operowy XVIII wieku był okazją mówienia o sprawach wielkich uczuć i emocji, opisywaniu spraw, na które w oficjalnym dyskursie tamtej epoki nie było i nie mogło być miejsca.
Dyrygując „Hipolitem” wciąż miałem nieodparte wrażenie, że dziełu temu bliżej do dramatów muzycznych Wagnera niż do opery włoskiej XVIII wieku. Aż cztery akty rozpoczynają się gęstymi fakturalnie, mrocznymi i dramatycznymi ariami. W trzecim akcie jest to przejmująca skarga Fedry Cruelle mère des amours, w czwartym iście wagnerowska aria Hipolita Ah, faut il en un jour (Ach, czyż musi być tak, że w ciągu jednego dnia tracę wszystko co kochałem), w piątym równie mroczna aria Tezeusza.
Język muzyczny Rameau daleki jest od uproszczeń opery włoskiej: wyrafinowana instrumentacja, skomplikowana harmonia, planowanie szczegółów…
Nasza realizacja; zgodnie z sugestią reżysera dość konsekwentnie „obierająca” dramat z rozjaśniających, lekostrawnych, przypudrowujących dramatyczną wymowę dzieła intermediów, uwypukliła, wizualnie zaś przenosząca widza do współczesności, podkreśliła ludzką stronę dramatu.

Oszczędna i bardzo precyzyjna realizacja sceniczna Sjarona Minailo i jego współpracowników, znakomicie wykonane partie solowe (Eamon Mulhall i Nathan Vale- Hippolite, Nika Gorić- Aricie, Michaela Sellinger- Phedre, Jerzy Butryn- Tezeusz, Łukasz Klimczak, Joanna Radziszewska, Sylwia Olszyńska, Aleksander Kunach …...), cudowny zespół wokalny złożony z muzyków współpracujących z Capellą Cracoviensis. Wreszcie znakomita orkiestra pod wodzą niezawodnej Agnieszki Świątkowskiej, z pewnym i fantazyjnie grajacym continuo Aleksandrem Mockiem …
Nie dam rady wymienić wszystkich tych, którym winien jestem wdzięczność. Podziękować chciałbym jednak wszystkim współpracującym przy tej realizacji. To był znakomity zespół!



http://krakow.pl/aktualnosci/227121,33,komunikat,opera_rara_z_elegancja_szyta_na_miare_francuska.html

czwartek, 20 czerwca 2013

Chwalą mnie

Jak każdy próżny nieco muzyk lubię kiedy mnie chwalą. Tym bardziej, że już Francois Couperin pisał, że "akompaniatora" (czytaj : realizatora partii basso continuo) zazwyczaj się nie zauważa. Choć jest on często podporą całej kompozycji.
Na pewno jest tak w wypadku wielogodzinnej opery Haendla; kiedy nie ma np. dwóch klawesynistów i jeden wykonawca musi "trzymać" recytatywy, a do tego wspomaga puls orkiestry w ariach. Konieczność koncentracji przez długi czas. Potem często ogromne zmęczenie.
Rzadko kto jednak określi taką rolę jako "partię solową" (no, bo partia solowa to nie jest, ale trudne i odpowiedzialne zadanie na pewno). I odpowiedzialność sapera (często mówię to moim studentom) - można skutecznie wywrócić bieg wydarzeń i wybić solistów z tonacji. Chwila nieuwagi i dekoncentracji ... i już ...

Tym bardziej miło, że zauważono : orkiestra, precyzyjnie prowadzona przez Adamusa, ze świetnym Markiem Toporowskim za klawesynem !

Więcej na :
http://cjg.gazeta.pl/CJG_Krakow/1,104361,14105965,Opera_Rara__Wielobarwna_Rodelinda.html