wtorek, 5 lutego 2013

Przyjmę używane organy, fortepian ...może do Fortepianarium ?

Fortepianarium działa; w każdą pierwszą niedzielę miesiąca organizujemy koncert.
Chciałbym dalej wzbogacać posiadane przez nas instrumentarium.
Tym bardziej, że z fortepianami w Polsce różnie się dzieje. Kultura poszanowania instrumentów przedstawia do życzenia ... wiele :




Na pewno wielu z czytelników bloga wie o dziwnych instrumentach; nieprzydatnych już praktycznie i zawadzających gdzieś fortepianach, lub analogowych, "przestarzałych" instrumentach elektronicznych. Chcielibyśmy docelowo skompletować reprezentatywną kolekcję - tak fortepianów, jak i "analogów".

Będę wdzięczny za informacje.
Proszę pamiętać, że zamiast wyrzucać instrument - może jest szansa znalezienia dla niego nowego miejsca ?

A do Zabrza, do Fortepianarium w Domu Kawalera na Ludwiga Polu nieustannie zapraszam.

Cieszę się również z dyskusji na temat wirtualnych i cyfrowych organów.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ma ona również pewien koloryt "komercyjny" i nie jest tylko ideowym sporem dotyczącym wyższości jednej technologii nad drugą.

Sądzę jednak, że ta wymiana poglądów jest cenną wartością i wszystkim komentatorom serdecznie dziękuję !

czwartek, 31 stycznia 2013

Antoinette Lohmann w Katowicach





Mały remanent wydarzeń bardzo bogatego dla mnie w wydarzenia stycznia. Z pewnym opóźnieniem relacjonuję wizytę , specjalizującej się w „historycznie uświadomionym” wykonawstwie skrzypaczki Antoinette Lohmann, wykładowcy Utrechts Conservatorium.

Jak zwykle starałem się zaprząc gościa do różnych zadań. Antoinette zatem poprowadziła jako koncertmistrz naszą Akademicką Orkiestrę Barokową ( „Weihnachtsoratorium” Bacha) , grała w tym koncercie partie solowe, uczyła w ramach warsztatów . Oczywiście, ciekawe dla mnie były również po prostu rozmowy przy kawie, na korytarzu ... taki osobisty i ciepły kontakt z gościem.





Ujęła nas finezyjnością gry; pełną cieniowania, niuansów; wolną od chęci produkowania „na siłę” nośnego dźwięku (takie siłowe granie, chęć udowodnienia za wszelką cenę, że barokowe brzmią nie ciszej od współczesnych to częsta cecha polskiej wiolinistyki historycznej. Moim, a może nie tylko, subiektywnym zdaniem.). Najlepiej chyba było to słyszalne wtedy kiedy Antoinette pokazywała muzykę francuską i właściwy, jej zdaniem, sposób wykonania maniery inégalité ... Antoinette jest w tym po prostu super!








 
Myślę, że te zdjęcia (spontaniczne, czasem wykonywane przeze mnie znienacka komórką) dobrze pokazują atmosferę spotkania...

sobota, 29 grudnia 2012

Wojenka na katowickim dworcu


Dworzec w Katowicach jest miejscem niecodziennych zdarzeń.
Dzisiaj na przykład przeżyłem sytuację następującą.

Pociąg InterRegio Przewozów Regionalnych nie został wyświetlony na żadnym z nowo zainstalowanych wyświetlaczy (choć wszelkie inne pociągi tam były...) Zapytałem się w kasie; kasjer udał się w poszukiwaniu informacji w nieznanym kierunku. Po powrocie powiedział, że pociąg pojedzie. Było już za trzy ósma... Powolnym ruchem odliczył resztę, a następnie drobne monety rozłożył na całej szerokości okienka. Wydłubawszy moneta po monecie paznokciami ruszyłem z kopyta.

Zziajany wpadłem na peron trzeci. Stoi pociąg, a wyświetlacz pokazuje : „Proszę słuchać zapowiedzi”. Tyle, że zapowiedzi ani słychu! Ludzie wsiadają do pociągu; pytani czy to pociąg do Warszawy odpowiadają z uśmiechem, że chyba tak. Nikt nie jest jednak pewny. Nigdzie nie ma na ten temat jednoznacznej informacji.

Potem okazało się, że i tak miałem szczęście. W innych kasach uzyskanie informacji o tym, że taki pociąg „fizycznie istnieje” trwało 20 minut.
Ostatecznie pociąg wyjechał z Katowic z 45 minutowym opóźnieniem. Czekaliśmy podobno na... maszynistę.

Ale jeszcze pół godziny po planowym odjeździe pasażerowie nie byli pewni czy siedzą we właściwym pociągu i dopytywali się o to przechodzącej konduktorki.
Muszę jednak przyznać, że to InterRegio (w którym właśnie siedzę) prezentuje się zupełnie nieźle. Za cenę trzykrotnie niższą niż w IC mam nawet gniazdko do komputera. Lubię Przewozy Regionalne, bo ta znienawidzona przez decydentów, regularnie pozbawiana możliwości działania, taboru itp. firma ma czasem przebłyski tego, co zupełnie zatraciło się PKP IC – troski o klienta.

Moje zaciekawienie budzi jednak następujący fakt. Wyświetlacze działają, niewyświetlany jest tylko ten właśnie konkretny pociąg. I to właśnie Przewozów Regionalnych, które jak wiadomo stały się w Katowicach obiektem niezbyt udanej operacji wojennej.

To oznacza, że na nowo (za ciężkie pieniądze zbudowanym) dworcu ktoś prowadzi sobie jakąś własną prywatną wojenkę używając pasażerów jako zakładników. Zadziwiające, że w kraju aspirującym czasem do duchowego przewodnictwa w Europie taka sytuacja jest do pomyślenia.

Stan kolei jest miernikiem poziomu cywilizacyjnego danego kraju. W Polsce, niestety, przyjęło się postrzegać kolej jako przedsiębiorstwo, a nie instytucję użyteczności publicznej i podstawowy wyznacznik stanu infrastruktury. Politycy wszelkiej maści jeżdżą raczej samochodami, a ich znajomość pociągów ogranicza się do wiersza Tuwima. Wielu moich znajomych również przeciera oczy ze zdumienia słysząc w moich ustach słowo „pociąg”. Udało się zniszczyć zwyczaj i kulturę używania kolei; wsiadania w pociąg.
Zainwestowano góry euro w remont dworców i linii kolejowych. Jednocześnie nie pomyślano o tym, że ich celem nie jest tylko sprawne wydanie jak największej ilości pieniędzy unijnych. Zapomniano, że te remonty mają czemuś i komuś służyć. Poczyniono wielki, epokowy krok w dziele odzwyczajania ludzi od jeżdżenia koleją (trzeba być niespełna rozumu aby teraz wsiadać np. do pociągu z Katowic do Krakowa – dzięki prowadzonym na kolei remontom rozwinęła się niezawodna i znacznie lepiej funkcjonująca sieć połączeń autobusowych).
Stąd idące z góry przyzwolenie na to, czego byłem w Katowicach świadkiem.

Rozumiem również , że autor tego, co eufemistycznie określę jako zamieszanie w Katowicach (a co jest po prostu zwykłym kryminałem) pozostanie bezkarny.
Z czystej ciekawości chętnie dowiedziałbym się jednak co tak naprawdę zdarzyło się na nowiutkim dworcu w Katowicach. I kto komu chciał dokopać.

 

 

niedziela, 9 grudnia 2012

O organach wirtualnych i technologii słów kilka jeszcze


Nasze spotkanie wywołało pewne poruszenie w organowym światku.
Wiele dyskusji, reakcji ...

Stąd wydaje mi się, że sprawa zasługuje na jeszcze jeden wpis. Dotyczący strategii ochrony dawnych wartości. Czytaj : dawnych organów.  I naszej reakcji na nowe technologie.

Chyba nikt nie wątpi, że sprawa rekonstrukcji historycznych instrumentów leży mi jak najbardziej na sercu.  Sądzę, że mój poprzedni wpis jest jednoznaczny.
Uważam jednak, że podejście polegające na negowaniu istnienia innych technologii bądź zabranianiu kontaktów jest po prostu nieskuteczne. Chyba wręcz śmieszne. Nie sprawdziło się w wypadku żadnego innego instrumentu (no, klawesyn się jeszcze nieźle broni; dźwięk bardzo nieprzewidywalny...).
Co zatem nam wolno? Możemy tworzyć warunki dla tego, aby te technologie służyły sprawie organów. Definiować sytuacje, w których inwestor ma obowiązek zastosowania dawnej technologii. Nie da się jednak zadekretować zaprzestania badań i rozwoju instrumentarium.

O historyczne organy, ich rekonstruowanie, restytucję, ochronę walczmy zatem mądrze i skutecznie.

A poniżej ciekawostka - nasz klawesyn z podwieszoną klawiaturą pedałową. Może być wykorzystywany również jako kontuar wirtualnych organów.



Zdjęcia towarzyszące temu wpisowi tym razem mojego autorstwa.

Petra Matějova w Katowicach


Czasem wystarczy jeden akord, czy kilka zagranych po sobie dźwięków, aby przekonać się o klasie muzyka.
Tak jest właśnie w wypadku Petry Matějovej, która właśnie prowadzi kurs interpretacji na historycznym fortepianie w katowickiej Akademii Muzycznej. Kilka zagranych przez nią sekwencji (kiedy starała się zilustrować konkretne problemy wykonawcze) było na wagę złota.

Dzisiaj wysłuchaliśmy również wykładu, który bardzo dobrze odpowiadał mojemu ideałowi wykładu (pracy magisterskiej, doktorskiej...):  Virtuosity and question of tempo in the early 19th century. Wykładu, który nie był bełkotem o wszystkim i niczym. Wychodząc od konkretnego przykładu cyklu rapsodii Jana Hugo Vořiška Petra przekazała nam ogrom wiedzy na temat kryteriów doboru właściwego tempa w muzyce wczesnego romantyzmu. Tak naprawdę jednak zmusiła nas do nowego spojrzenia na kwestię doboru tempa w muzyce każdej epoki.
Mamy zatem okazję z pracy z osobą wielkiego formatu - kompetentną; o niezwykłej wiedzy, umiejętnościach i wrażliwości.
Zachęcam do zaglądania na kurs. Nie tylko klawesynistów. Nie tylko pianistów.
Ogromne podziękowania dla Katarzyny Drogosz, która kurs organizuje.

 A tak na marginesie... Gorzka raczej uwaga. Od kilku lat organizuję, współorganizuję i pomagam w organizacji tego typu wydarzeń. Zauważam dziwną prawidłowość, że studenci skrzętnie pomijają właśnie te kursy, które z punktu widzenia ich grania, ich potrzeb, ich problemów przyniosłyby najwięcej korzyści. Jeśli tylko spotkanie dotyczy nominalnie innego instrumentu niż ten przypisany do ich wąskiej specjalności. Klawesynista pominie zatem kurs z wybitnym pianistą; a pianista chętniej zostanie wtłukiwać gamy w domowym zaciszu niż narazi się na ryzyko weryfikacji utartych poglądów.  Organista uważa własny instrument za odmienny od wszystkich innych. Jeśli tylko nie stworzy się planu i nie każe (co za słowo w wolnej podobno umysłowo przestrzeni uczelni, akademii, uniwersytetu) się stawić na konkretną godzinę. Smutne to. Prawdopodobnie wzbogaciła się oferta zajęć, ale ta nieumiejętność studiowania, nieumiejętność wyboru z szerokiej oferty rzeczy potrzebnych jest co najmniej zatrważająca.

Zatem sława tym, którzy byli i widzieli. Oni zwyciężą.
A na osłodę jeszcze  garść spontanicznie wykonanych zdjęć w ciemnej dość Auli im. Szabelskiego.
 



 

 

sobota, 8 grudnia 2012

Mark Caudle i jego consort

Mark to jedna z najpiękniejszych postaci ruchu muzyki dawnej w Polsce. Jest z nami już od ponad dwudziestu lat; ja po raz pierwszy zetknąłem się z nim jako student z zapartym tchem śledzący kurs i koncert zespołu "The Parley of Instruments" Petera Holmana w Łodzi. W jaki sposób "spiknięto" nas potem; już nie pamiętam... W międzyczasie Mark osobiście związał się z Łodzią. A potem często (choć zdecydowanie zbyt rzadko grywaliśmy razem), czasem w duecie.
Już wiele lat temu próbowałem ściągnąć Marka do Katowic. Ale fakt, że ktoś tak wybitny, jeden z pionierów muzyki dawnej jest na miejscu, do wzięcia robił w tamtych czasach wrażenie tylko na mnie. No, może jeszcze na ludziach, którzy wtedy mieli do gadania jeszcze mniej niż ja. Udało mi się dopiero trzy lata temu. Mark na bardzo skromnych warunkach współpracuje z naszą Katedrą Klawesynu i Historycznych Praktyk Wykonawczych. Jest uwielbiany przez studentów, cicho i dyskretnie robi swoje nigdy nie użalając się na coraz gorsze kolejowe połączenia między Łodzią a Katowicami.
Mark posiada fantastyczny dystans i klasę. Nigdy nie słyszałem, aby kogokolwiek wprost krytykował. Przy czym nigdy nie jest to ukrywanie prawdy, czy koniunkturalne milczenie. To po prostu klasa wyrażająca się w skromności i dyskrecji. Mark nie tylko gra (wiola da gamba, wiolonczela); jest również lutnikiem budującym własne instrumenty i doradzającym innym. Ale jest to ktoś, kto własnej wielkości nie okazuje na zewnątrz.
Uważam, że  to nasze niewyobrażalne szczęście , że ktoś tego formatu jest między nami.

I oto w Katowicach - na koncercie 7 grudnia nowe markowe dziecko: sześciu wiolistów zjednoczonych w Newtown Consort (ze wsparciem sopranistki Dagmary Świtacz). Cicha, szlachetna, klimatyczna muzyka.  Bardzo chciałbym, aby ta unikalna w polskich warunkach inicjatywa stworzenia stałego i regularnie grającego consortu przetrwała.



Tego właśnie Markowi życzę. A przy okazji chciałbym mu za to wszystko, co dla nas zrobił i wciąż robi z całego serca podziękować.