środa, 3 czerwca 2026

Yelyzaveta Tsapok. Dyplom

 


    Są takie koncerty, których się nie zapomina. I nie musi to być koncert w renomowanej instytucji czy koncert artysty, który jest powszechnie znany. To może być studencki dyplom.

    Wczoraj (we wtorek 2 czerwca) miałem przyjemność akompaniować dwa barokowe utwory na dyplomie Yelyzavety Tsapok. Potem zsunąłem się na widownię i chłonąłem to, czym wykonawczyni zaczarowała publiczność. Liza genialnie interpretuje muzykę późnego bel canto i ekspresjonizmu. Utwory Verdiego, Straussa, Orffa, Pucciniego oraz piękny romans ukraiński Hryhorija Alczewskiego były cudownym ukoronowaniem wieczoru. To śpiewaczka, którą chciałoby się słuchać wciąż i wciąż, głos potężny i subtelny zarazem, który wciąga niczym syreni śpiew i nie pozwala nawet na chwilę skierować uwagi w inną stronę. Dla mnie - klawiszowca - równie zjawiskowy był "akompaniament", a raczej kolorystyczna i emocjonalna podbudowa wykonywanych dzieł płynąca spod palców Marty Mołodyńskiej-Wheeler. 

    Wielkie gratulacje dla prof. Katarzyny Oleś-Blachy, a Lizie (zwanej czasem Elą :-) ) życzę wielu dalszych sukcesów w Polsce i szeroko dalej. Wielu takich wieczorów, które poruszają serce i duszę. 

Muzyka kameralna Brahmsa w Fortepianarium

 


    Kolejny niezapomniane popołudnie w Fortepianarium. Ponownie gościliśmy duet fortepianowy Katarzyny i Kamila Dąbków (Pianophonic) rozszerzony o klarnecistkę Katarzynę Antosz i altowiolistkę Dorotę Malmor. W programie dwie pochodzące z późnego okresu twórczości sonaty Brahmsa op. 120 przeznaczone na klarnet lub altówkę i fortepian. Jedna z sonat wykonana została w wersji klarnetowej, druga altówkowej. Ciekawe porównanie. Na koniec zaś specjalnie opracowana przez Kamila Dąbka transkrypcja Uwertury tragicznej op. 81 umożliwiająca wystąpienie wszystkim muzykom razem. Jak się okazało, świetny pomysł i bardzo trafny skład pozwalający cieszyć się bogatym, iście orkiestrowym brzmieniem kreowanym przez czwórkę tylko muzyków, a jednocześnie poprzez fakt, że rolę instrumentów melodycznych spełniały te altowo-tenorowe doskonale uwypuklający ciepło brzmienia i głębię wyrazu muzyki Brahmsa. 

    Nie chcę porównywać wykonawców wieczoru między sobą. Wszyscy pokazali się znakomicie. Ale pozwolę  sobie na małe subiektywne spostrzeżenie, wyróżnienie ... Niezwykle ujęło mnie piękno dźwięku Doroty Malmor. Coś, co określiłbym jako umiejętność długiego i subtelnego prowadzenia frazy smyczkiem. Chyba coś, co doskonale udało się Jej przejąć od Elżbiety Mrożek-Loski, którą często słyszałem na koncertach ....

    Słuchając koncertu oczywiście w pierwszym rzędzie starałem się śledzić fantazyjne meandrowanie brahmsowskich fraz. To chyba najbardziej doskonały przykład muzyki absolutnej, poruszającej i porywającej, a jednocześnie takiej, w której prawie niemożliwe jest odnalezienie analogii z obrazami czy słowami (a przyzwyczajony do takiego słuchania np. Bacha szukałem mocno ...)

    Jednoczesnie muszę przyznać się, że z podziwem obserwuję dokonania młodych muzyków, którzy z wielkim znawstwem i odwagą proponują ambitne, unikalne, przemyślane programy. Zdaję sobie sprawę, że mają oni w ręku znacznie więcej narzędzi niż moja generacja. Więcej wiedzy i umiejętności. Mogą też korzystać z tego, co wypracowaliśmy (np. z takiego Fortepianarium i znajdujących się tam instrumentów). A jednocześnie muzyczny rynek jest chyba coraz mniej gościnny, coraz trudniejszy ... Dlatego z całego serca im życzę, aby mogli ten program prezentować dalej, a wszystkich organizatorów koncertów zachęcam do jego "kupienia". Program i wykonanie są znakomite!  



niedziela, 17 maja 2026

Aleksandra Dąbek gra Chopina

 


Są koncerty, których się nie zapomina. Koncerty, w których nawet profesor Akademii Muzycznej przestaje analizować i po prostu daje się porwać zmieniającym się obrazom, kolorom, emocjom.

Taki właśnie był recital Aleksandry Dąbek w Fortepianarium. Chwila zachwycająca i niepowtarzalna, ale szalenie trudna do opisania. Chwila, która zawsze trwa zbyt krótko. Szkoda, że w ramach bisu nie powtarza się całego koncertu ...

Artystka zaproponowała program złożony z wielkich dzieł: dwóch ballad: I g-moll op. 23 i IV f-moll op. 52 oraz wspaniale, z wielkim rozmachem wykonanej Sonaty b-moll op. 35. Nasz cudowny Pleyel odwdzięczył się pianistce gamą cudownych barw. Cudowną kantylenę w Marszu żałobnym wykonaną tak pięknym dźwiękiem, że trudno uwierzyć, że jego źródłem jest zbudowane przez człowieka muzyczne narzędzie, trudno będzie zapomnieć. Wspaniały początek Ballady f-moll rodzącej się jakby z niczego to również ważna chwila w bibliotece moich muzycznych wspomnień.  Znakomite forte, znakomite piano, świetne wyczucie czasu, przestrzeni i pełne zrozumienie specyfiki instrumentu. Wielki, niezapomniany recital. 



poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Adam Kamieniecki, Julia Laskowska i wiosenne tchnienia w Fortepianarium.

 

Kolejne piękne popołudnie w Fortepianarium. Adam Kamieniecki i Julia Laskowska przedstawili fascynującą podróż po wiosennym krajobrazie malowanym przez wielkich, niemieckich romantyków: Schuberta, Mendelssohna i Brahmsa uzupełnionym dwiema martwymi naturami (solową muzyką fortepianową) Schuberta i Brahmsa. Dawno nie byłem na tak przekonywującym, tak rasowym recitalu pieśniarskim. Adam Kamieniecki jest fantastycznym „pieśniarzem”, a jego kreacje fascynują skalą emocji, barw, wrażliwością na opowiadany tekst. Ogromnym zaskoczeniem było wykonanie Lerchengesang Brahmsa w rejestrze sopranowym. Julia Laskowska to również niezwykła osobowość. Wynika to trochę z moich osobistych doświadczeń: muzyków, którzy są w stanie „akompaniować” w taki sposób cenię najbardziej na świecie. Umiejętność wtopienia się w barwę głosu, podążanie za każdym oddechem solisty bez utraty własnej autonomicznej osobowości uważam za najdoskonalszy przejaw wrażliwości pianistycznej. Taki towarzysz, akompaniator, de facto opowiada własne spojrzenie na wyrażoną w tekście pieśni historię. Jednocześnie zachwyciło mnie to, co klawesyniści określają jako toucher: tak we współgraniu ze śpiewakiem, jak solowych utworach pianistycznych. Julia Laskowska rzeczywiście dotyka klawiatury fortepianu prowadząc palce niby pędzel malarza. Chyba najpiekniej było to słyszalne w Intermezzu utrzymanym w miłosnej (w muzycznym języku Brahmsa) tonacji A-dur. Jeszcze nie słyszałem naszego Bechsteina tak rozaksamitnionego. Trudno to opisać, trzeba usłyszeć ...Zabawa dwoma różnymi romantycznymi fortepianami (perełkowa przejrzystość =Traugott Berndt – zbudowany krótko przed 1850r. i gęsty, miękki, ciepły sos – Bechstein krótko przed 1900. była kolejnym atutem tego koncertu i sztuki wykonawczej Julii Laskowskiej. Czasem, aby usłyszeć takie zjawiska warto przyjść do Fortepianarium: małego miejsca na ziemi, o którym wiedzą i które cenią wtajemniczeni, miejsca kopania śnieżnobiałych perełek w otoczeniu pokopalnianego krajobrazu czerwonych cegłówek i czarnego dymu.

Proszę mi wybaczyć, że jako klawiszowiec piszę więcej o pianistce. To było wspaniałe spotkanie z dwojgiem fantastycznych muzyków, z dwojgiem fascynujących i wzajemnie dopełniających się osobowości. Myślę, że gdybym nie „miał” Fortepianarium byłbym – jako człowiek, muzyk, artysta - uboższy o wiele fascynujących doznań, których nie da się usłyszeć w żadnym innym miejscu …

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Paulina Tkaczyk-Cichoń w Fortepianarium

 


Z Pauliną Tkaczyk spotykaliśmy się już kilkakrotnie przy różnych klawesynowych okazjach, ale tak się jakoś złożyło, że nigdy nie miałem okazji posłuchać Jej grania na żywo. Okazją do tego stał się wczorajszy koncert w Fortepianarium, który niebywale mnie zaskoczył. Znałem co prawda nagranie sonat Christlieba Siegmunda Bindera, które mi się bardzo spodobało, ale prawdziwą klasę muzyk pokazuje na koncercie grając na "zadanych" sobie instrumentach, bez możliwości poprawek, dla realnej, niewyimaginowanej publiczności. Paulina zaproponowała niezwykle interesujący program rzadko wykonywanej, późnej muzyki klawesynowej (tj. muzyki II poł. XVIII i pocz. XIX wieku). Znalazło się tu oczywiście miejsce dla wspomnianych sonat Bindera, ale również wysłuchaliśmy dużo muzyki polskiej: Józefów Kozłowskiego i Elsnera,  Pożegnanie ojczyzny Kacpra Napoleona Wysockiego (a nie Ogińskiego)  oraz efektowne, dające przedsmak balu tańce Kazimierza Nowakiewicza. Część programu Artystka wykonała na fortepianie stołowym (1830/31), część na klawesynie "wirginałowym" (autorska wariacja na temat klawesynów południowoniemieckich autorstwa Michaela Scheera). Na obu instrumentach pokazała coś, co określiłbym jako niezwykle ujmującą lotność dźwięku. Z obu instrumentów, które przecież doskonale znam, wydobyła brzmienia, których nigdy dotychczas nie słyszałem, fantastycznie i porywająco modelując do tego frazy i znakomicie, krucho i smakowicie, kształtując wszelkie ozdobne, wirtuozowskie przebiegi. A jeszcze do tego - dwie "połówki" koncertu uwieńczone zostały wychodzącymi z tradycji własnymi, wirtuozowskimi i efektownymi kompozycjami Wykonawczyni: współczesnym rozwinięciem Pożegnania ojczyzny i bachowskiej Chaconne. A dodajmy, że wspomniane na początku sonaty Bindera - wykonane na żywo - to niezwykle ciekawa i barwna literatura, w której odnajdziemy elementy znane i od Jana Sebastiana, i od Carla Philippa, jak również wiele niespotykanych u innych kompozytorów pomysłów fakturalnych.

Był to recital, który w moim osobistym katalogu wspomnień zajmie miejsce w kategorii  "wielkich recitali klawesynowych". Piękne popołudnie z niezwykle oryginalną Artystką, bardzo ciepło przyjęte przez - mającą przecież wiele okazji do porównywania wykonań na dawnych instrumentach klawiszowych - zabrzańską publiczność.  

poniedziałek, 1 grudnia 2025

Mikołajkowo w Fortepianarium



7 grudnia zapraszamy na nasz kolejny, szczególny koncert! 





 

Kamil Dąbek ogrywa Pleyela

 


Na taką inaugurację zasługiwał Pleyel w Fortepianarium! To nowy mieszkaniec sali przy ul. Hagera; odrestaurowany przez Matthiasa Arensa instrument z 1856 roku. 

Ten koncert odbył się  po dłuższej przerwie wywołanej moją chorobą. Zdałem sobie sprawę jak bardzo brakowało mi zabrzańskich spotkań i jak wielkim przywilejem jest dla mnie możliwość poznawania nowych artystów, obcowania z pięknem, które przywożą ze sobą. Niekomercyjny charakter koncertów sprawia, że produkcje te czasem nie mają pieczęci wielkich agencji, wytwórni płytowych, znanych nazwisk ... Za to artyści, którzy tu występują, wiedzą dlaczego znaleźli się w tym dziwnym, pokopalnianym krajobrazie. Czasem występują tu młodzi muzycy, którzy dopiero za pewien czas staną się (być może) częścią wielkiego muzycznego świata. Usłyszałem tu już tyle pięknych i jedynych w swoim rodzaju koncertów, których nie usłyszałbym nigdzie indziej.

Tak było i tym razem. Kamil Dąbek to pianista charyzmatyczny, o fantastycznej, wciągającej słuchaczy narracji i bardzo bliskiej mojemu sercu umiejętności budowania napięć i kulminacji za pomocą giętkiej i fantazyjnej agogiki. Również, o wielkiej wrażliwości na barwę i umiejętności szybkiego poznania nowego instrumentu i znalezienia z nim wspólnego języka. Zaproponował program "po zbóju": Rondo à la Mazur op. 5 i Fantazję f-moll op. 49 Chopina, Sonatinę Ravela i cały pierwszy rok "Lat pielgrzymstwa" Liszta. Co ciekawe, instrument najwspanialej zaprezentował się w sonatinie Ravela oraz Fantazji Chopina;  wydawało się, że jest to dla tej muzyki medium idealne. Rondo à la Mazur napisane zostało we wczesnym okresie, kiedy Chopin miał do czynienia raczej z instrumentami o lekkiej, wiedeńskiej mechanice. Z kolei, dla muzyki Liszta przydałby się może nieco bardziej "siłowy" fortepian, Prawdziwego pianistę poznaje się jednak po umiejętności dopasowania gry do zalet i możliwości konkretnego instrumentu. I to cechuje sztukę Kamila Dąbka. Wirtuozowskie girlandy chopinowskiego mazura  wykonał z lekkością i nasycił je subtelnymi pleyelowskimi barwami, zaś w Liszcie nie dopuścił do "przesteru" fragmentów stanowiących kulminacje, a z wszystkich momentów ciszy, zasłuchania wyłuskał fascynujące, nieoczekiwane barwy. Trudno wyobrazić sobie bardziej wszechstronne ukazanie instrumentu.

Uwielbiam takie granie, a świetnemu, młodemu pianiście składam tym krótkim tekstem głęboki ukłon!

poniedziałek, 26 maja 2025

Maj w Fortepianarium. Mały remanent. 11.05.2025. Yelizaveta Tsapok.

 Dużo się działo. Aż trzy koncerty w Fortepianarium! I wszystkie trzy znakomite.

Jedną zaległość muszę koniecznie nadrobić. To koncert z początku maja, recital wokalny Yelizavety Tsapok - śpiewaczki studiującej obecnie w Krakowie, ale de facto w pełni ukształtowanej artystki o fascynującej osobowości.

 

Kiedy na początku mojej drogi po raz pierwszy usłyszałem Olgę Pasiecznik, od razu wiedziałem, że to ktoś, o kim będzie głośno. Po prostu są tacy śpiewacy, u których panowanie nad prowadzeniem głosu jest czymś naturalnym, co od razu przykuwa uwagę słuchacza i pozwala na fascynujące modelowanie frazy. 

Yelizaveta ma właśnie to coś. To coś, co sprawia, że nie zastanawiamy się nad elementami techniki wokalnej, a po prostu dajemy się porwać emocjom, jakże silnymi w pieśniach, ariach oratoryjnych czy operowych.  Śpiewa fantastycznie Haendla, Haydna (o, wielki dramatyzm!), Mozarta, Dvoraka, muzykę ukraińską i Bóg wie co jeszcze. W każdym języku (pięknie wykonana pieśń Noskowskiego na bis!) słychać każde słowo, a jednocześnie jest to wielki głos, o pięknym legato i bogatym tembrze.

Program był zróżnicowany i bogaty. Ale przede wszystkim chciałem powiedzieć o Yelisavecie. Będzie jeszcze o niej głośno. Brawo dla niej i dla Jej obecnej mistrzyni - prof. Katarzyny Oleś-Blachy.

Na koncercie zainaugurowaliśmy (wspólnie z Ksenią Więcek, która często pomaga mi w nadto pianistycznych dla mnie akompaniamentach. Tu zrobła to z wielką klasą!) pianino poznańskiej firmy Drygas, dar pani Doroty Kosińskiej dla nas. O instrumencie i interesującej historii fortepianmistrzowskiej rodziny Drygasów więcej na stronie Fortepianarium, tj. tu:

 

Cudowny weekend w Fortepianarium. 25.05.2025. Katarzyna Pokrzywa i aksamitna moc subtelności.

 


W niedzielę w Fortepianarium wystąpiła zaś skrzypaczka Katarzyna Pokrzywa.

Akompaniowanie jej grze było dla mnie fantastycznym przeżyciem. To gra, która nie epatuje ani dźwiękiem na dynamicznych dopalaczach, ani nadmiernie jaskrawą interpretacją; jej muzyka nie krzyczy, jednak subtelny przekaz jest czymś niesłychanie mocnym, a narracja solistki wciąga słuchacza do niezwykle bogatego świata. Cudowna była również umiejętność zbudowania narastającej dramaturgii koncertu.

Mój niecodzienny klawesyn typu południowoniemieckiego – pełen subtelnych, ale niezbyt głośnych, często o lutniowym charakterze, barw – doskonale wpisał się (moim nieskromnym zdaniem) w subtelną interpretację solistki. Rzadko mam taką satysfakcję, że to to solista, bardzo cienką nitką, cały czas inspiruje moją wyobraźnię i pozwala na znajdowanie rozwiązań i środków interpretacyjnych, których z nikim innym nie udałoby się znaleźć!

Program bardzo ciekawie ułożony, oparty na podstawowych w muzyce XVI-XVIII wieku standardach: passacaglii, ciaccony i folii. Rozpoczęliśmy pięknym utworem Johna Ecclesa The Mad Lover, później dwa utwory Niccoli Matteisa – solowy i skrzypcowa wersja Ciaccony. Potem przepiękna melodycznie Ciaccona Heinricha Schmelzera oraz dwie poważne pozycje dojrzałej, barokowej literatury skrzypcowej. Follia Corellego oraz mieszająca tematy passacaglii i ciaccony z bogatym komponentem ekspresyjnej chromatyki podanej w uczonej, kontrapunktycznie formie jedną z Sonate accademiche Veraciniego.

Wśród wielu skrzypków, którym akompaniowałem, Katarzyna Pokrzywa zajmie odtąd jedno z czołowych miejsc … A fantastycznego przeżycia, jakim było granie z nią szybko nie zapomnę. 




 

Cudowny weekend w Fortepianarium. 23 maja 2025. Alejandra Pacheco Costa

 

Alejandra Pacheco Costa została zaproszona przez Uniwersytet Wrocławski. Dzięki staraniom Juliety Gonzales-Springer, opiekującej się gościem, Alejandra Pacheco wystąpiła też z recitalem w Fortepianarium.

Zaproponowała reprezentatywną i fascynującą podróż po muzyce hiszpańskiej I połowy XX wieku; okresu, który chyba był momentem fantastycznego rozkwitu pianistyki i jedynego w swoim rodzaju połączenia elementów par excellence iberyjskich i zdobyczy ówczesnej awangardy muzycznej. To muzyka, którą rzadko usłyszeć można w Polsce.

Usłyszeliśmy na początku Valses poéticos Granadosa z 1899 roku; kompozytora, którego twórczość zamyka iberyjski romantyzm. Podczas naszej rozmowy przed koncertem rozmawialiśmy z solistką o tym, że figuracyjna lekkość tej muzyki wymaga umiejętności grania Scarlattiego. Podczas koncertu w pełni zrozumiałem, co solistka miała na myśli. Tak w utworach Granadosa, jak i dalszych kompozycjach podziwiałem umiejętność Alejandry Pacheco Costy subtelnego i niezwykle wyrafinowanego dotyku klawiatury, umożliwiającego grę lekką, przejrzystą, mieniącą się tak, jak rozpryskiwana przez fontanny woda.

Musica callada Federico Mompou to 4 księgi krótkich utworów fortepianowych eksponujących nieoczekiwaną łagodność dysonansów. W muzyce tej ukryta jest cisza średniowiecznych kościołów. Niektóre fragmenty przywodzą na myśl kompozycje Oliviera Messiaena. Podobno Muzyka milcząca jest wynikiem kryzysu, który kompozytor przeżywał po zakończeniu wojny domowej. To chyba najmniej znany w Polsce kompozytor, a ja chciałbym jeszcze godzinami wsłuchiwać się w tę prostą, poruszającą, medytacyjną muzykę.

Kolejnym utworem była Sonatine pour Yvette Xaviera Montsalvatge, trzyczęściowy efektowny utwór fortepianowy ze znanym tematem pieśni dziecięcej w trzeciej części.

I wreszcie, Fantasia Baetica Manuela de Falli. Utwór z 1919 roku napisany dla Artura Rubinsteina, który kompozycję wykonał po raz pierwszy rok później w Nowym Jorku. Kompozycja, która w fascynujący sposób łączy folklor i awangardę w nowe, spójne stylistycznie zjawisko dźwiękowe.

Otrzymaliśmy jeszcze smakowity, lekki deser (Asturias Granadosa z kastanietami, na których grała Julieta Gonzales, jeszcze jeden utwór Mompou oraz Sevillanę, w której ponownie dołączyła Julieta śpiewając i grając na kastanietach).

Poniżej kilka zdjęć z próby: 











 


poniedziałek, 2 grudnia 2024

Derya i powiew Morza Śródziemnego w Fortepianarium

 


Jedną z wielu zalet Fortepianarium jest to, że możemy gościć świetnych, młodych muzyków, którzy w przyszłości występować będą na większych muzycznych scenach. Myślę, że tak właśnie było wczoraj. Zespół Derya, którego spiritus movens jest grający na fletach prostych Rodrigo Barata, zabrał nas w fascynującą podróż po muzyce basenu Morza Śródziemnego, do Turcji, Francji i Katalonii ukazując nieoczywiste na pierwszy rzut oka i ucha związki między muzyką europejskiego średniowiecza i tureckiego Orientu. Połączenie różnych instrumentów: „pierwotnego” klawesynu (clavisymbalum) (Daria Kubik), wczesnych instrumentów smyczkowych zbudowanych na podstawie polskiej tradycji (Anna Klimczyk), tureckiej lutni oud (Łukasz Błaszkiewicz), świetnie dobarwiającej całość perkusji (Tiago Matos) i wspomnianych już fletów prostych (Rodrigo Barata) umożliwiło ukazanie szerokiego spektrum muzyki monodycznej w bardzo oryginalnych i frapujących interpretacjach.

Życzę muzykom zespołu „Derya” dalszych udanych koncertów i projektów muzycznych! Mam nadzieję, że już wkrótce znów Was (i o Was) usłyszę!

 

Przed koncertem:


I po koncercie :


 




 

 

środa, 24 kwietnia 2024

Victoria Lerche-Kurpas i Natalia Kurcab w Fortepianarium. 21.04.2024


Miło słuchać młodych wykonawców, którzy potrafią zaproponować fascynujący i poruszający program, inteligentną i retoryczną interpretację, a ze stosunkowo małego, klubowego miejsca, jakim jest Fortepianarium, uczynić wielką scenę. To właśnie stało się w ostatnią niedzielę, 21 kwietnia 2024 roku. 

Victorię Lerche-Kurpas znam od dawna. Jako klawesynistkę i śpiewaczkę. W tej pierwszej roli poznałem ją najpierw. To ogromna satysfakcja widzieć, jak rozwija się Jej talent. Interpretacja sławnej kantaty "Ariadna na Naxos" zachwyciła mnie w pełni. Victoria śpiewała, zgodnie z zaleceniami epoki, w sposób dopasowany do kameralnej wielkości sali, bez przesteru, jednocześnie operując głosem w sposób podkreślający dramatyczną wielkość tej sceny i walory wirtuozowskie. Cudowna w jej śpiewie jest naturalna (jak sądzę) retoryczność i gestyka. Równie ciekawa interpretacyjnie było wykonanie pieśni Mozarta i ariett op. 82 Beethovena.

Natalia Kurcab wydobyła z późnego trochę, jak na muzykę klasyków wiedeńskich, fortepianu Traugott Berndt (1845-7) całą pełnię niuansów i subtelności, dotykając instrument czule i miękko. To wielkiej klasy muzyk, tak w aspekcie solowym, jak i kameralnym, znakomicie współpracujący z solist(k)ą, inspirujący partner współtworzenia muzyki, czujnie podkreślający właściwe momenty.

Każda z wykonawczyń pokazała się od najlepszej strony, ale na największą pochwałę zasługuje ich umiejętność partnerstwa kameralnego: znakomite zgranie i wzajemna uważność na siebie. 

Może warto jeszcze dodać, że w wykonanych na zakończenie wariacjach na temat "Ich denke dein" Beethovena Victoria Lerche wystąpiła w podwójnej roli: śpiewaczki i pianistki. 



poniedziałek, 5 lutego 2024

Karolina Augustyn i Olena Pavlova w Fortepianarium (4.02.2024)



 O Karolinie pisałem już przy okazji koncertu z francuską barokową kantatą "Andromeda"  . To młoda śpiewaczka, która chętnie wykonuje muzykę dawną, łącząc wrażliwość, umiejętności wokalne i wiedzę. Znam ją zresztą właśnie z prowadzonych przeze mnie dla śpiewaków w krakowskiej Akademii Muzycznej zajęć "Interpretacji muzyki dawnej"...

Wczoraj pokazała się jednak z zupełnie innej strony; jako wirtuozowska wykonawczyni muzyki w stylu bel canto śpiewając dla zabrzańskiej publiczności utwory Belliniego, Verdiego, Pucciniego, Gounoda, Dvoraka i Korngolda. Karolina doskonale rozumie i oddaje kapryśny: czasem przekorny, czasem dramatyczny charakter wirtuozowskich koloratur, wydobywając z nich ekspresyjny, a nie tylko czysto wirtuozowski, retoryczny walor. Choć tym razem zrezygnowałem z opowiadania o treści poszczególnych oper, tekstach, to Karolina znakomicie złapała kontakt z publicznością.

Zaś Olena Pavlova to "akompaniatorka" marzeń. Celowo to słowo ująłem w cudzysłów, bo tak pełne i artystyczne wykonanie partii fortepianu: pełne barw, znaczenia, a jednocześnie idealnie spójne i współoddychające z solistką, to wyraz najwyższego mistrzostwa muzycznego. Są tacy muzycy, którzy jednym dźwiękiem, jednym akordem potrafią przykuć uwagę i wyobraźnię słuchacza i Olena Pavlova właśnie do tej grupy muzyków należy. A jednocześnie widać, że po prostu niesamowicie lubi grać i przewidywać to, co zrobi kameralny partner, ciesząc się wspólnym muzycznym dialogiem. Jest mi to bardzo bliskie i takich właśnie muzyków uwielbiam. 

Fantastyczny, piękny wieczór. Dziękuję. 

A przy okazji serdecznie zapraszam na wieczór w Akademii Muzycznej w wykonaniu tych artystek poświęcony Ukrainie.

 



 

sobota, 20 stycznia 2024

Wieloklawiszowa przygoda w Capelli ze studentami. Zjednoczone klawiatury.

 


    Dzięki zaproszeniu Capelli Cracoviensis mogłem zrealizować wieloetapowy projekt muzyczny dla moich studentów, z moim udziałem jako współwykonawcy. Nowa siedziba Capelli dzięki połączeniu posiadanych już wcześniej instrumentów i nowym zakupom stała się prawdziwym rajem dla klawiszowców różnej maści i orientacji (nic zdrożnego nie mam tu na myśli!). 

    We wtorek (16.01) z moimi studentkami: Orysią Mashtalir, Ksenią Więcek, Weroniką Hryniewicką i Elą Ziarnik zagraliśmy koncert utworów na 2 klawesyny; a to kolorowa i ciekawa literatura. Był koncert Solera, śliczny kwartet Armanda-Louisa Couperina, transkrypcja uwertury orkiestrowej C-dur Bacha (BWV 1066) i efektowny koncert-pastisz Nathana Mondry'ego. Studentki grały też na pięknym klawesynie włoskim (Giulio Fratini) i kopii Mietke'go (Matthias Kramer) muzykę solową.

    Środowe matinee to występ śpiewaków, którzy przygotowali różnobarwną muzykę od Stachowicza poprzez Haendla, Bacha, Pergolesiego po Mozarta z akompaniamentem (moim) na różnych instrumentach klawiszowych mam nadzieję dobrze oddającym charakter, styl i klimat każdego z utworów. 

W czwartek "duży koncert" z muzykami Capelli. Rozpoczęliśmy koncertem organowym op. 4 nr 1 Haendla z continuo granym na 2 klawesynach przez Weronikę Hryniewicką i Elę Ziarnik, potem kantata "Andromede" przepięknie wykonana przez Karolinę Augustyn, koncert potrójny Telemanna (oryginał na 3 oboje i 3 skrzypiec, moja wersja na 3 klawesyny), sonata wiolonczelowa Piattiego (Monika Hartmann) i koncert a-moll na 2 klawesyny i smyczki (oryg. na 2 flety) Telemanna. Tu pobawiliśmy się stereofonicznymi efektami i przeciwstawieniem grupy solo i ripienistów. 

Jesli uczenie muzyki sprawia satysfakcję, to właśnie dzięki takim przedsięwzięciom ...

Capello, dziękuję. 


9 suit Pietera Bustijna. Piękne nagranie Marii Banaszkiewicz-Bryły.

 


    Tę piękną płytę wydała Akademia Muzyczna w Poznaniu. Fantastyczne, że polscy klawesyniści sięgają po rzadko nagrywaną muzykę uzupełniając w ten sposób światową bazę fonograficzną. I fantastyczne, że robią to w taki sposób.
    9 suit Pietera Bustijna: holenderskiego organisty i carillonisty to bardzo piękny przykład klasycznego stylu francuskiego (choć oznaczenia części są włoskie...). Muzyka prosta fakturalnie, wymagająca kreatywnego podejścia, wrażliwego toucher, wyczucia charakteru, pulsacji i zawartych w tekście subtelności. 
    To wszystko w tym nagraniu jest! A co najważniejsze: jest to jedna z najpiękniej pod względem brzmieniowych nagranych płyt klawesynowych. To oczywiście wypadkowa instrumentu, nastrojenia (Karolina Kapela), reżyserii dźwięku (Michał Bryła, Prelude Classics) i subtelnego dotyku klawesynistki. Oj, warto posłuchać! 


wtorek, 16 stycznia 2024

Czteroklawesynowa przygoda w Białymstoku

Ogromnie wdzięczny jestem Galerii Sleńdzińskich i pani Izabeli Suchockiej oraz Annie i Amadeuszowi Buczyńskim za stworzenie fantastycznej dla mnie możliwości artystycznej i warsztatowej zabawy czterema wysmakowanymi klawesynami. 

13 stycznia 2024 roku w Galerii Sleńdzińskich odbyły się warsztaty "Klawesynowa koalicja 13 stycznia", a 14 stycznia miałem ogromną przyjemność wykonać na czterech instrumentach klawesynowe matinee. 

Te instrumenty to przepiękny Włoch z warsztatu Titusa Crijnena udostępniony przez Rafaela Gabriela Przybyłę. Cudowny, najpiękniejszy chyba w Polsce Francuz (Zuckermann mistrzowsko złożony przez Zygmunta Kaczmarskiego i niedawno odświeżony i przeintonowany przez Weronikę Janyst. Flamand firmy Wittmayer zintonowany piórami ptasimi przez Amadeusza Buczyńskiego. Oraz jedyna chyba w Polsce  kopia angielskiego klawesynu Kirckmanna (Michael Thomas ?) również optasiona przez AB. 

Ogromne gratulacje dla Ani i Amadeusza (przepraszam za poufałość, w tym wypadku chciałbym bardzo podkreślić moją sympatię i szacunek) za ogromny wkład w kształtowanie kultury klawesynowej w Białymstoku. To właśnie dzieki nim to piękne i sympatyczne miasto staje się ważnym punktem na klawesynowej mapie Polski. 

W imieniu klawesynistów, dziękuję! 











niedziela, 31 grudnia 2023

Mały aneks do poprzedniego wpisu

 Postanowiłem jednak sprawdzić czy o temperacji 10 TET jest coś w internecie. Jeden wpis na YouTube, jedno kliknięcie no i proszę :


 

(14) Like spring sea 10平均律での音楽 10 tone Equal Temperament song 10-TET 10EDO - YouTube 

Są tam nawet tabele porównawcze. 

A co się stanie gdy 10TET, albo 10EDO wpiszemy do wyszukiwarki. Kilka zrzutów ekranu:





 

Oczywiście, autor artykułu w "Wyborczej" skwapliwie pomijając informację o tym, że strój jest znany i był już praktycznie stosowany stara się nie pisać expressis verbis, że został on wynaleziony, raczej sugerując to opisem "nowatorskich" badań i tworząc wokół rzeczy ogólnie znanej atmosferę naukowej rewelacji, której jeszcze nie należy zdradzać. 

To skłania mnie do hipotezy, że mistyfikacja (będąca w rzeczywistości promocją artystycznego projektu) nie jest wynikiem li tylko ignorancji. 

PS. W internetach jest ogólnie dużo informacji o różnych strojach równomiernie temperowanych. Poniżej jeszcze jedna mała próbka:

 



piątek, 29 grudnia 2023

Fizyk grawitacyjny i słynny jazzman zbadali muzykę. O pewnym nadużyciu ...

 

Coraz bardziej się przekonuję, że o muzyce można w Polsce napisać wszystko. Miejsce, jakie sztuka muzyczna, wiedza o muzyce zajmują w naszym społeczeństwie jest chyba tak niski, że każda bzdura, kłamstwo czy mistyfikacja mogą ujść bezkarnie.

Kilkakrotnie już ze zdumieniem przecierałem oczy czytając różne rewelacje „Wyborczej” na temat muzyki czy muzycznego szkolnictwa. Tłumaczyłem sobie to tak, że punkt ciężkości działalności „Wyborczej” to jednak walka o demokrację i sprawy zasadnicze dla naszego społeczeństwa. Przed Świętami zmuszony byłem jednak jeszcze mocniej przetrzeć oczy. Zakładam, że nie chodzi tu o spóźniony Prima Aprilis, lecz artykuł na poważnie … Chociaż muszę przyznać, że zdanie:

Szansa na to, że Leszek Możdżer spotka się z prof. Nurowskim i zagra na konferencji, była – jak z grubsza oszacowałem – mniejsza niż 1 do wieku Wszechświata wyrażonego w sekundach.

wskazywałoby na żartobliwy charakter artykułu, zakładający, że inteligentny czytelnik zrozumie, że ma do czynienia z reklamą muzycznego projektu, a nie poważnym opisem.

Oczywiście pomysł przedstawienia na konferencji naukowej koncertu wybitnego muzyka eksperymentującego ze sztucznie wykreowaną muzyczną skalą jest wciąż znakomity i bardzo oryginalny. Sądzę jednak, że wielu czytelników nie wprowadzonych w tematykę skal muzycznych, temperacji, wreszcie możliwości instrumentów klawiszowych (a zakładam, że większość czytelników takiej wiedzy nie ma i mieć nie musi) weźmie wiele stwierdzeń Piotra Cieślińskiego za prawdę. Stąd myślę, że w ramach założonej konwencji przydałby się od czasu do czasu przynajmniej mały smajlik.

Piotr Cieśliński donosi o wynalezieniu w Polsce nowego rodzaju fortepianu; fortepianu „dekafonicznego”. Na prośbę Leszka Możdżera … stworzyliśmy zupełnie nowy FORTEPIAN DEKAFONICZNY. Przeczytałem artykuł i, zaiste, zachodzę w głowę, czy naprawdę przemalowanie dwóch czarnych klawiszy na biało w starym fortepianie z odzysku plus egzotyczne nieco nastrojenie instrumentu (i przeliczenie menzur strun w taki sposób, aby nie spowodowały naruszenia właściwości statycznych instrumentu) można uznać za wynalazek.

Warto przyjrzeć się niektórym stwierdzeniom autora artykułu cytującego, jak rozumiem wypowiedź Leszka Możdżera:

10-stopniowy system jest prostszy, mózg jest mniej zajęty rachowaniem, więc czerpie większą przyjemność z muzyki.

- Dlatego proste melodie oparte na ledwie kilku akordach są na szczycie list przebojów. I z tego samego powodu jazz nigdy się tam nie znajdzie.

Myślę, że to opowiedziany na koncercie przez Możdżera dowcip. Zwróćmy jednak uwagę, że mówimy o zupełnie rożnych rzeczach. Czym innym jest ograniczenie czy nawet pewne prostactwo środków użytych w ramach jakiegoś systemu, czym innym zmiana tego systemu na zupełnie inny.

Możemy wyobrazić sobie bardzo wyrafinowaną muzykę opartą o 5-tonową pentatonikę i prymitywny utwór w 53-tonowej skali temperowanej. A czy coś znajdzie się na szczytach list przebojów to już zupełnie inna sprawa … zakładam, że muzyka w 10-tonowej skali wykorzystowanej przez Możdżera ma na to małe szanse (i nie jest to z mojej strony stwierdzenie pejoratywne w stosunku do jego sztuki!).

Dalej autor podaje, że wg prof. Nurowskiego „skala 10-tonowa ma najmniejszy komat pitagorejski”. Komat pitagorejski polega na tym, że po nastrojeniu 12 kwint czystych akustycznie wyrażonych stosunkiem częstotliwości drgań 3:2 „wylądujemy” nieco wyżej niż po nastrojeniu 7 oktaw (2:1). Istotnie, jak to zaznacza autor, w wypadku chęci ograniczenia ilości dźwięków w oktawie do 12 musimy tę róznicę w jakiś sposób uwzględnić np. pomniejszając wszystkie lub niektóre kwinty. Dziś, najczęściej ów mały muzyczny interwał rozkłada się równomiernie na wspomnianych 12 kwint odpowiednio je pomniejszając. Jest to w każdym razie wartość stała, w często stosowanym w akustyce systemie centów (100 centów oznacza półton, czyli 1/12 oktawy w równomiernym systemie 12-tonowym) wynosi ok. 23.6 centów. Zakładam, że w systemie 10-tonowym konieczna jest podobna „temperacja”. Rozumiem, że po nastrojeniu 10 analogicznych interwałów w skali 10-tonowej, które podobnie jak kwinty w systemie 12-tonowym prawie zamkną się w 7 oktawach, otrzymamy mniejszy niż pitagorejski komat; nie możemy tu jednak mówić o komacie pitagorejskim, który oznacza bardzo konkretne zjawisko w konkretnym systemie.

Fantastyczne, że muzycy i to muzycy tej klasy co Możdżer eksperymentują z alternatywnymi skalami równomiernie temperowanymi. Znakomicie, że w projekcie uczestniczą wybitni naukowcy i budowniczowie instrumentów. Reklamowanie fajnego eksperymentu jako czegoś unikalnego wydaje się jednak poważnym nadużyciem, zważywszy choćby fakt, że konstruowanie różnego rodzaju równomiernych temperacji jest po prostu ważną i wciąż podlegającą badaniom dziedziną akustyki, co autor kompletnie ignoruje. Sporo informacji na ten temat znaleźć można choćby w Wikipedii:

https://en.wikipedia.org/wiki/Equal_temperament

Dobrze, że bardzo szybko usunięto bądź opatrzono prawidłowym podpisem fotografie różnych instrumentów zbudowanych bądź znajdujących się w kolekcji Andrzeja Włodarczyka (i nie mających zupełnie nic wspólnego z „fortepianem dekafonicznym”) przedstawianych jako nowowynaleziony fortepian. Aby nie zarzucono mi gołosłowności wklejam tu zrzuty ekranu jeszcze z przedświątecznej soboty.  Instrumenty na zdjęciach to zbudowana przez Andrzeja Włodarczyka kopia XVIII-wiecznego fortepianu Waltera oraz XIX-wieczny fortepian trójkątny ("spinet piano") z Jego kolekcji (oba instrumenty i inne odrestaurowane warto zresztą naprawdę zobaczyć!):





Powtórzę jednak jeszcze raz. Przedstawianie przemalowania dwóch klawiszy w oktawie i przestrojenia starego instrumentu nie może być przedstawiane jako wynalazek nowego fortepianu. 


 

To jednak chyba zbyt agresywna promocja ciekawego skądinąd muzycznego projektu.






czwartek, 28 grudnia 2023

Dwa Mesjasze

 

Rzadko mam taką okazję, aby trzy razy pod rząd wykonywać haendlowskiego „Mesjasza” w dwóch różnych miejscach: z różnymi dyrygentami, solistami, orkiestrami, chórami ...Bardzo ciekawe dla mnie doświadczenie.




Warszawska Filharmonia zaprosiła do poprowadzenia „Mesjasza” Matthew Hallsa (koncerty 15 i 16 grudnia 2023): świetnego dyrygenta, który obecnie jest szefem filharmonicznej orkiestry w Tampere. Co ciekawe, to również znakomity klawesynista, co sprawia, że muzyk grający continuo czuje się ważny, doceniony, dostaje również wiele bardzo konkretnych uwag (mam na myśli siebie i pięknie grającego na pozytywie mojego przyjaciela, Piotra Wilczyńskiego). Rzadko spotyka się dyrygenta, który tak pięknym i barwnym językiem jest w stanie opowiedzieć muzykom jak sprawić, aby wykonywana muzyka baroku brzmiała równie atrakcyjnie i giętko jak na instrumentach dawnych bez popadania w mentorstwo i narzucania dogmatycznych rozwiązań. Fantastyczna jest również jego sztuka kreacji muzyki na żywo; wydaje się, że szczególnie magicznie jego gest oddziaływał na chór, który osiągnął tu wyżyny ekspresji. Swietnie wypadli również soliści: Julia Sophie Wagner, Helen Charlston, Benjamin Hulett i James Platt. Benjamina Huletta pamiętam z krakowskiego wykonania „Lucio Silva” Mozarta z Capellą Cracoviensis w marcu tego roku; tu śpiewał równie pięknie ….


Alessandro Cadario, soliści, Piotr Piwko (kier. chóru), Mateusz Prendota

 

Oczywiście, byłem ciekaw, jak odbiorę „Mesjasza” krakowskiego. Tu dyrygował Alessandro Cadario – muzyk o zupełnie innym typie osobowości niż Matthew Halls. Muszę powiedzieć, że bardzo ujęła mnie jego umiejętność bardzo obrazowego (na podstawie przykładów „z życia”) opisywania sytuacji odmalowywanych przez Haendla w „Mesjaszu”. Zawsze już chyba będę postrzegał arię „The people who walked in darkness” jako obraz kogoś, kto wraca do domu w środku nocy, obija się o wszystkie meble, aby wreszcie znaleźć włącznik światła … Ten „Mesjasz” był znacznie bardziej teatralny i operowy i, w jakiś sposób, czuć było, że jest prowadzony przez Włocha, który wszystkie włoskie elementy stylu Haendla wychwytuje bezbłędnie. Również tu bardzo pozytywnie odebrałem grę orkiestry, świetne wokalne przygotowanie chóru i … rewelacyjny występ solistów, którzy, o ile mi wiadomo, właśnie na co dzień w chórze śpiewają. Porównywalne z zagranicznym garniturem solistów warszawskich … A byli to: Karolina Pawula-Szponder (ależ kadencje !!!), Yana Hurtova, Bartłomiej Chorąży i Paweł Szarpak. I nie sposób również pominąć pięknej solowej gry koncertmistrza: Pawła Wajraka w arii If God is for us.


Wersja warszawska została mocno skrócona, a wszystkie numery wykonane attacca, co bardzo sprawdziło się jako koncert symfoniczny. W Krakowie wykonana została pełna wersja oratorium.


wtorek, 19 grudnia 2023

IV Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Andreas Böhlen i fletowe improwizacje.


 Andreas Böhlen jest muzykiem, który chętnie włącza improwizację do własnych programów koncertowych, a nawet konstruuje całe  programy, w których improwizacja jest głównym elementem! Przykład takiego koncertu: finałowego koncertu Swiętokrzystkich Dni Muzyki Dawnej (Kielce, 2023) dostępny tu