Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euromajdan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euromajdan. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Niby-amnestia

Ukraiński Parlament przyjął tzw. uchwałę Mirosznyczenko. Przewiduje ona amnestię pod warunkiem opuszczenia przez protestujących budynków administracji  i dróg. Sam autor projektu tłumaczy, że jest to ustępstwo w stosunku do pierwotnej wersji bo przecież Majdan budynkiem nie jest.
Jak widać rządzący nie mają żadnych skrupułów aby kupczyć prawem i szantażować społeczeństwo (bo przecież rzeczywistym przeciwnikiem Janukowycza w tej walce stało się ukraińskie społeczeństwo). Przecież zatrzymani albo zasługują na amnestię, albo nie. A tu wydaje się (a w zasadzie można mieć pewność), że ci, którzy dali się złapać stają się kartą przetargową w rękach słabiutkiei ukraińskiej władzy, zakładnikami Janukowycza, jednym z nielicznych argumentów...

niedziela, 26 stycznia 2014

Najdziwniejsze na Ukrainie

Najbardziej zadziwia mnie chyba w obecnych wydarzeniach ukraińskich zupełny brak starań Janukowycza o jakiekolwiek propagandowe legitymizowanie własnych działań.
Choćby próby przekonania Zachodu, że prowokacje tituszek to rzeczywista reakcja jakiejś "zdrowej" i miłującej porządek części społeczeństwa.
Wystarczy porównać to, co dzieje się obecnie choćby z postępowaniem Putina, który konsekwentnie stosuje podwójną retorykę - jeden zestaw argumentów dla postraszenia wrogów, drugi na użytek zagranicy. Każde potknięcie przeciwnika jest tu starannie punktowane i obracane na własną korzyść. Nawet wtedy, kiedy nie ma otwartego konfliktu, w czasach pokoju Putin zbiera punkty za każde wydarzenie, w którym np. zostali poszkodowani obywatele Rosji. To bardzo konsekwentne i przemyślane postępowanie.
Białoruski "baćka" też z upodobaniem rozgrywa sobie jakąś propagandową wojenkę ze światem starając się, przynajmniej część winy, przypisać tym nawiedzonym Polakom. Ktoś tam uwierzy i może się to w odpowiednim momencie przydać.
U Janukowycza tego po prostu nie ma. Nie widać żadnej chęci zbudowania jakiejś kontrpropagandy przynajmniej częściowo tuszującej takie fakty jak wyciąganie rannych i poszkodowanych ze szpitali w celu zastraszenia protestujących. Nie mówiąc już o mordach w tym samym celu - zastraszania zwykłych i niewinnych ludzi.
Być może wydarzenia Janukowycza zaskoczyły. Zabrakło czasu na przygotowanie wizerunkowych działań. Chyba coś jest w tym co mówią Ukraińcy, że Janukowycz nie czuje własnego narodu (może za wyjątkiem Donbasu) i skutków niepodpisania umowy stowarzyszeniowej z UE po prostu nie przewidział. A może ta władza jest tak świadoma własnego gangsteryzmu, że nie wierzy w możliwość propagandowego nawet przedstawiania własnych czynów jako obrony "porządku". Choć czasem takie słowa padają, to wypowiadane są bez zbytniego przekonania.
Może być jednak i tak, że czują się słabi. Tak słabi, że za wszelką cenę chcą własnemu narodowi przedstawić się jako mściwi i bezwględni bandyci, którzy nie zatrzymają się przed niczym.Tak słabi, że  ich obraz w oczach "Europy", "świata" nie ma żadnego znaczenia, bo ich światem są wyłącznie wewnętrzne układy mafijne.

Brave or foolish?

No właśnie, wracając do Maślankiewicza...
Brave or foolish? Or both? (pytanie zadane przez dziennikarza BBC)...
Ja myślę, że rzeczywiście jedno i drugie. W relacjach Maślankiewicza nie widać pogłębionego zainteresowania Ukrainą, wydarzenia komentuje jak mecz sportowy. Chyba trochę bez należnej powagi.
Ale - tak jak pisałem - notowania Polski na Ukrainie znowu poszły w górę. Choć, w  świecie poważnej i pogłębionej żurnalistyki pewnie niekoniecznie...

Muszę powiedzieć, że ostatnio w jednej z relacji z Majdanu usłyszałem: "Sława Polszczi". Dla mnie - wzruszające.
Pewnie i dla nas słowa "Sława Ukrajini" coraz mniej kojarzyć się będą z polsko-ukraińskimi konfliktami, a coraz bardziej z ich bohaterską walką o godność i wolność.

sobota, 25 stycznia 2014

Ukraina jako wyrzut sumienia

Los Ukrainy i moich przyjaciół na Ukrainie jest dla mnie ciągłym wyrzutem sumienia.
Tam zawierucha, a ja tu mogę spokojnie zajmować się moimi sprawami: myśleć o sztuce, muzyce, tworzyć ją, pisać jakieś teksty, grać koncerty ...
Od przeszło dwudziestu lat żyję w kraju, który pozwala mi zajmować się tym, co lubię bez lęku o każdy następny dzień.
A przecież wiem, że to się dzieje tuż obok. Ludzie, którzy tam żyją ludzie są do mnie podobni. Na ulicy w Polsce ich nie rozpoznasz, po kilku miesiącach trudno nawet odróznić ich po akcencie. I jakże wielu wspaniałych artystów; pełnych inicjatywy, pomysłów, wiedzy i intuicji... Są często fantastycznie wykształceni...Po prostu: Europejczycy pełną gębą!
Im przypadł w udziale smutniejszy los - jedyną w tej chwili estradą, na której mogą bronić ideałów stał się Majdan. Mogą pojechać do Kijowa w roli anonimowej składowej masy, która własnymi ciałami  osłania godność narodu przed zbirami nasyłanymi przez gangstera-prezydenta. Trudne zadanie dla muzyka, artysty...

Często przypisujemy sobie pewną wyższość mówiąc: "No tak, ale oni są trochę sami sobie winni, to społeczeństwo naznaczone przez komunizm, spaczone trwającym prawie cały wiek dławieniem wszelkich normalnych, obywatelskich jest zachowań".
To jest o tyle prawda, że Janukowycz wygrał w wolnych (choć pełnych nieprawidłowości) wyborach.
Nie jestem jednak pewny, że u nas to niemożliwe.
Jak my zachowalibyśmy się w godzinie próby? Czy mielibyśmy tyle odwagi i determinacji co oni? Może mieliśmy trochę tylko więcej szczęścia, może pomogło nam trochę tylko lepsze położenie geograficzne, może kilka rozsądnych i sensownych decyzji podjętych czasem nieoczekiwanie (Papież zachęcający Polaków do głosowania za akcesją słowami: "Polska zawsze była częścią Europy" choć z drugiej strony tę właśnie Europę krytykował jako cywilizację śmierci. Przypomnijmy również, że Polska stała się członkiem UE za rządów lewicy, postkomunistów...).

Powinniśmy być czujni i wszelkimi siłami bronić tej naszej wciąż nieco chwiejnej demokracji przed psuciem. Bo popsuć ją szalenie łatwo.

PS Oglądałem harce Maślankiewicza z Berkutem.
http://www.youtube.com/watch?v=ACo-70nEl6o
Na początku wydało mi się to nieco tanim (choć oczywiście niezmiernie ryzykownym)  sposobem lansu.
Niemniej Ukraińcy są zachwyceni Jego odwagą. Fakt, że Polak podchodzi do berkutowca i mówi do niego: "Co robisz? Ty - Ukrainiec?!" okazał się to fantastycznym wkładem w budowę takiej transgranicznej sympatii. Ta sympatia jest bardzo nam potrzebna. Niezależnie od tego, kto teraz wygra, musimy starać się budować nasz pozytywny obraz na Ukrainie. Oni muszą wiedzieć, że jesteśmy po ich stronie.

Na tle nieco pasywnej roli polskich polityków - prezydenta i rządu - był to chyba (niezależnie od oceny tego typu żurnalistyki) strzał w dziesiątkę.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Ukraina - Lenin i Sikorski

Padł pomnik Lenina na Besarabce.
Wielu Ukraińców jest jednak zaniepokojonych - uważają to za prowokację, a w najlepszym razie za rozmywanie idei Majdanu. Odpowiedzialność za zniszczenie pomnika wzięła na siebie partia "Swoboda".
Moi ukraińscy przyjaciele już przy okazji zwracali mi uwagę na sposób, w jaki Partia Regionów posługuje się ukraińskim nacjonalizmem. Wspieranie takich ruchów na Lwiwszczynie  pozwala znakomicie rozgrywać kartę "banderowców" i rzekomego faszyzmu. Pozwala to kanalizować strachy i lęki części ukraińskiego społeczeństwa w bezpiecznym dla władzy korycie, odwracać uwagę od rzeczy istotnych.
Przypomina mi to trochę niedawne wydarzenia u nas; te spod ambasady rosyjskiej, kiedy to polscy nacjonaliści radośnie zadziałali w interesie tych sił w Rosji. którym Polska potrzebna jest  jako bezpieczny  straszak i fantastyczny sposób odwracania uwagi od własnego podwórka.

Trochę dziwię się zatem ostatniej wypowiedzi Sikorskiego, który pochwalił rozbicie pomnika. Lenin nie zasługuje oczywiście na pomniki w cywilizowanych krajach, niemniej w obecnej sytuacji sprowadzanie walki o demokrację, europejskość, uczciwość i przejrzystość w życiu publicznym na Ukrainie do takich akcji jest na rękę władzy Janukowycza. Dziwię się również pouczaniu Ukraińców, że nie powinni domagać się ustąpienia obecnych władz. Oczywiście, bardzo wyraźnie widać podczepianie się liderów opozycji (Kliczko, Jaceniuk) pod prąd wydarzeń; myślę jednak, że nie jest to li tylko koniunkturalne i cyniczne wykorzystywanie nadarzającej się okazji. Choć może rzeczywiście nie jest dobrze, kiedy do konfrontacji nawołują właśnie politycy. Poziom emocji jest jednak na Ukrainie ogromny; wiatr historii dotyka również chłodno kalkulujących na co dzień uczestników życia politycznego. Po prostu, taki jest ten historyczny moment.

W Polsce nie ma dnia, aby opozycja nie żądała ustąpienia rządu (na przykład z powodu smoleńskiej brzozy). Czasem się z tych żądań podśmiewamy; nie przychodzi nam jednak do głowy kwestionowanie prawa do kwestionowania. Ot, takie reguły demokracji... A Janukowycz rzucając Berkut na bezbronnych studentów rzeczywiście przekroczył - jak to powiedział Juryj Łucenko - czerwoną linię. W oczach ogromnej części Ukraińców sam odebrał sobie mandat do sprawowania władzy i nie nam narzucać im dyktatora! 

czwartek, 5 grudnia 2013

Co powiedzieć Ukraińcom?

Szczerze powiedziawszy; zupełnie nie wiem.
Zawsze kiedy jestem na Ukrainie mam wrażenie, że nie jestem tak do końca za granicą. W sensie pewnej wspólnoty odczuć, uczuć, sposobu bycia, kultury ...
Spotykam ludzi, którzy przypominają mi Polaków sprzed dwudziestu lat.
Taką gościnność, ciepło i otwartość pamiętam z niegdysiejszej Polski. Polski ostatnich lat komunizmu i pierwszych lat po jego upadku, kiedy materialnie byliśmy jeszcze Wschodem, a duchowo aspirowaliśmy do uczestnictwa w europejskiej przestrzeni wolnych społeczeństw.
Dzisiaj nie mamy już trochę na to czasu zajęci "pogonią za pieniądzem" (w pozytywnym, nie negatywnym sensie sensie - otrzymaliśmy od losu możliwości budowania bezpiecznego i dostatniego bytu sobie i naszym bliskim, możliwość realizowania się zawodowo - o takim życiu i stawaniem się "Zachodem" marzyliśmy i w tym kierunku idziemy).
Ale co powiedzieć tym , którzy - choć wyglądają tak jak my, mówią podobnym językiem, śmieją się czasem z tych samych kawałów - znaleźli się po tamtej stronie?
Przecież nie powiem im: "Nie martwcie się. Wszystko będzie dobrze". Ukraina ma jeszcze daleką drogę do tego, aby stać się w miarę normalnym krajem, choć ukraińskie majdany, nawet bójki w parlamencie po stokroć wolę od cichego spokoju i tego dziwnego porządku, jaki emanuje z telewizji rosyjskiej. Na razie nic nie wskazuje, aby na Ukrainie miało być w przewidywalnym czasie dobrze. Tym bardziej godni są podziwu za upór i bohaterstwo, z jakim demonstrują wolę awansu cywilizacyjnego i dystansowania się od postsowieckiego świata z twarzą Putina.
Nie powiem im też: :Walczcie", bo taka wypowiedź w ustach, kto spokojnie siedzi sobie w bezpiecznym i ciepłym kraju byłaby niewyobrażalną bezczelnością.
Zastanawiam się nawet, czy miała do tego prawo Julia Tymoszenko, która właściwie wezwała naród do obalenia "dyktatora" (nie mnie o tym sądzić...)

Popatrzcie; wyglądają tak jak w tym linku :
http://www.youtube.com/watch?v=QqrpllRAprM&feature=youtu.be

Życie wymaga od nich bohaterstwa. Codziennego. Bohaterstwa, które muszą wciąż potwierdzać narażając się osobiście. Nie tak, że napiszą sobie kilka słów na blogu, tylko wystawiając się na ryzyko oberwania razów od chłopców z Berkutu. Walcząc o te same ideały, do których niegdyś dążyliśmy my. O ideały, które my traktujemy już jak oczywistość, jak powietrze, które nam się należy.
Chyba nigdy nie byli nam tak bliscy jak teraz.

Boję się o los moich znajomych tam i życzę im takiej Ukrainy, o jakiej marzą.