niedziela, 9 grudnia 2012

Petra Matějova w Katowicach


Czasem wystarczy jeden akord, czy kilka zagranych po sobie dźwięków, aby przekonać się o klasie muzyka.
Tak jest właśnie w wypadku Petry Matějovej, która właśnie prowadzi kurs interpretacji na historycznym fortepianie w katowickiej Akademii Muzycznej. Kilka zagranych przez nią sekwencji (kiedy starała się zilustrować konkretne problemy wykonawcze) było na wagę złota.

Dzisiaj wysłuchaliśmy również wykładu, który bardzo dobrze odpowiadał mojemu ideałowi wykładu (pracy magisterskiej, doktorskiej...):  Virtuosity and question of tempo in the early 19th century. Wykładu, który nie był bełkotem o wszystkim i niczym. Wychodząc od konkretnego przykładu cyklu rapsodii Jana Hugo Vořiška Petra przekazała nam ogrom wiedzy na temat kryteriów doboru właściwego tempa w muzyce wczesnego romantyzmu. Tak naprawdę jednak zmusiła nas do nowego spojrzenia na kwestię doboru tempa w muzyce każdej epoki.
Mamy zatem okazję z pracy z osobą wielkiego formatu - kompetentną; o niezwykłej wiedzy, umiejętnościach i wrażliwości.
Zachęcam do zaglądania na kurs. Nie tylko klawesynistów. Nie tylko pianistów.
Ogromne podziękowania dla Katarzyny Drogosz, która kurs organizuje.

 A tak na marginesie... Gorzka raczej uwaga. Od kilku lat organizuję, współorganizuję i pomagam w organizacji tego typu wydarzeń. Zauważam dziwną prawidłowość, że studenci skrzętnie pomijają właśnie te kursy, które z punktu widzenia ich grania, ich potrzeb, ich problemów przyniosłyby najwięcej korzyści. Jeśli tylko spotkanie dotyczy nominalnie innego instrumentu niż ten przypisany do ich wąskiej specjalności. Klawesynista pominie zatem kurs z wybitnym pianistą; a pianista chętniej zostanie wtłukiwać gamy w domowym zaciszu niż narazi się na ryzyko weryfikacji utartych poglądów.  Organista uważa własny instrument za odmienny od wszystkich innych. Jeśli tylko nie stworzy się planu i nie każe (co za słowo w wolnej podobno umysłowo przestrzeni uczelni, akademii, uniwersytetu) się stawić na konkretną godzinę. Smutne to. Prawdopodobnie wzbogaciła się oferta zajęć, ale ta nieumiejętność studiowania, nieumiejętność wyboru z szerokiej oferty rzeczy potrzebnych jest co najmniej zatrważająca.

Zatem sława tym, którzy byli i widzieli. Oni zwyciężą.
A na osłodę jeszcze  garść spontanicznie wykonanych zdjęć w ciemnej dość Auli im. Szabelskiego.
 



 

 

1 komentarz:

Muzyka Weselna pisze...

Ojj tak jestem jej fanem :)