sobota, 18 września 2021

II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. 18.09.2021. Płacz Ariadny.

     Bardzo wysmakowany wybór XVIII-wiecznej literatury koncertowo-orkiestrowej. Niezwykle udany koncert, który można określić jako crescendo prowadzące do niezwykłego i genialnego utworu Locatellego.

    Wieczór rozpoczął wirtuozowski koncert Jean-Marie Leclaire'a. Aż dziwne, że ta efektowna muzyka,dająca tak wiele możliwości interpretacyjnych jest tak rzadko obecna w programach koncertowych. Oczywiście, trzeba ją zagrać z taką klasą jak Joanna Kreft i towarzyszący jej zespół Arte Dei Suonatori. 

    Następnie od klawesynu do pulpitu dyrygenckiego przeszedł Martin Gester, który zadyrygował moim ulubionym Concerto grosso Haendla: tym w tonacji D-dur op. 6 nr 5 z efektowną uwerturą i pełnymi blasku pozostałymi częściami. Część wolna została wprowadzona pięknym solo lutniowym, które wykonał Yasunori Imamura, którego spotykam w Kielcach po kilkudziesięciu latach od moich studiów w Strasbourgu ... To świetny muzyk, który znakomicie pomógł w zbudowaniu brzmienia continuo i całej orkiestry.

    Po przerwie usłyszeliśmy perfekcyjnie wykonany przez Martę Gawlas Koncert fletowy D-dur Carla Philippe'a Emmanuela Bacha. Z tego wykonania najbardziej pamiętam chyba kadencje, głęboki i ciemny początek drugiej części oraz porywająco wykonaną część trzecią.

    Wreszcie Concerto grosso Locatellego "Płacz Ariadny": utwór przejmujący, w którym dyrygent i orkiestra świetnie wyczuli timing dramatycznych pauz, a Joanna Kreft wykonała przejmująco skrzypcowe soli. 

    Bardzo udany, odświętny barokowy wieczór...


piątek, 17 września 2021

II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Piątek 17.09.2021. Trzy klawesyny, w tym jeden niecodzienny.

 Począwszy od dzisiaj rolę współgospodarza festiwalu przejął zespół Arte Dei Suonatori, który wystąpi w Kielcach trzykrotnie. Nasz pierwszy koncert poświęcony był muzyce kameralno-orkiestrowej uprawianej przez Bacha z synami i przyjaciółmi w Cafe Zimmermann. Koncert rozpoczęła Suita h-moll Bacha błyskotliwie wykonana przez Martę Gawlas i muzyków Arte. Następnie wykonaliśmy dwa koncerty na 3 klawesyny i smyczki: d-moll (autorstwo tego utworu nie jest do końca potwierdzone) i C-dur. Tu pewna niespodzianka. Tu z powodów techniczno-organizacyjnych musieliśmy użyć w roli jednego z klawesynów clavicembalo a martelletti: klawesyn młoteczkowy. Po naszemu: fortepian (oczywiście model XVIII-wieczny!) Bach miał kontakt z fortepianami Silbermanna, nawet pośredniczył w zakupie jednego z takich instrumentów przez hrabiego Branickiego w Białymstoku. Niemniej takie wykonanie niesie za sobą pewne ryzyko. XVIII-wieczny fortepian jest instrumentem cichszym i mniej przenikliwym od klawesynów. Poza tym timing, sposób kształtowania ekspresji jest jednak zupełnie inny i chyba nigdy tak mocniej się o tym nie przekonałem niż teraz próbując się wpasować w estetykę klawesynową (którą przecież raczej znam...), a jednocześnie dodać mocne strony fortepianu. Moi czytelnicy i słuchacze wiedzą doskonale, że filozofia przechodzenia od jednago klawiszowego instrumentu do drugiego jest centralnym elementem mojej sztuki (i pedagogiki). Mimo to, doświadczenie ciekawe, wartościowe, ale i zaskakujące ... 



Również wzruszająca możliwość wspólnego występu z moimi mistrzami: Aline Zylberajch i Martinem Gesterem. Piękne podziękowania również za niezawodne i inspirujace wykonanie partii orkiestrowych. Oraz za opanowanie stroju trzech instrumentów naraz przez Weronikę Janyst! 


                                                                                                zdj. Aline Zylberajch

 

II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Czwartek 16.09.2021. Muzycy kieleccy

 Bardzo ważny dla nas koncert. Ważny, bo pokazujący kreatywność środowiska związanego z Kielcami i jego muzycznymi instyucjami: szkołą i filharmonią. Poza tym możliwość pokazania, że muzyka dawna jest jak najbardziej estradowa (sali koncertowej można kieleckiej szkole muzycznej jedynie mocno zazdrościć; jest fantastyczna!), może być rownież cennym punktem programów wykonywanych na bardziej uniwersalnych niż historyczne współczesnych instrumentach. 

Wielu muzykom nie zdołałem po koncercie pogratulować. Dlatego uzupełniam tę zaległość w niniejszym wpisie i wszystkim wykonawcom serdecznie gratuluję.

Koncert rozpoczął organista Paweł Wróbel, który grając na elektronicznym instrumencie za pomocą  subtelnej registracji i przemyślanej interpretacji przeniósł nas do wnętrza kościelnego. Następnie usłyszeliśmy przejmującą pierwszą arię z kantaty "Ich habe genug" w wykonaniu Mariusza Bednarza (bas), Grzegorza Kustry (obój) i Katarzyny Sroki, która na klawesynie zrealizowała partię smyczków. A potem znów ważny utwór muzyki kameralnej: sonata gambowa g-moll BWV 1029 w altówkowym wykonaniu Macieja Jaronia (ładne, miękkie brzmienie altówki).  Klawesyn brzmi w tej nowoczesnej sali doprawdy świetnie, co mogliśmy usłyszeć w wykonanych przez Katarzynę Srokę dwóch utworach Couperina. Następnie lekka i lekko, fantazyjnie wykonana sonata fletowa Jeana-Christophe'a Naudot. Tu solistą był Jarosław Wanecki, a towarzyszyła ponownie Katarzyna Sroka. Piękna sonata g-moll BWV 1020, o której nie wiemy czy jest dziełem Jana Sebastiana czy Carla Philippa (no, raczej już wiemy, że to CPE) wykonana została błyskotliwie na oboju przez Emilię Ogonowską-Jaroń i Edytę Piwowarczyk świetnie panującą nad artykulacją fortepianu. No i wreszcie fragmenty z orkiestrowej Suity h-moll Jana Sebastiana Bacha subtelnie interpretowane przez Paulinę Kruk, której ponownie pewnie i z ogromnym smakiem towarzyszyła Edyta Piwowarczyk pokazując raz jeszcze jak świetnie da się grać Bacha i muzykę baroku na fortepianie ... 


niedziela, 12 września 2021

II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Zachwycający Vox Clamantis.

 Jan-Eik Tulve i jego zespół Vox Clamantis specjalizują się w chorałowej monodii średniowiecznej i wyrastającej z niej wczesnej polifonii (Guillaume de Machaut - cóż to za muzyka!) oraz minimalistycznej muzyce Arvo Parta. Muzyka z tych trzech źródeł wykonana została dzisiaj w utrzymanym w półmroku wnętrzu kieleckiej katedry. To wydarzenie trudno nawet nazwać koncertem, chyba, że wrócimy do pierwotnego sensu terminu concertare oznaczającego łączenie głosów we wspólnej harmonii. Tak właśnie muszą brzmieć głosy muzykujących wspólnie aniołów... Vox Clamantis osiąga niebywałą zupełnie spójność brzmienia, a choć wykonywany przez nich śpiew wypływa naturalnie z głębi serca to przecież precyzja i wirtuozeria intonacji świadczy o ogromnej pracy nad techniką i wysokim profesjonalizmie. Wydarzenie odebrałem bardziej jako skupioną modlitwę i wspólną medytację, było w tym śpiewie mnóstwo pokory, ciszy, zamyślenia, zupełny brak chęci przypopodobania się komukolwiek. Tak śpiewają i muzykują jedynie prawdziwi mistrzowie. Piękny wieczór, ważny moment w moim życiu, którego łatwo nie zapomnę... 

sobota, 11 września 2021

II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Dzień drugi. Aline i Piotr.

 Dzisiejszy dzień rozpoczął się występem Hartig Ensemble i młodych talentów muzyki dawnej w Busku. Na tym wydarzeniu z przyczyn organizacyjnych (kurs dla słuchaczy studium organistowskiego) nie mogłem być.

Wieczorny koncert był dla mnie bardzo wzruszający. Był to bowiem koncert ważnych dla mnie muzyków:  mojej klawesynowej mistrzyni - Aline Zylberajch i mojego ulubionego kontratenora, z którym łączą mnie dziesiątki wykonanych wspólnie koncertów: Piotra Olecha. 


                                                                                                                zdj. Paweł Januchta

Koncert był zachwycający. Na początku artyści wykonali airs de cour Michela Lamberta przeplatane muzyką klawesynową Jeana-Henri d'Angleberta. Koncepcja Aline zakładająca ukazanie tego, jak bardzo ornamentyka klawesynowa wypływa z ducha wokalnego potwierdziłą się tu w całej pełni. Cudowne prowadzenie głosu Piotra płynnie przechodziło w arabeski partii klawesynu, które w tym kontekście urzekały miodową słodyczą i miękkością. Był to jeden z tych koncertów, na których mój własny klawesyn pod palcami innego artysty zadziwił mnie i zaczarował pięknem brzmienia.

Następnie Aline wykonała sześć klawesynowych miniatur Francois Couperina, potem zaś artyści wykonali z ogromną werwą włoską kantatę Michela Pignoleta de Monteclaira Il dispetto d'amore zakończoną bardzo nietypowo dowcipnym recytatywem mówiącym o tym, że wszystkie owe nieszczęścia miłosne opisał Pasterz ku przestrodze innych kochanków.  

Kolejnym punktem programu była wydana w Londynie w tłumaczeniu angielskim ballada Schillera z muzyką Zumsteega Rycerz Toggenburg opisująca losy wojownika, który wróciwszy do ojczyzny dowiaduje się, że jego ukochana zamknęła się w klasztorze. Siada naprzeciwko jej okna oczekując na moment kiedy ta się tam pojawi. I nawet po śmierci wciąż jeszcze wpatruje się w jej okno. 

A potem cztery fantastyczne angielskie canzonetty Haydna, z których najbardziej przejmująca i niesamowita muzycznie była Pieśń Ducha błąkającego się swobodnie po świecie i czekającego na to, aż jego druga połowa dołączy do niego. Piotr Olech udowodnił tu, że fantastycznie czuje się w późniejszym; klasycystyczno-romantycznym repertuarze. To wszystko przeplecione cudownym fortepianowym Larghettem, w którym Aline ponownie odkryła nam jak cudowny świat barw można wyczarować wrażliwym dotykiem...

To wszystko w cudownym wnętrzu seminaryjnego kościoła św. Trójcy, miejscu o niepowtarzalnej, uszlachetniającej każdy dźwięk akustyce. 


piątek, 10 września 2021

Mid Europe Early Music Festival. II Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej im. Wincentego z Kielc ...

 ...rozpoczęte !



Dziś dla kieleckiej publiczności wystąpił praski zespół operowo-teatralny Hartig Ensemble wykonując w pierwszej części arcydzieło Claudia Monteverdiego Ballo delle ingrate.  Ten utrzymany w genere rappresentativo utwór to w stosunku do Orfeusza i Koronacji Poppei miniatura; zawierająca jednak ogromną ilość pomysłów, które odnajdziemy w większych dziełach genialnego kompozytora. Większość część stanowią tu ekspresyjne recytatywy; W wypadku continuo ograniczonego do samego klawesynu prawdziwe wyzwanie dla klawesynisty, który musi współmalować wszystkie stany emocjonalne ... Partię klawesynu wykonała Edita Keglerova, która wskoczyła za chorego Tamasa Halę.



                                                                                                 zdj. Martin Gester

W drugiej części zobaczyliśmy i usłyszeliśmy program Nieśmiertelny Arlekin wykorzystujący w dużym stopniu francuskie tańce barokowe: kolorowy i zabawny. 

Przed nami dalsze koncerty, kursy mistrzowskie, koncerty uczestników. Postaram się - mimo zmęczenia wynikającego z obsługi różnorakich potrzeb festiwalowych: strojenia instrumentów, prowadzenia koncertów itd. postaram się o tych wydarzeniach na blogu - jak zwykle subiektywnie - napisać. Mam nadzieję, że niestrudzonej siostrze Hannie Szmigielskiej i jej kantorom ze Schola Cantorum Kielcensis uda się dzieło zbudowania znaczącego festiwalu muzyki dawnej w samym sercu Polski! 







wtorek, 6 lipca 2021

Piotr Olech śpiewa "Piękną młynarkę"

 


Uwielbiam wspólne przedsięwzięcia z Piotrem Olechem. A muzykujemy razem prawie od początków mojej kariery. Ten początek wart jest zresztą przypomnienia. Okazało się, że skromny i sympatyczny chórzysta jest w stanie z dnia na dzień zastąpić niedysponowanego renomowanego solistę w „Odzie na dzień urodzin królowej Anny” Haendla. Zastąpić w sposób, który wywołał podziw kolegów-muzyków biorących udział w tym koncercie i który sprawił, że od tego czasu bardzo rzadko już szukałem innych kontratenorów.

To było kilkadziesiąt już lat temu. Tym bardziej ucieszyłem się kiedy dogadaliśmy się co do „Pięknej młynarki” Schuberta. Bo to również dzieło, które towarzyszy mi od samych początków i to nawet wcześniejszych niż znajomość z Piotrem.




Często pada to pytanie jakie dzieło artystyczne byłyby nieodzowne na bezludnej wyspie. Wspaniała opowieść Wilhelma Müllera na zawsze zjednoczona z szemrzącym strumieniem poruszającym młyńskie kamienie wciąż obecnym w mieniących się tysiącem subtelnych odcieni akompaniamentach Schuberta jest dla mnie bez wątpienia takim właśnie dziełem. Tak szczere i prawdziwe przeżycie niespełnionej miłości wynikało istotnie z osobistych przeżyć poety nieszczęśliwie zakochanego w poetce Luise Hensel (szwagierce Fanny Hensel, siostry Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego). Tyle, że miłość poety do poetki przedstawił jako miłość czeladnika młynarskiego do pięknej młynarki umieszczając historię na tle iście romantycznego, malarskiego pejzażu z młynem, strumieniem. I jakże współczesny, „ekologiczny” motyw: konkurentem młynarczyka staje się myśliwy wprowadzający do sielskiego krajobrazu gwałtowność i śmierć. Niestety, młynarce podoba się właśnie polowanie…

Zastanawiałem się, jak odbiorę wersję kontratenorową śpiewaną wyżej, choć w niższej tonacji. Piotr śpiewa pięknie, perfekcyjnie, klasycznie, rasowo, z właściwym sobie dobrym smakiem i pokorą wobec tekstu i muzyki. Zmiana rodzaju głosu ma chyba większe konsekwencje dla pianisty. Schubertowski akompaniament pisany jest nisko i eksploruje najniższe dźwięki dostępne w fortepianach do 40-tych lat XIX wieku! Zatem trzeba trochę pokombinować; czasem grać coś opuścić, przenieść, czasem zagrać właśnie wyżej.

Sukces lubelskiego wykonania był również dziełem Edmunda Kuryluka, który ekspresyjnie interpretował tłumaczenia tekstów znakomicie wprowadzając publiczność w klimat cyklu. 

Mam nadzieję, że ten mój pierwszy raz z dziełem, które jest moją młodzieńczą miłością, będzie miał swoją kontynuację i jeszcze wiele razy uda nam się wspólnie przedstawić „Młynarkę”.