Tegoroczna edycja Świętokrzyskich Dni Muzyki Dawnej jest wyjątkowo
barwna i bogata w wydarzenia. Trochę na przekór pandemii, wojnie,
inflacji… To bogactwo, ilość wydarzeń, ale też moje obowiązki
związane choćby z prowadzeniem zajęć w ramach Akademii Kielcensis
nie pozwolą mi być na wszystkich wydarzeniach. Ale postaram się
napisać parę słów o tych, na których być mogłem.
Oficjalna
inauguracja festiwalu – 2 września – była jak zawsze syntezą
sztuk: architektury, tańca i muzyki. Obejrzeliśmy spektakl oparty
na fragmentach arcydzieła kameralnej muzyki francuskiego baroku –
koncertach Couperina ze zbiorów: Concerts Royaux i
Les Goûts-réunis.
Warto
przypomnieć, że ten pierwszy zbiór: znacznie bardziej francuski i
klasyczny skomponowany został prawdopodobnie w końcowych latach
panowania Ludwika XIV (wydany jednak parę lat później, w 1722
roku), zaś drugi wydany w 1724 roku eksploruje już zjawiska ważne
w czasie panowania Ludwika XV: modę na włączanie elementów
włoskich i umiłowanie utworów charakterystycznych w miejsce
klasycznych tańców. To w każdym razie muzyka niezwykle bogata,
subtelna i niewątpliwie nieprzeznaczona w założeniu do tańczenia.
Nazbyt stylizowana i bogata w muzyczne detale. Tym większe uznanie
dla prowadzonego przez Helenę Kazarovą Hartig Ensemble z Pragi za
udaną choreografię i piękne
wizualnie przełożenie tej muzyki na język ruchu. Równe brawa dla
muzyków: Katarzyny Czubek (flety proste, oboje), Roberta Bachary
(skrzypce), Marka Caudle’a (wiola) i Weroniki Janyst. Trudno było
zdecydować się gdzie lepiej zawiesić wzrok: czy na ekspresyjnie i
z charakterem grających muzykach, czy na tancerzach …

Dwa
dni później (4.09) ten sam program zaprezentowany został w
cudownym kościele klasztornym w Wąchocku. Rzadko zdarza mi się
słyszeć tak doskonały koncert. Uskrzydleni niepowtarzalną
atmosferą dyskretnie podświetlonego kościoła i rewelacyjną
akustyką muzycy w lekko zmienionym składzie (zamiast Marka Caudle’a
usłyszeliśmy tym razem Krzysztofa Firlusa) przenieśli
nas w niebiańskie rejony tak, że świecka z założenia muzyka
Couperina nabrała iście sakralnego charakteru. Wielokrotnie
powtarzane przez siostrę Hannę Szmigielską (przypomnę, że jest
to twórca idei festiwalu) o tym, że muzyka dawna w harmonijny
sposób łączy
sacrum
i profanum
urzeczywistniły się w tym miejscu i w tym czasie…Oprócz
wspomnianych koncertów usłyszeliśmy jeszcze
trzy
cześci z pierwszej suity z Pièces
de viole
w wykonaniu Krzysztofa Firlusa. Wiemy, że jest genialnym gambistą,
ale to był naprawdę Jego dzień.
Z obowiązku kronikarskiego muszę wspomnieć, że 3 września spektakl zaprezentowany został w Starachowicach (z nagraniem). Ale tam być nie mogłem.