Polskie radio zrobiło mi ogromną niespodziankę. Retransmisja koncertu z 24 maja 1998 roku (sic!) pokazuje chyba najlepiej to co - wspólnie z przyjaciółmi: solistami, muzykami z chóru Sine Nomine i orkiestry Concerto Polacco (już wtedy ) zrobiliśmy dla upowszechnienia arcydzieł muzyki oratoryjno-kantatowej w Polsce. Zaraz potem w naszej działalności nastąpiła wspaniała passa cyklu "Arcydzieła muzyki oratoryjno-kantatowej", w którym zebrana wokół mnie grupa muzyków dokonała czegoś wspaniałego; przywróceniu polskiej kulturze muzyce nieobecnej w naszej kulturze części muzycznej literatury (m.in. kantat Bacha...). To piękny w moim życiu i działalności okres. Czas, w którym ponownie odzyskana wolność i demokracja stymulowały chęć przyniesienia naszej publiczności piękna, którego wielu z nas zaznało w trakcie studiów zagranicznych ... bądź pragnęło na miejscu słuchając "doskonałych", "zachodnich" nagrań ...
I choć czasem entuzjazm spontanicznej, artystycznej kreacji przeważał nad perfekcją, do której zdolni bylibyśmy dzisiaj, to trzeba powiedzieć, że był to piękny czas. Muzyka oznaczała dla nas przestrzeń wolności. Jaka szkoda, że to już przeszłość ...
https://www.polskieradio.pl/8/688/Artykul/2509436,Muzyka-dedykowana-angielskim-krolowym
środa, 13 maja 2020
piątek, 24 kwietnia 2020
Nasze koncerty w Fortepianarium...
Koncerty w "Fortepianarium" zmieniają chwilowo formułę ... Specjalnie z myślą o naszych słuchaczach przygotowałem nagranie programu zawierającego dwa cudowne koncerty Stanleya wykonane na cyfrowym "symulatorze" organów barokowych oraz sporo muzyki typu "easy listening" na fisharmonii Mannborg 755 oraz organach elektronicznych Wurlitzer 4037.
Premiera filmu nastąpi w tym momencie, w którym zamierzaliśmy rozpocząć koncert "Muzycznego klubu Fortepianarium" tj. o godz. 17.00 w niedzielę 26 kwietnia. Zapraszam!
The recording of the programme "Organs and Harmoniums" is now ready ... You can watch it on (from) Sunday, 26th April 2020, 5 pm. (usual time of our concert).
Film będzie dostępny przez pewien czas, później obszerne fragmenty zostaną udostępnione w formie osobnych klipów zawierających poszczególne utwory.
Music Lesson with Marek Toporowski
Jak prowadzić lekcje gry na instrumencie w warunkach kwarantanny?
Najpierw próbowałem odsłuchiwać zrealizowane przez moich studentów nagrania opisując dokładnie moje spostrzeżenia. Potem zacząłem - w odpowiedzi na te materiały - nagrywać moje sugestie, a nawet bardziej kompletne wersje moich utworów.
Wydaje się, że wyprodukowane w ten sposób materiały mogą być ciekawe dla szerszej grupy odbiorców. Stąd decyzja, aby niektóre lekcje udostępniać publicznie.
Jak pracować nad partimento, które jest zapisaną w formie basu z ewentualnymi sugestiami dotyczącymi pozostałych głosów kompozycją? Zasadą wszelkiej nauki jest powtarzanie; w wypadku improwizacji - powtarzanie plus ciągłe modyfikowanie i przekształcanie stanu wyjściowego. Można wyjść od poziomu ćwiczenia harmonicznego, dwu-, trzy-, czterogłosowego, a może też angażującego wszystkie palce muffatowskiego "voller Griff". Następnie możemy zacząć podkradać pomysły melodyczne, fakturalne, strukturalne ze znanych nam utworów. W odróżnieniu od prawdziwego życia mała kradzież na początku utworu często otwiera przed nami drzwi autonomicznej w stosunku do punktu wyjścia kreatywności!
W poniższym nagraniu zrezygnowałem z mówionego komentarza wychodząc z założenia, że przykłady są dość czytelne. Niemniej, teraz pozwalam sobie na mały opis i komentarz. Wychodzę od wersji prostej, narzucając sobie jednak już w pierwszym takcie konieczność wykorzystywania chromatyki. Potem staram się nie unikać opóźnień i dysonansów. W drugiej wersji starałem się wzbogacić warstwę melodyczną (tu również miał mnie zmusić do wysiłku użyty przeze mnie już w pierwszym takcie śpiewny motyw), a w trzeciej pójść w stronę swobodnej klawiszowej fantazji eksplorując cały zakres klawiatury. Te trzy wersje wychodzą od koncepcji "adagio". W czwartej postanowiłem pójść inną ścieżką; koncertującego allegro...
To niekończąca się zabawa, do której z całego serca zachęcam!
How can we practise the art of partimento playing? Without any doubt, one of the most desired skill among harpsichord players? In the recorded lesson you see below I'm trying to show you one of the possible paths. My personal way of working on this skill which is repeating, modifying, expanding, increasing...My student Agata sent me two recorded version of her: an Adagio piece and a realization as Allegro movement. This inspired my musical response. My versions 1-3 are an attempt of expanding the idea of an adagio piece. In the first place, I tried to put more suspensions and chromaticisms than she did. Then, looking a little bit at Scarlatti sonatas I made a version with more melodic versality. Finally, I launched myself into the rhytmical freedom trying to convert the piece into a free clavichord phantasy where the whole range of the keyboard is to be explored!
By the way, I find that the use of clavichord makes you really feel the harmonic tension created by the use od suspensions and dissonances ... It's so much more inspiring than practising the partimento on harpsichord!
Eventually, I made a step back and entered a different path of an "Allegro concertato" piece.
I'll be very happy if you find my lesson helpful and that, eventually, you will enjoy more playing the partimento game. A neverending game!
https://youtu.be/AAY4jfWYExY
Najpierw próbowałem odsłuchiwać zrealizowane przez moich studentów nagrania opisując dokładnie moje spostrzeżenia. Potem zacząłem - w odpowiedzi na te materiały - nagrywać moje sugestie, a nawet bardziej kompletne wersje moich utworów.
Wydaje się, że wyprodukowane w ten sposób materiały mogą być ciekawe dla szerszej grupy odbiorców. Stąd decyzja, aby niektóre lekcje udostępniać publicznie.
Jak pracować nad partimento, które jest zapisaną w formie basu z ewentualnymi sugestiami dotyczącymi pozostałych głosów kompozycją? Zasadą wszelkiej nauki jest powtarzanie; w wypadku improwizacji - powtarzanie plus ciągłe modyfikowanie i przekształcanie stanu wyjściowego. Można wyjść od poziomu ćwiczenia harmonicznego, dwu-, trzy-, czterogłosowego, a może też angażującego wszystkie palce muffatowskiego "voller Griff". Następnie możemy zacząć podkradać pomysły melodyczne, fakturalne, strukturalne ze znanych nam utworów. W odróżnieniu od prawdziwego życia mała kradzież na początku utworu często otwiera przed nami drzwi autonomicznej w stosunku do punktu wyjścia kreatywności!
W poniższym nagraniu zrezygnowałem z mówionego komentarza wychodząc z założenia, że przykłady są dość czytelne. Niemniej, teraz pozwalam sobie na mały opis i komentarz. Wychodzę od wersji prostej, narzucając sobie jednak już w pierwszym takcie konieczność wykorzystywania chromatyki. Potem staram się nie unikać opóźnień i dysonansów. W drugiej wersji starałem się wzbogacić warstwę melodyczną (tu również miał mnie zmusić do wysiłku użyty przeze mnie już w pierwszym takcie śpiewny motyw), a w trzeciej pójść w stronę swobodnej klawiszowej fantazji eksplorując cały zakres klawiatury. Te trzy wersje wychodzą od koncepcji "adagio". W czwartej postanowiłem pójść inną ścieżką; koncertującego allegro...
To niekończąca się zabawa, do której z całego serca zachęcam!
How can we practise the art of partimento playing? Without any doubt, one of the most desired skill among harpsichord players? In the recorded lesson you see below I'm trying to show you one of the possible paths. My personal way of working on this skill which is repeating, modifying, expanding, increasing...My student Agata sent me two recorded version of her: an Adagio piece and a realization as Allegro movement. This inspired my musical response. My versions 1-3 are an attempt of expanding the idea of an adagio piece. In the first place, I tried to put more suspensions and chromaticisms than she did. Then, looking a little bit at Scarlatti sonatas I made a version with more melodic versality. Finally, I launched myself into the rhytmical freedom trying to convert the piece into a free clavichord phantasy where the whole range of the keyboard is to be explored!
By the way, I find that the use of clavichord makes you really feel the harmonic tension created by the use od suspensions and dissonances ... It's so much more inspiring than practising the partimento on harpsichord!
Eventually, I made a step back and entered a different path of an "Allegro concertato" piece.
I'll be very happy if you find my lesson helpful and that, eventually, you will enjoy more playing the partimento game. A neverending game!
https://youtu.be/AAY4jfWYExY
piątek, 17 kwietnia 2020
Muzyka klawiszowa Scheidemanna. Nowy projekt. Exploring Scheidemann ...
W tym trudnym dla wszystkich (a szczególnie nie-mogących-koncertować zazwyczaj koncertujących artystów) rozpoczynam nowy projekt domowych rejestracji cudownej muzyki Heinricha Scheidemanna - poety instrumentów klawiszowych z początku XVII wieku. W muzyce tego ucznia Sweelincka krzyżują się wpływy Frescobaldiego i kompozytorów francuskich (szczególnie dobrze widać to w courantach, z których niektóre odwołują się bardziej do Włochów, a niektóre w ewidentny sposób - do francuskich lutnistów), zadziwiająco dużo jest też wpływów angielskich wirginalistów. Cudowna polifonia i smak melodyczny ...
Oto dwa pierwsze filmy:
In those difficult days I'm starting a new project of home recordings devoted to Heinrich Scheidemann - a true poet of early harpsichord.
https://youtu.be/0UlDb2DajUU
https://youtu.be/dQzyyeqG_wE
Oto dwa pierwsze filmy:
In those difficult days I'm starting a new project of home recordings devoted to Heinrich Scheidemann - a true poet of early harpsichord.
https://youtu.be/0UlDb2DajUU
https://youtu.be/dQzyyeqG_wE
wtorek, 10 marca 2020
Lekcja próbna ze mną
Z powodu koronawirusa zrezygnowano z Dnia otwartego Akademii Muzycznej w Krakowie. Jeśli ktoś chce się ze mną umówić na próbną, bezpłatną lekcję to jest to możliwe również poza uczelnią: w Zabrzu lub Katowicach - np. w kwietniu lub maju - kiedy trochę tylko uspokoi się sytuacja.
wtorek, 3 marca 2020
Wciąż o systemie szkół muzycznych. I trochę o szlifowaniu pereł.
Wydaje się, że ścierają się obecnie w Polsce dwie przeciwstawne
koncepcje funkcji szkolnictwa muzycznego. Podobnie jak ma to miejsce
w wypadku polityki poglądy są tu wyraźnie spolaryzowane; warto
jednak zaznaczyć, że przynależność do jednej lub drugiej grupy
nie wydaje się być uwarunkowana sprzyjaniu tej czy innej partii
(być może jakaś korelacja jest, ale badań w tej dziedzinie nie
zamierzam prowadzić :-) ). To dyskusja między zwolennikami szkoły
jednoznacznie zawodowej, profesjonalnej z jednej strony i szkoły
stawiającej sobie za cel raczej upowszechnianie muzyki w
społeczeństwie z drugiej.
Zanim zapuszczę się
głębiej w analizę zjawiska muszę powiedzieć, że uważam oba
podejścia – w ujęciu dogmatycznym – za błędne. Wielokrotnie
podkreślałem, że uważam istnienie sieci szkół muzycznych za
ogromną wartość – tak dla przyszłych profesjonalnych muzyków,
jak dla późniejszych melomanów czy muzyków amatorów. Sądzę, że
szkoły muzyczne z powodzeniem mogą spełniać obie te funkcje. Może
warto byłoby się zastanowić nad lepszymi sposobami pomocy uczniom
o specyficznych potrzebach?
Koncepcję szkoły
profesjonalnej w bardzo obrazowy sposób przedstawiają niektóre
oficjalne dokumenty przytaczane i w niniejszym blogu, i w dyskusji
internetowej. Szczególnie chwytliwie brzmi tu określenie:
„szlifowanie pereł” i oczywiście mocno krytykowana
„przechowalnia dla nadwrażliwych dzieci” (którą szkoła
muzyczna być podobno nie powinna).
To pierwsze
stwierdzenie w doskonały sposób ukazuje brak orientacji
pedagogicznej. Dla nie-pedagoga wydaje się, że praca z uczniem
wybitnie zdolnym to pasmo sukcesów i satysfakcji. Każdy
doświadczony nauczyciel wie jednak, że prowadzenie ucznia wybitnie
zdolnego, bywa prawdziwym wyzwaniem, czasem nawet męką. W
szczególności dotyczy to tzw. naturszczyków; uczniów, którzy
trudne wyzwania wykonują z łatwością niedostępną dla
nauczyciela. Przekonanie naturszczyka do regularnej pracy, która
pomoże mu efekt 98% doprowadzić do stanu 100% - pełnej satysfakcji
dla słuchacza– jest często prawie niemożliwe. Brak tu
satysfakcji z pokonania własnych ograniczeń i słabości. Na domiar
złego nasze szkoły (nie tylko chyba muzyczne) często przyklejają
takiemu uczniowi łatkę gwiazdy, która stopniowo staje się
ogromnym obciążeniem. Ewentualne niedoskonałości i błędy są
tuszowane bądź bagatelizowane (jest taki zdolny, że następnym
razem się nauczy, dziś nie miał dnia itp.). De facto uczeń żyje
z brzemieniem oczekiwań środowiska, a z własnymi problemami (o
których nieczęsto mówi na zewnątrz, gdyż nie współgrają one z
wykreowanym obrazem) pozostaje sam. Wytyczenie takiemu uczniowi
ambitnych, a jednocześnie realistycznych celów, umiejętność
utrzymania motywacji, wstrzelenie się w jego prawdziwe potrzeby jest
prawdziwym wyzwaniem.
„Szlifowana perła”
często błyszczy w szkole i jej otoczeniu (konkursy, przesłuchania).
Kiedy wypływa na głębokie wody często zatapiana jest przez
pierwsze niepowodzenie, do którego nikt jej nie przygotował.
Prawdziwym sukcesem widać tu niestety dopiero po latach; a bieżące
sukcesy są czasem bardzo zwodniczą promesą.
Chęć sprowadzenia
edukacji muzycznej do „szlifowania pereł” to w moim głębokim
przekonaniu również eufemistyczne określenie dezercji
pedagogicznej. Wielu nauczycieli o pewnej pozycji – tak na poziomie
szkolnym, jak akademickim – wybiera sobie do klas naturszczyków i
osoby wybitnie zdolne, rezygnując z osobowości ciekawych, ale
nieoczywistych. Jedna ze znanych mi osób chwaliła się bez ogródek
tym, że wszyscy jego podopieczni znaleźli pracę w renomowanych
orkiestrach. Z racji swojej pozycji była jednak w stanie tych,
którzy sprawiali jakiekolwiek problemy ekspediować do innych osób
znajdujących się niżej w hierarchii i bezlitośnie potem niszczyć
na egzaminach.
Z mojego punktu
widzenia, mijamy się tu z istotą pedagogiki, którą jest
wspieranie ucznia w jego rozwoju niezależnie od punktu wyjścia.
Wracając do kwestii
uczniów super-zdolnych warto zauważyć, że tak naprawdę nie mamy
im często wiele do zaoferowania. Być może ci, którzy mają
potencjał i ambicje wygrywania konkursów zasługiwaliby na
dodatkowy system wsparcia technicznego. Ostatnio rozmawiałem z panią
Marią Dymnikową o systemie korepetytorskim rozpowszechnionym w
Rosji (o tej rozmowie wkrótce napiszę więcej), w którym „główny”
nauczyciel czuwa nad ogólnym rozwojem, natomiast „korepetytor”
(rodzaj osobistego coacha) może poświęcić uczniowi wiele czasu
tygodniowo ucząc go umiejętności efektywnego ćwiczenia,
rozwiązując konkretne problemy techniczne (trochę wchodzimy tu w
świat „sportowej” pianistyki). Tego typu uczeń nastawiony na
sportową eksplorację obszaru muzyki może zatem otrzymać wsparcie
psychologiczne, psychofizyczne, fizjoterapeutyczne itp. To też
bardzo specyficzny problem obszaru pianistycznego ...
Duża część
uczniów, która moim zdaniem, często nie znajduje odpowiedniego
wsparcia, to uczniowie zdolni i wrażliwi, z pewnymi – możliwymi
do rozwiązania – problemami technicznymi. Oczywiście dla takich
nie będzie miejsca w szkole, która nie chce być „przechowalnią
dla nadwrażliwych”. Perła czy różne perły zdolności i
umiejętności mogą się u nich ujawnić w sprzyjających
okolicznościach. Ważne, aby trafili na nauczyciela, który rozumie,
że uczeń może mieć różne problemy i pytania, a ich
rozwiązywanie jest treścią edukacji. Nie sprawdzi się tu zatem
ani nauczyciel-naturszczyk (chyba, że będzie miał na tyle rozumu,
aby poprosić o wsparcie pedagogiczne w rozwiązaniu jakiegoś
konkretnego problemu!), ani nauczyciel – niezrealizowany wykonawca,
dla którego uczenie jest źródłem frustracji.
Jeszcze raz
podkreślę, że za ogromny błąd uważam oczekiwanie, że z ucznia
o naturalnych zdolnościach po drobnym oszlifowaniu automatycznie
wyrośnie gwarantujący pasmo sukcesów wirtuoz. Żadna szkoła nie
jest w stanie przewidzieć tego, co w dalszym życiu ucznia się
wydarzy, jakie będą jego własne priorytety, jak rozwinie się
rynek muzyczny, a bardziej górnolotnie cywilizacja. Przekonanie o
automatyzmie tego procesu to prosta recepta na klęskę.
Zatem zamiast
stawiać dogmatyczne programowe definicje czym szkoła ma lub nie-ma
być starajmy się po prostu dobrze uczyć w przyjaznej atmosferze.
Muzycznym „sportowcom” zapewnijmy odpowiednie wsparcie, tym,
nastawionym bardziej na kameralne muzykowanie – możliwości
współdziałania w zespołom. Słabeuszom pokażmy drogę
rozwiązania niektórych przynajmniej problemów. Nie etykietujmy. To
nie powinno polegać na tworzeniu lepszych i gorszych szkół,
lepszych i gorszych uczniów. Granice między wspomnianymi przeze
mnie grupami powinny być płynne; ktoś o przeciętnych – na
pierwszy rzut oka – walorach technicznych – może odkryć w sobie
predyspozycje konkursowe w nieoczekiwanym momencie, zaś uczeń
„konkursowy” może mieć gorszy okres i potrzebę wycofania się
na chwilę z wyścigu szczurów.
I pamiętajmy …
miarą naszego sukcesu nie jest to, że uformowaliśmy ucznia na
własny obraz i podobieństwo! Jeśli ta nasza muzyka stanowiła
tylko etap w jego życiu, który wpłynął na jego myślenie,
wrażliwość, twórcze rozwiązywanie problemów to jest to nie
mniejszy sukces niż wychowanie odnoszącego sukcesy na salach
koncertowych świata wirtuoza.
Ale – przyszłym
wirtuozom – nie zamykajmy też drogi, głosząc, że szkoły
muzyczne służą li tylko umuzykalnianiu.
niedziela, 1 marca 2020
Krótka historia sonaty. Agata Meissner i Mateusz Kawa w Fortepianarium 1 marca
Bardzo ciekawa opowieść o bardzo różnych utworach, które łączy nazwa "sonata".
Od najwcześniejszych przykładów gatunku takich jak wykonana przez Agatę Meissner na maleńkim szpinecie (to nasz instrument wykonany pod kierunkiem Johanna Gottfrieda Schmidta) sonata Ave maris stella Gioanopietro del Buono poprzez XVIII-wieczne sonaty klawesynowe Giovanniego Benedetto Plattiego (ten kompozytor jest coraz częściej przez klawesynistów wykonywany) i Domenica Scarlattiego. Tę część programu Agata Meissner wykonała na klawesynie wirginałowym, eksponując fantazyjne najrozmaitsze kombinacje barwne możliwe do osiągnięcia na tym instrumencie.
Mateusz Kawa rozpoczął klasycznie sonatą Mozarta, a zakończył niezwykle wirtuozowsko Fantazją - sonatą "Po lekturze Dantego" Liszta. Fascynująca była ilość kolorów wyczarowanych przez pianistę z instrumentu, przy czym to umiłowanie do poszukiwania barw widoczne było zarówno w Liszcie, w którym jest to jeden z głównych środków wyrazowych, jak i w sonacie Mozarta. To chyba pierwszy raz kiedy fortepian Seilera (instrument z 1902/3 roku) został wykorzystany w pełni solowo. Ogromnie się cieszę, że został tak wszechstronnie zaprezentowany!
Agata Meissner opowiedziała publiczności o wykonywanych utworach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




