wtorek, 17 maja 2016

Mitläufer

Jest takie zgrabne niemieckie słowo. Oznacza ono kogoś kto przyłącza się do reżimowego systemu opresji bez przekonania, dla własnej wygody, korzyści materialnych lub świętego spokoju. Istotna jest tu postawa zakładająca wymówienia się od odpowiedzialności za otaczający świat, dokonywaniu czynów podłych, gdyż te są pochwalane przez państwowy aparat. Zawsze uważano, że w Niemczech – kraju o bardzo mocno zakorzenionej tradycji lojalności wobec własnego państwa (jakiekolwiek by ono nie było) – postawa taka jest szczególnie rozpowszechniona. Mitläuferstwem tłumaczono zatem zbrodnie wojenne – przecież pracownicy obozów koncentracyjnych nie podejmowali decyzji, działali zgodnie z obowiązującym PAŃSTWOWYM prawem. Tak samo tłumaczyli się donosiciele z czasów NRD.
Zawsze uważaliśmy, że zasięg mitläuferstwa w Polsce, kraju indywidualistów i opozycjonistów wobec wszelkiej władzy jest przecie niewielki. Szlachetni Polacy oprą się bowiem każdej próbie – wewnętrznego przynajmniej – zniewolenia.

Rządząca obecnie Polską partio-mafia wspiera i buduje system mitläuferski czynnie popierając osoby skompromitowane w czasach stanu wojennego i budując własne zaplecze nie z ludzi ideowych, lecz zwykłych szumowin. Teraz mają okazję rehabilitacji. Mitläuferzy tamtego i dzisiejszego systemu. Kiedyś niewątpliwie okaże się, że zostali „przymuszeni” do popełniania podłości (bo przecież musieli za coś żyć i zapewnić godny byt własnym rodzinom). Przede wszystkim zaś nie robili nic złego, bo takie było prawo i takie były czasy.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że instytucje, które mitläuferstwa powinny nienawidzić – takie jak kościół katolicki – właśnie taką postawę promują i pochwalają.


poniedziałek, 7 marca 2016

Barbara Maria Willi w Katowicach

Świetny i niezwykle dynamiczny kurs klawesynowy w Akademii Muzycznej w Katowicach. Fantastyczny wykład, w którym nasza profesorska koleżanka z Brna w spójny i logiczny sposób przedstawiła specyfikę polifonicznego, siedemnastowiecznego continuo. A w  środku pobytu - równie dynamiczny i pełen emocji recital klawesynowy w ramach organizowanego przez "Silesię" cyklu zaplanowanych przeze mnie spotkań z Mozartem i klawesynem. I to właśnie wykonanie Sonaty Mozarta (G, KV 287) najbardziej chyba porwało i rozgrzało świetną (zresztą) i żywo reagującą publiczność. Ale wiele było też pięknych miejsc w Bachu (cudownie wyczekane zawieszenia w Sarabandzie...) i innych utworach.
Lubię takie granie - pełne emocji i traktujące klawesyn jak medium dynamiczne.



Walentynki w Katowicach.

To już trochę zaległy temat. Ale zaległości trzeba nadrabiać.
Walentynki na tzw. Rynku dość niemrawe.

Za to w Akademii na koncercie muzyki barokowej w wykonaniu Fraktal Ensemble trzeba było dostawiać krzesła. 





sobota, 2 stycznia 2016

Córki dancingu

Przepiękny film Agnieszki Smoczyńskiej. Bez rozdrapywania polskich ran, drętwych dialogów i pseudohumoru. Film prawdziwy; mocne kino. Piękne to wizualnie, pełne erotycznego dreszczyku. Mocno osadzone w symbolicznej tradycji.
Polecam wywiad z reżyserem - Agnieszką Smoczyńską - w radiu TOKfm :

http://audycje.tokfm.pl/#TRNavSST

wtorek, 29 grudnia 2015

Leszek Kędracki

Kolejne smutne pożegnanie. Leszek Kędracki - mój profesor klawesynu z czasów warszawskich studiów. Człowiek, dla którego uczenie było pasją życia. A w każdym razie ktoś bez kogo trudno wyobrazić sobie świat polskiego klawesynu i klawesynistów.
Mieliśmy okres trudnych kontaktów. Za jego sprawą przestałem pracować w warszawskiej Akademii Muzycznej. Trochę żałuję, że różnice charakterów nie zawsze pozwalały nam porozumieć się, nie udało mi się chyba w pełni skorzystać z Jego olbrzymiej wiedzy, doświadczeń wyniesionych z ukochanych przez niego Włoch. W ostatnich latach mieliśmy ponownie wiele ciepłych spotkań. Dwukrotnie przyjeżdżał do Katowic. Szczególnie ta pierwsza wizyta - długi i spokojny kurs mistrzowski, fascynująca intelektualnie podróż przez świat skojarzeń, asocjacji,  lektur, w czasie którego Profesor garściami dosłownie rozsypywał przed nami perły wiedzy i - zostanie mi na zawsze w pamięci. Takiego będę Go pamiętał.
Moja katowicka klasa klawesynu jest niewątpliwie kontynuacją Jego dzieła.
Cieszę się, że niedawno świętował również z nami w Katowicach jubileusz 50-lecia działalności artystycznej. Nic nie wskazywało na to, że będzie to jedno z naszych ostatnich spotkań.
Jeszcze na początku grudnia spotkaliśmy się na konkursie w Poznaniu. Profesor tryskał humorem, dużo opowiadał. Dla nas wszystkich - jurorów, profesorów klawesynu - był nieodłączną częścią naszego polskiego, klawesynowego świata.

Wraz nim odchodzi cała epoka.

http://www.chopin.edu.pl/pl/2015/12/zmarl-profesor-leszek-kedracki

niedziela, 22 listopada 2015

Roman Stelmaszczuk. Роман Стельмащук (1965-2015)


Zmarł właśnie we Lwowie. Dla nas - polskich muzyków, którzy gościli na Festiwalu Muzyki Dawnej, którego był założycielem, organizatorem i spiritus movens - jest to wiadomość niezmiernie przygnębiająca.
Roman Stelmaszczuk zrobił wiele dla tego, aby lwowski festiwal stał się miejscem spotkania muzyków z Ukrainy i innych krajów Europy. Wschodniej i zachodniej. Bardzo wiele uczynił dla współpracy z Polską, świetnie zresztą po polsku mówił...
Powiem tylko, że dla mnie ta strata jest stratą osobistą. Po prostu trudno mi sobie wyobrazić, że już Go we Lwowie nie spotkam. W "moim Lwowie" był czymś stałym i niezmiennym, kimś bez czyjej obecności mój pobyt byłby nieważny.
 Na tym blogu nie będę powtarzał danych biograficznych. Zresztą ich nie mam. W internecie jest bardzo mało informacji. Chyba zadanie dla ukraińskich przyjaciół, aby stworzyć hasło w wikipedii. A może - ktoś z Was da radę mi coś podesłać? Chętnie na tym blogu zamieszczę.
W internecie znalazłem chyba tylko dwa zdjęcia.Tu wklejam to mniej piękne, ale chyba bardziej oddające to, jakim Go pamiętam.

O prowadzonym przez niego zespole "A Capella Leopolis" pisałem już wcześniej :
http://marektoporowski.blogspot.com/2015/05/a-capella-leopolis-w-warszawie-koscio.html

Śpij spokojnie. Niech Aniołowie zawiodą Cię do raju pełnego muzyki.
Вічна пам'ять.

sobota, 29 sierpnia 2015

Prezydent Duda w Berlinie

Myślę, że wszystkim spadł nieco kamień z serca. Wizyta prezydenta Dudy w Berlinie nie wywołała silniejszych emocji i nie przyniosła ze sobą - przynajmniej na poziomie werbalnym - reorientacji naszej polityki względem naszego najważniejszego sąsiada.
Uważam jednak, że słowa dotyczące Ukraińców dowodzą bądź niezrozumienia bądź celowego manipulowania faktami.
Porównanie migrantów z Ukrainy - nawet tych, którzy w Polsce pracują nie ze względów ekonomicznych, a rzeczywiście stali się ofiarą konfliktu we wschodniej części kraju - jest głęboko nieuzasadnione.
Mamy tu do czynienia z krajem o wysokim poziomie edukacji i niewspółmiernym do niego poziomie życia obywateli. Z krajem, którego obywatele posługują się podobnym do polskiego językiem (bądź językami - stąd niewielka bariera rozumienia i adaptacji do polskiej kultury). Z krajem, którego część wchodziła w skład dawnej Rzeczpospolitej (nie chodzi mi o ponowne zawłaszczanie, a tylko o wskazanie na wspólne korzenie, ideały i dużą część systemu pojęć i wartości - to bardzo widoczne w zachodniej części Ukrainy).
Po prostu stało się tak, że ludzie o podobnej do naszej kulturze znaleźli się w mniej sprzyjających warunkach. Czasem tylko w wyniku takiego, a nie innego ustawienia po wojnie granic!
Porównanie z emigrantami z Afryki jest głęboko nieuczciwe i trudno się dziwić, że odbierane jest w Niemczech, które czynią konkretne wysiłki dla zrobienia czegoś dla tych "trudnych" emigrantów, jako wykręcanie się Polski od problemu.

Musimy spojrzeć na Ukraińców jako na tych, którzy budują nasz dobrobyt. Nawet jeśli pracują na szaro, wykonują prace, których Polacy nie chcą się podjąć. Przy oficjalnym zatrudnieniu (biorąc pod uwagę marny przyrost naturalny w Polsce) zmniejszają problemy systemu ubezpieczeń.
Widzimy ich wokół nas. Często pracują ciężej niż my. Dla nas.
Porównajmy ich do Polaków pracujących niegdyś na szaro w Niemczech. Albo do tych, którzy obecnie budują dobrobyt Wielkiej Brytanii.
I - niech przyjeżdżają. Oprócz dodanej wartości ekonomicznej wzbogacają nasz polski zaścianek, czyniąc go ciekawszym i lepszym.