niedziela, 11 września 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. 7.09.2022. Z Piotrem Domagałą w szkole muzycznej.

 

zdj. Piotr Januchta

Dużo się działo na festiwalu, stąd dopiero teraz uzupełniam relacje o tych wydarzeniach, na których byłem. Jako wykonawca i jako słuchacz. 

Koncert z Piotrem Domagałą (w środę 7 września) był dla mnie świetnym doświadczeniem. Na program złożyły się przede wszystkim kompozycje Piotra i jedna Ryszarda Borowskiego. Piotr zadał sobie sporo trudu, aby wymyślić formułę współpracy jazzowego gitarzysty z klasycznym klawesynistą (jak najbardziej otwartym na coś nowego). Doskonale wyczuł, co będzie efektownie i dobrze brzmiało na moim instrumencie. Na szczęście mogłem odwołać się do moich doświadczeń z zakresu wykonywania muzyki współczesnej, przy okazji ucząc się nowych rzeczy ...Ogromna dla mnie satysfakcja i nowa droga, na którą bardzo chcę wejść.

Sądząc po reakcji publiczności był to strzał w dziesiątkę! 



wtorek, 6 września 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Bastarda w Synagodze.

 


Wczorajszy (poniedziałek 5 września) koncert zespołu Bastarda był trochę jak odtwarzanie strzępków utraconej bezpowrotnie przeszłości. Muzyka oparta na chasydzkich pieśniach nigunim czerpiąca z przekazanej urywkowo tradycji, wykonana w przejmujący, a jednocześnie niezwykle atrakcyjny pod względem brzmieniowym sposób przez muzyków Bastardy (Paweł Szamburski - klarnet, Michał Górczyński - klarnet kontrabasowy i Tomasz Pokrzywiński - wiolonczela). Każdy z instrumentalistów wnosił coś innego do całości koncertu-spektaklu, a jednocześnie wykonywana muzyka harmonijnie łączyła się w poruszającą całość. Prezentowany program doskonale wpisał się atmosferę fascynującego miejsca, jakim jest budynek stworzony z resztek dawnej synagogi przebudowanej w duchu socrealizmu. 

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Andreas Böhlen. Aline Zylberajch. I znów kościół w Tarczku

 


Przepiękny wieczór (znów) kameralnej muzyki francuskiej w zjawiskowym kościele w Tarczku. Andreas Böhlen jest świetnym flecistą, perfekcyjnym i niezawodnym, a jednocześnie grającym w zdrowych tempach i z precyzyjną, klarowną artykulacją w każdym rejestrze. Aline Zylberajch - legenda francuskiego klawesynu, a dla mnie moja ukochana Pani Profesor - gra wciąż z młodzieńczym temperamentem i fantazją. 

Artyści rozpoczęli utworami Jacquesa-Martina Hotteterre'a: Suitą i dwiema niezwykle efektownymi i pełnymi ornamentacyjnych zawijasów opracowaniami airs de cour. Aline wykonała moją ulubioną III Suitę Elisabeth Jacquet de la Guerre: fascynującej kobiety-kompozytorki francuskiego baroku, której muzyka należy do największych dokonań zmaskulinizowanego przecież świata klawesynistów francuskich. Świetna była w połowie skomponowana, a w połowie zaimprowizowana Suita Andreasa Böhlena na flet solo. Stylistycznie bardziej nawiązująca do Bacha i znakomicie uzupełniająca niezbyt bogatą literaturę tego typu. Wreszcie cudownie rozświergotany Le Rossignol en Amour i jeszcze raz na naszym festiwalu III Koncert Królewski Couperina z wieloma ciekawymi pomysłami wykonawczymi.

niedziela, 4 września 2022

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Recital organowy w kościele św. Trójcy.

 


Organy Kamińskiego z 1985 roku. Instrument mały, udany brzmieniowo i nieco trudny trakturowo... 

Tematem koncertu była muzyka napisana po Bachu. Przez wiele lat uważano, że II połowa XVIII wieku to czas organowo nieistotny, a historia muzyki organowej wznowiona została dopiero przez Mendelssohna, a może nawet dopiero Francka z Regerem do spółki.  

Postanowiłem pokazać, że to nieprawda wybierając do mojego programu transkrypcję czteroręcznej sonaty D-dur Mozarta, jedną z napisanych dla księżniczki Amalii (siostry Fryderyka II) sonat CPE Bacha, urocze kolędy Daquina (dla których musiałem znaleźć inne nieco niż francuskie barwy) oraz muzykę z I połowy XIX wieku: chętnie grywane przeze mnie utwory Ernsta Kohlera i sonatę Mendelssohna. 

https://www.facebook.com/photo/?fbid=3091548694490430&set=pcb.3091558124489487 

III Świętokrzyskie Dni Muzyki Dawnej. Dwa (a właściwie trzy) spotkania z Couperinem.

 Tegoroczna edycja Świętokrzyskich Dni Muzyki Dawnej jest wyjątkowo barwna i bogata w wydarzenia. Trochę na przekór pandemii, wojnie, inflacji… To bogactwo, ilość wydarzeń, ale też moje obowiązki związane choćby z prowadzeniem zajęć w ramach Akademii Kielcensis nie pozwolą mi być na wszystkich wydarzeniach. Ale postaram się napisać parę słów o tych, na których być mogłem.

Oficjalna inauguracja festiwalu – 2 września – była jak zawsze syntezą sztuk: architektury, tańca i muzyki. Obejrzeliśmy spektakl oparty na fragmentach arcydzieła kameralnej muzyki francuskiego baroku – koncertach Couperina ze zbiorów: Concerts Royaux i Les Goûts-réunis. Warto przypomnieć, że ten pierwszy zbiór: znacznie bardziej francuski i klasyczny skomponowany został prawdopodobnie w końcowych latach panowania Ludwika XIV (wydany jednak parę lat później, w 1722 roku), zaś drugi wydany w 1724 roku eksploruje już zjawiska ważne w czasie panowania Ludwika XV: modę na włączanie elementów włoskich i umiłowanie utworów charakterystycznych w miejsce klasycznych tańców. To w każdym razie muzyka niezwykle bogata, subtelna i niewątpliwie nieprzeznaczona w założeniu do tańczenia. Nazbyt stylizowana i bogata w muzyczne detale. Tym większe uznanie dla prowadzonego przez Helenę Kazarovą Hartig Ensemble z Pragi za udaną choreografię i piękne wizualnie przełożenie tej muzyki na język ruchu. Równe brawa dla muzyków: Katarzyny Czubek (flety proste, oboje), Roberta Bachary (skrzypce), Marka Caudle’a (wiola) i Weroniki Janyst. Trudno było zdecydować się gdzie lepiej zawiesić wzrok: czy na ekspresyjnie i z charakterem grających muzykach, czy na tancerzach …




Dwa dni później (4.09) ten sam program zaprezentowany został w cudownym kościele klasztornym w Wąchocku. Rzadko zdarza mi się słyszeć tak doskonały koncert. Uskrzydleni niepowtarzalną atmosferą dyskretnie podświetlonego kościoła i rewelacyjną akustyką muzycy w lekko zmienionym składzie (zamiast Marka Caudle’a usłyszeliśmy tym razem Krzysztofa Firlusa) przenieśli nas w niebiańskie rejony tak, że świecka z założenia muzyka Couperina nabrała iście sakralnego charakteru. Wielokrotnie powtarzane przez siostrę Hannę Szmigielską (przypomnę, że jest to twórca idei festiwalu) o tym, że muzyka dawna w harmonijny sposób łączy sacrum i profanum urzeczywistniły się w tym miejscu i w tym czasie…Oprócz wspomnianych koncertów usłyszeliśmy jeszcze trzy cześci z pierwszej suity z Pièces de viole w wykonaniu Krzysztofa Firlusa. Wiemy, że jest genialnym gambistą, ale to był naprawdę Jego dzień.

Z obowiązku kronikarskiego muszę wspomnieć, że 3 września spektakl zaprezentowany został w Starachowicach (z nagraniem). Ale tam być nie mogłem. 





poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Stypendium Marszałka Województwa Śląskiego


Dzięki stypendium Marszałka Województwa Śląskiego będę w stanie zrealizować kolejny interesujący projekt muzyczny. Wraz  z Łukaszem Długoszem i Agatą Kielar-Długosz nagramy wersję na 2 flety sławnej sonaty z "Musikalisches Opfer" Jana Sebastiana Bacha, fragment(y) cyklu "Pyrmonter Kurwoche" Telemanna z wykorzystaniem fletu altowego i pewnie jeszcze coś.

Dziękuję! Dziękujemy! 

sobota, 27 sierpnia 2022

"Młynarka" Schuberta w Boitzenurgu i subtelna sztuka akompaniamentu

 


Coraz bardziej dochodzę do przekonania, że tym, co odróżnia kompozytorów genialnych od tych nie-(co mniej) genialnych jest sposób traktowania przez nich akompaniamentu. Trudno tu o lepszy przykład niż „Piękna młynarka” Schuberta. Partia fortepianu w tym dziele pomyślana jest tak, że ilustruje ciągły ruch strumienia, który już to obraca z łoskotem koła młyńskie (pierwsza pieśń), już to cicho pluszcze pod stopami tańczących nimf (pieśń druga), a za każdym razie wzmacnia i uwypukla stany emocjonalne bohatera wchodząc z nim nawet (w przedostatniej części) w dialog. Pod względem muzycznym imponująca jest różnorodność i różnokolorowość tego ruchu, zastosowanych przez Schuberta faktur i środków pianistycznych. To zresztą pewien "problem" tego akompaniamentu, gdyż zaplanowane przez kompozytora efekty tak naprawdę możliwe są do stuprocentowego oddania wyłącznie na fortepianie wiedeńskim z czasów kompozytora. Grając na innym instrumencie co chwila spostrzegamy, że ruch ma na przykład za mało lekkości albo we fragmentach ilustrujących łoskot rozbijającej się o kamienie wody perkusyjnej energii. To też refleksja po wykonaniu na pięknym Erardzie z siedemdziesiątych lat XIX wieku zmuszającym oczywiście do wyważenia racji między dziełem, kompozytorem, instrumentem i wykonawcami. 

Podobnym przykładem bogactwa akompaniamentów są też opery Mozarta, które przy porównaniu z dziełami współczesnych mu kompozytorów pełne są subtelnego zakomponowania ruchu głosów środkowych.

Świetnie było ponownie wykonać „Młynarkę” z Piotrem Olechem, na przepięknym fortepianie (choć nie wiedeńskim) w budynku dawnej szkoły w Boitzenburgu (którego gospodarzem jest obecnie lutnik Gert Eichhorn). A było to 27 sierpnia 2022 roku.