Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A Capella Leopolis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A Capella Leopolis. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. 10.09.2022. A Capella Leopolis w Kielcach

 

zdj. Paweł Januchta

Na to spotkanie cieszyłem się już od dawna. Sytuacja taka, że z przyjaciółmi z zespołu A Capella Leopolis już dawno nie miałem wspólnego koncertu. A przecież znamy się i współpracujemy od wielu lat...

Jestem ogromnie wzruszony, że mogli oczarować kielecką publiczność pięknem śpiewu: a capella i con Capella (Cracoviensis). Razem wykonaliśmy unikalny, jak sądzę, projekt: świetną rekonstrukcję muzyki unickiej początku XVII wieku łączącej piękno doświadczeń Wschodu i Zachodu dokonaną przez nieżyjącego już Romana Stelmaszczuka . 

Wielkie brawa dla moich kolegów z Capelli (Zofia Wojniakiewicz, Beata Nawrocka - skrzypce, Grzegorz Piętowski - altówka, Mateusz Kowalski, Adela Czaplewska - gamby), z którymi szybko zmontowaliśmy partie instrumentalne Litanii Szewerowskiego i anonimowej "służby Bożej" (Mszy) i zagraliśmy dwie piękne canzony Giovanniego Picchiego. 

Choć unia brzeska (1596), której ubocznym skutkiem było pojawienie się muzyki unickiej, jest bardzo kontrowersyjnym momentem w historii, to dla nas jest to wspaniały pretekst do spotkania się na gruncie muzycznym i poczucia jak wiele nas łączy. Tęsknię już do następnej okazji współpracy i bardzo żałuję, że nie mogłem być na koncercie a capella "A Capella..." w cudownym, małym, średniowiecznym kościółku w Szydłowie 9 września...

 "

piątek, 15 maja 2015

A capella Leopolis w Warszawie. Kościół Ewangelicko-reformowany 14 maja 2015

Niezwykłe dla mnie przeżycie. Często razem występowaliśmy, ale prawie zawsze na Ukrainie. Znajome, przyjazne twarze... głosy, które znam i które z przyjemnością wychwytuję w skomplikowanej tkance polifonii. Dziwnie, ale i pięknie być tym razem tylko słuchaczem radującym się pięknem, którym obdarowują mnie moi ukraińscy przyjaciele.
Piękny koncert. Zaczęło się od polifonii polskiego renesansu. Nigdy nie podejrzewałbym - ja, zajmujący się taką muzyką na codzień - że do tych ściśle skonstruowanych utworów da się włożyć tyle barw. Czy jest jakiś polski chór tak śpiewający tę muzykę ? Nie sądzę ... Cudowne piana, zaczynane przez wszystkich razem, jakby z niczego. A potem narastające do cudownego, brzmiącego fortissimo.
Spokój, panowanie nad dźwiękiem. Śpiew płynący gdzieś z głębi duszy. 
Jeszcze raz potwierdzę moją teorię - zatraciliśmy naszą wschodnią część kultury. Nie zaśpiewamy dobrze muzyki polskiego renesansu i baroku jeśli tej cząstki naszej wrażliwości nie przywrócimy. Ta muzyka musi brzmieć właśnie tak!
Potem rzadko wykonywane w Polsce partesne koncerty wokalne - muzyka na rozdrożu Wschodu i Zachodu. Wenecka, wileńska i kijowska zarazem. A może trochę krakowska i warszawska? Łyk włoszczyzny, którą kompozytorzy muzyki Wschodu przyswoili sobie dzięki polskiemu pośrednictwu.
A potem klasyka - Berezowski i Wedel - ponownie przykład mistrzowskiego wprzegnięcia zachodnich technik w służbie wschodniej naturalnej ekspresji.
Na zakończenie niesłychanie przejmujące utwory Dmytra Kotka.

Piękny program. Jakże oni spiewają! Piano brzmiące niczym delikatny miód, forte - złociste, pewne niczym głos trąbek.
Ja się rozpłakałem. Publiczność oszalała z zachwytu.