piątek, 25 września 2020

Antysemityzm pod płaszczykiem promowania historii

 


Jawor, woj. dolnośląskie. Wystawa historyczna w Parku Pokoju. "Żydowski zbrodniarz" ... brak słów ...to już nie udawany, a najczystszy antysemityzm. Zastanawiam się czemu miało służyć to powieszenie Berii głową w dół. Bo to przecież kibolska chyba symbolika? 



sobota, 19 września 2020

SIGISMUNDUS LAUXMIN First International Harpsichord Contest, Vilnius

 


 Online’owe uprawianie muzyki wdziera się do naszego świata wszelkimi drogami. Pierwszy konkurs klawesynowy „Sigismundus Lauxmin” w Wilnie również musiał odbyć się w taki właśnie sposób, a ja miałem przyjemność być jednym z jurorów (obok Aliny Rotaru – przewodniczącej i spiritus movens całego przedsięwzięcia, Balysa Vaitkusa, Marisa Kupcsa. Imbi Tarum i Marcina Szelesta).

Było to doświadczenie ciekawe i dobre. W dużym stopniu dzięki perfekcyjnej organizacji, bardzo dobrej jakości strumieniowania (i to pomimo nie zawsze dobrej jakości nadesłanych materiałów). Przyjemnie słuchać sobie konkursu we własnej pracowni mając dostęp do biblioteki nut, w ciszy i spokoju. Ponieważ regulamin wymagał widoczności rąk i twarzy, znacznie lepiej niż w wypadku tradycyjnego konkursu można było ocenić technikę wykonawczą, mieć wgląd w palcowanie i sposób traktowania klawiatury. Bardzo trudna – dla mnie – okazała się ocena drugiego etapu, ale tylko po części ma to związek z kwestiami technicznymi. Program był tu zupełnie swobodny. Uczestnicy zaprezentowali utwory o różnym stopniu trudności, nagrane na różnej klasy instrumentach, o różnej jakości technicznej. Były np. bardzo przekonywujące wykonania bardzo prostego materiału nagrane fatalnie, były też wykonania trudniejszych utworów, dobrze i źle zrobione filmy, dźwięk dobrej i fatalnej jakości, akustyka "sucha" i "skrajnie mokra"!

Bardzo trudno tu zważyć wszystkie wymienione elementy. Nie jest to krytyka w stronę organizatorów, trudno mi też mówić za innych, ale dla mnie osobiście ten etap i niemożność znalezienia wspólnej platformy oceny dla różnych propozycji okazała się sporym wyzwaniem. Osobiście byłem nieco rozczarowany faktem, że uczestnicy (w większości) nie wykorzystali możliwości ukształtowania swobodnego programu dla znalezienia ciekawych, mniej znanych utworów bądź zaprezentowania interpretacji rzeczywiście osobistych i niepowtarzalnych. A o to chyba chodziło… Może jednak przesadzam, kto wie? Fantastyczna za to okazała się koncepcja skłonienia uczestników do grania repertuaru XVII-wiecznego, często trudniejszego interpretacyjnie i wymagającego dobrego wglądu w zasady dawnej artykulacji oraz, last but not least, umiejętności zdobienia. 

W każdym razie doświadczenie oceniam bardzo pozytywnie, chętnie je powtórzę, choć nie chciałbym aby tego typu konkursy online stały się normą. Trochę smutno, że coraz bardziej tracimy walor spotkania (jestem pewny, że trochę to wróci, ale pewnie już nie do końca…) Gratuluję serdecznie laureatom (to Chloé de Guillebon, Weronika Jasnyst i Pieter-Jan Verhoyen), pozostałym uczestnikom i jeszcze raz organizatorom, którzy fantastycznie unieśli ciężar organizacji pierwszego chyba internetowego konkursu klawesynowego.

Interesting experience, this competition. Quite nice to enjoy the calm of my own studio listening to different performances and, above all!, being able to see the hands of the performers. Wonderful organisation, the quality of the streaming was very good even if the videos sent by participants were not always perfect. Very good job for promoting the music of the 17th century, often neglected by harpsichord players. And quite a difficult task to judge the performances in the second round where the programe was left to the discretion of each performer so the span between „difficult” and „easy” programmes resulted to be quite important. As well as the quality of instruments and recording itself. So every one of us in the jury (I hope my colleagues – Alina Rotaru, Balys Vaitkus, Maris Kupcs, Imbi Tarum, Marcin Szelest would agree with me in this point) had to face the problem of choosing which aspect was the most important.

Congratulations to the winners (Chloé de Guillebon, Weronika Jasnyst i Pieter-Jan Verhoyen), all the participants and, once again, the video team and organisers of this unique event. Ready to do it again, although I would prefer to be in Vilnius and meet everybody there!


niedziela, 6 września 2020

Aline Zylberajch i Martin Gester w Kielcach


 W Kielcach odbywają się właśnie I Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej im. Wincentego z Kielczy. To fantastyczna inicjatywa możliwa dzięki osobistemu zaangażowaniu i pracy Hanny Szmigielskiej - benedyktynki, organistki, dyrygentki, osoby wyjątkowej, zdolnej do skupienia wokół siebie grupy entuzjastów. 

Niestety nie mogłem być na pierwszym, inauguracyjnym koncercie - spektaklu z udziałem prowadzonej przez nią Schola Cantorum Kielcensis i krakowskiego zespołu Floripari. Wczoraj miał natomiast miejsce mocny akcent festiwalu - występ duetu klawesynowego Aline Zylberajch i Martina Gestera. To moi dawni nauczyciele, wiem jak grają. Muszę jednak powiedzieć, że to co usłyszałem wczoraj - interpretacje pełne werwy i ognia - po prostu mnie (i zgromadzoną publiczność) zachwyciło. Grali perfekcyjnie, a jednocześnie świeżo i młodzieńczo. Artyści wykonali utwory nie napisane oryginalnie na klawesyny. Jeszcze raz okazało się, że połączenie dwóch klawesynów to fantastyczna kombinacja zapewniająca możliwość wykonania ogromnej ilości barokowego repertuaru i osiągnięcie iście orkiestrowego brzmienia przez dwóch zaledwie wykonawców. Zróżnicowany repertuar - od Couperina poprzez Telemanna, Vivaldiego, Rameau, Bacha aż po Fandango Boccheriniego, które zupełne logicznie doprowadziło do bisu - tanga Piazzoli, które znakomicie wpisało się w tę "linię rozwojową".

Dwa bardzo różne instrumenty" "gadający" Flamand i "miękki" Francuz doskonale uzupełniły się brzmieniowo, a sala Pałacu Arcybiskupiego okazała się wymarzonym akustycznie wnętrzem wzmacniającym dźwięk i uwypuklającym w pełni subtelności klawesynowej artykulacji.

Wielki koncert; prawdziwa radość móc w nim uczestniczyć!



wtorek, 16 czerwca 2020

Ożywiony klawikord

Ten klawikord zbudowaliśmy wspólnie z Irminą pod kierunkiem Johanna-Gottfrieda Schmidta na kursie w Monachium. On również dostarczył części do budowy (można to określić jako składanie kitu, choć wiele operacji np. wycinanie klawiszy robiliśmy od podstaw). Było to dla nas świetne doświadczenie i wspaniały pracowity odpoczynek!
Powstał instrument w pełni grający; jednak nie w pełni zadowalający brzmieniowo. Istotna dla nas była zabawa, nowe doświadczenie, nie zaś efekt za wszelką cenę. Jednak ...
przed kilkoma dniami instrument został przepracowany i dopracowany przez znakomitych polskich budowniczych instrumentów (w tym dwóch już klawikordów): Marka Kudriashova przy współpracy Krzysztofa Strzeleckiego. Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Postaram się w ciągu kilku dni uzupełnić ten wpis o nagranie, na razie parę zdjęć :





To ostatnie zdjęcie przedstawia zaczepy strun. Co ciekawe, rejestr basowy wyposażony został w owijane struny 8' i rozjaśniające brzmienie struny 4'.

Z pracowni Marka Kudriashova i Krzysztofa Strzeleckiego wyszły dwa piękne klawikordy. Duża 5-oktawowa kopia Silbermanna (ten instrument widziałem tylko w bardzo niekorzystnych warunkach warszawskiego Targowiska instrumentów) i cudowna, subtelna kopia malutkiego, ale niezwykle wszechstronnego, podróżnego instrumentu Steina. Skala 4 i pół oktawy C-f3 z jednej strony pozwala zaoszczędzić na wymiarach instrumentu, z drugiej zawiera bardzo mocno eksploatowany przez kompozytorów klasycyzmu wysoki rejestr dyszkantowy. Instrument cudownie reaguje, wspaniale żyje pod palcami i sprawia, że od razu można się w nim zakochać! To tylko jedna ósemeczka, ale jakże piękna...
Spontanicznie pstryknąłem parę zdjęć. Wiem, nie są to genialne ujęcia. Ale myślę, że doskonale ukazują piękno tego instrumentu:







A więcej informacji o działalności Marka Kudriashova i Krzysztofa Strzeleckiego, o innych ciekawych instrumentach przez nich budowanych znaleźć można tu:
https://www.facebook.com/RareMusicalInstruments/?hc_location=ufi

niedziela, 14 czerwca 2020

Cudowny Rädecker

Fortepian stołowy Johanna Dietricha Rädeckera to instrument, który rozpoczął moją przygodę z kolekcjonowaniem fortepianów (zbieractwo innych instrumentów zaczęło się chwilę wcześniej...).


Instrument można dość precyzyjnie datować. W 1831 lub 1832 roku firma po fuzji używała już nazwy Rädecker - Lunau budując nadal podobne instrumenty. Zatem fortepian powstał krótko przed połączeniem. Świadczy o tym tabliczka:


Oprócz "zabrzańskiego" znane są jeszcze trzy egzemplarze.
Bogaty materiał czytelnik znajdzie na stronie Ibo Ortgiesa:
Dokonana w 2011 roku przez Matthiasa Arensa rekonstrukcja przywróciła instrumentowi świetność.
Przez kilka lat fortepian Rädeckera był głównym koncertowym medium zabrzańskiego Fortepianarium. Zdetronizował go (pod względem częstosci wykorzystania i pewnej uniwersalności) duży fortepian firmy Traugott Berndt.  
Fortepiany stołowe z broadwoodowską mechaniką to instrumenty ciepłe i intymne. Trudno na nich wykonywać wirtuozowską literaturę wczesnoromantyczną. Za to cudownie brzmią na nim sonatiny Friedricha Kuhlaua; jakby były nań napisane. Ostatnio nagrałem jedną z nich, stąd pomysł podzielenia sie z czytelnikami kilkoma refleksjami. To muzyka, która rzadko jest wykonywana na koncertach, bo jest rozmiarowo zbyt mała dla potrzeb wielkich recitali pianistycznych. A przecież są to muzyczne arcydzieła. Na fortepianie stołowym to już jednak prawdziwe uniwersum brzmieniowe:

A w uzupełnieniu jeszcze kilka zdjęć tego urokliwego instrumentu:













piątek, 15 maja 2020

Ukazała się! Orgellandschaft Niederlausitz, Vol. 15


Ukazała się! Płyta nagrana przez nas w 2014 roku, pojawia się na rynku teraz. Organy w kościołach wokół jeziora Senftenberger See. Instrumenty bardzo różne, zatem również repertuar zróżnicowany. Od renesansu do współczesności. Ta płyta jest niecodzienna. Różność repertuaru naprowadziła nas na pomysł wprowadzenia specjalnego przewodnika po regionie. Nagrane w najrozmaitszych warunkach akustycznych fletowe improwizacje Ryszarda Borowskiego prowadzą nas ścieżkami wokół jeziora i eksplorują chyba wszelkie emocjonalne, techniczne i dźwiękowe możliwości Jego instrumentu. Na poszczególnych instrumentach nagraliśmy tak utwory organowe, jak i lekko jazzujące kompozycje Ryszarda Borowskiego dla obu wykonawców. 
Ostatni zaś utwór to kołysanka z dzwoneczkami obsługiwanymi przez moją żonę ... 
Powstała barwna mieszanka, ciekawa jednak nie tylko jako dokumentacja organów, ale jako muzyczna podróż i ciekawy (mam nadzieję) dla słuchacza koncert.