niedziela, 23 grudnia 2018

Porpora w Moskwie

A w ramach remanentu jeszcze migawki z koncertu z Capellą Cracoviensis w Moskwie - Germanico in Germania (Porpora)

https://www.facebook.com/inner.emigrant/videos/565653597216881/

Jeszcze o filharmonicznym Mesjaszu ...

Taki oto ciekawy wpis znalazłem na FB Kuby Burzyńskiego
Rzeczywiście, Martin Haselböck - związany przecież z ruchem historycznym - tu dyrygował solenniej, bardziej majestatycznie ... Co ciekawe, na próbach sporo pracowaliśmy nad lekkością i tanecznością, a na obu koncertach interpretacja - trochę chyba zaskakująco dla nas - poszła w kierunku pewnego monumentalizmu.
Co do znakomitego sola Krzysztofa Bednarczyka - w pełni się zgadzam !

Po wielu latach w FN pojawił się Mesjasz robiony własnymi siłami. Co wyróżniało tę produkcję, to niespodziewana praca, jaką wykonały smyczki - imponująca i... nieoczywista. Dopiero po czasie dochodziło do człowieka, że jeżeli to wykonanie trąci miejscami myszką, to raczej z powodu koncepcji dyrygenckiej (tempa, ekspresja), niż manier współczesnej, odpornej na eksperymenty orkiestry filharmonicznej. No szacunek, estetycznie wielki ukłon w stronę HIP, bez utraty godności i niezależności. Osobne brawa należą się trąbce Krzysztofa Bednarczyka, że się tak wyrażę  A klasę samą w sobie potwierdził znad klawiatury klawesynu niesamowity Marek Toporowski, bez jednej przypadkowej nuty i bez chwili nudy w najskromniejszych nawet recytatywach czy ariach. Piotr Wilczyński natomiast, świetnie registrując filharmoniczne organy, dał na nich mini koncert z chórem i orkiestrą we fragmencie All we like sheep...
A skoro o HIP mowa... Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o trzech epokowych nagraniach, z dziesiątek znakomitych. Przede wszystkim o nagraniu Christophera Hogwooda z roku 1980. U nas dostępny był na początku lat 90, dzięki pirackim kasetom JOYa i potem już na CD. Zjawisko, zauroczenie, od pierwszych nut. Paul Elliott jako wzorzec eterycznego tenora bez manier, Emma Kirkby jako głos tak naturalny, że aż boli, David Thomas retoryczny i potężny, Carolyn Watkinson niedoceniana w tym gronie, ale z perspektywy lat zdecydowanie godna pochwał, orkiestra cudownie brzmiąca, chór chłopięcy nie jakoś powalający, za to ogromnie klimatyczny. Całość zaś miała w sobie jeszcze coś ponadto, poza nutami i parametrami. Chyba do dziś nie do pobicia pod względem klimatu, czystości przekazu, braku nadęcia, sterylności z dużą dozą ciepła. Obok albumu CD powstało całościowe video, różniące się nieco detalami.
Na kolejne tej wagi nagranie trzeba było poczekać do 1997 roku, gdy niechętnie, acz z morderczą precyzją zabrał się za Mesjasza Paul McCreesh. Modelowe pod każdym względem - retoryki, solistów (Charles Daniels! Susan Gritton!), orkiestry i przede wszystkim bosko perfekcyjnego chóru. Co ciekawe, punktem wyjścia była tu ta sama wersja partytury, co u Hogwooda (Foundling Hospital), tym większa frajda w porównaniach. Jeżeli ktoś chce odważnego, wirtuozowskiego Mesjasza ale bez zbędnej brawury i przejaskrawień - nie ma lepszego wykonania. I to może być także wadą tego nagrania, takie dotarcie do ściany w kwestii, na co stać najlepszych możliwie wykonawców barokowych w Mesjaszu.
Wkrótce po tym, w 1999, pojawiła się produkcja tak śmiała, że aż niewyobrażalna. Przede wszystkim pomyślana jako ścieżka dźwiękowa do filmu autorstwa Williama Kleina, poruszającego najróżniejsze struny ludzkiej wrażliwości społecznej, religijnej czy politycznej. Właśnie ze względu na film, pojawiają się tam muzyczne wtręty z innej bajki - a to chór afrykanerów, a to więźniowie śpiewający fragmenty Mesjasza między wykonaniem głównym, jakim jest wersja Marca Minkowskiego. I to właśnie jemu oberwało się najwięcej za to, co zrobił z partyturą Haendla. To jazda bez trzymanki, spacer - lub raczej: bieg - po linie nad przepaścią, teatr operowy bez oglądania się na dotychczasową tradycję, epatowanie ekstremami temp, ekspresji, dynamiki, estetyki. Przy pierwszym słuchaniu może się zdawać, że ktoś puścił chóry w przyspieszonym tempie (począwszy od pierwszego, And the glory, z kulminacją szaleństwa w turba He trusted), ale gdy wejdzie się głębiej w tę koncepcję, szuka się potem jej echa w każdym kolejnym Mesjaszu, jakiego się doświadcza (tryle w Behold the Lamb! W końcu selektywne triole w Why do the nations! Ponadczasowe He was despised). Bo tak jak Klein zadał w swym filmie wiele milczących pytań-oskarżeń, Minkowski przekroczył wiele muzycznych granic, jakby mówił: serio? tak żeście zaskorupieli w swych wygodnych wykonawczych konwencjach? posłuchajcie, o czym może być ta muzyka. Dla mnie remedium na wszelkie "tak powinno się grać barok". Czysto ecowskie "ma gavte la nata". Niestety, w sieci nie ma filmu, bez obrazu szok wydaje się jeszcze większy 

sobota, 22 grudnia 2018

Nowa płyta REVERSIO. Baroque with a Difference. Litewskie birbyne w akcji.


Chyba nie ma piękniejszego dętego instrumentu niż ten litewski klarnet. Cudowne brzmienia, można posmakować na :
https://promo.theorchard.com/kxpK8iKqoHEfESMEx1Ny

Dwa razy Mesjasz



Koncerty w Filharmonii (Narodowej) mojego rodzinnego miasta są dla mnie zawsze wyjątkowe.
To miejsce, które w niewielkim tylko stopniu się zmieniło. Miejsce, w którym jako młody człowiek - uczeń, student,  - bywałem wciąż i wciąż, które było dla mnie synonimem muzycznego luksusu, wielkiego świata; miejsce, które ukształtowało moje marzenia o karierze muzyka. Że ja też kiedyś ... tam ...no właśnie ...
Są już w Polsce efektowne, nowoczesne, dopieszczone akustycznie sale koncertowe. One jednak tradycję bywania dopiero budują.
Filharmonia Narodowa ustępuje na pewno pod wieloma względami tym nowym miejscom; swojej tradycji na nowo budować jednak nie musi. Ta tradycja już jest, a ja osobiście mam moją własną historię wysłuchanych i zagranych tu koncertów, spotkań i fascynacji.
Ciepłe i bliskie to dla mnie miejsce.
Niesamowite jest też spotykanie ludzi, których znam jednak bardziej niż przelotnie; spotkanie z kolegami ze szkoły, muzykami, którzy brali udział w firmowanych przeze mnie projektach oratoryjnych z czasów Sine Nomie & Concerto Polacco ... to nawet trudno określić, ale tak - jestem warszawiakiem!

Mesjasza gram już w FN po raz drugi; według programu ostatni raz - 17 lat temu - z Kazimierzem Kordem; wielkim propagatorem muzyki oratoryjnej.
Drugi raz grałem również z Martinem Haselböckiem - ostatnio "Pory roku"Haydna dwa lata temu.
Dyrygent sporo mówił o budowaniu dramaturgii Mesjasza. Co ciekawe: piątkowy i sobotni koncert właśnie pod tym względem; zupełnie różnego narastania emocji, innego rozłożenia punktów kulminacyjnych; bardzo się od siebie różniły.
Dużo mocnych punktów: soliści, świetnie brzmiący chór, wiele znakomicie wykonanych partii instrumentalnych; pozwalam sobie jednak selektywnie wyrazić mój subiektywny podziw dla kunsztu mojego przyjaciela - Piotra Wilczyńskiego, który fantastycznie okiełznał wielkie filharmoniczne organy nadając temu wykonaniu rzadko spotykaną moc i wielkość.




czwartek, 20 grudnia 2018

Mesjasz z Martinem Haselböckiem

Bardzo cieszę się już na ten koncert. Każde spotkanie z Martinem Haselböckiem w roli dyrygenta  jest okazją do wzięcia udziału w doskonale przygotowanym przedsięwzięciu oratoryjnym. Haselböck emanuje radością muzykowania; a dobrą atmosferę i entuzjazm potrafi przekazać dalej. Sporo o wykonywanej muzyce opowiada znajdując w niej ciekawe skojarzenia, jednocześnie nie przerywa co chwilę, daje pograć i rozkręcić się. Uwagi dotyczą zawsze muzyki, nie są nigdy oceną czy krytyką ... niby oczywiste, a jednak ...
Potrafi zbudować brzmienie orkiestry, a co dla nas - klawiszowców ważne - zdaje też sobie sprawę ze znaczenia klawiszowego continuo i wie jak wkomponować je w całość by było bardziej efektywne i efektowne.

Zachęcam do słuchania internetowej transmisji na youtubowym kanale Filharmonii Narodowej. (sobota 22 grudnia 2018).

https://www.youtube.com/watch?v=4VKlLSxhrFs

sobota, 17 listopada 2018

Anioł i diabeł. Christoph Urbanetz we Floriance.


Ważny i przyjemny dla mnie koncert. Christoph Urbanetz jest nie tylko pewnym i niezawodnym wykonawcą, potrafi również porwać publiczność fascynującą interpretacją. Po raz kolejny zdałem sobie sprawę jak ważna jest we francuskiej muzyce - narzucającej przecież w dużym stopniu sztywny gorset reguł i zasad - osobowość wykonawcy.
Christoph znakomicie ułożył program, udało mu się też utrzymać dramaturgię wieczoru od początku do końca.
Zastanawiałem się - czy jest bardziej Aniołem wioli jak Marin Marais, czy diabłem jak Forqueray. W obie role wcielał się jednak z równym powodzeniem!

czwartek, 25 października 2018

Już jest! Lietuviška Birbynė



Właśnie ukazała się "fizyczna" wersja dostępnej już od pewnego czasu cyfrowo płyty zawierającej muzykę XVII wieku ze źródeł polskich i litewskich. Jej niecodzienność polega na tym, że w roli instrumentów sopranowych wystąpiły litewskie klarnety birbynė (Darius Klišys i Eugenijus Čiplys); instrumenty bardzo przypominające brzmieniem renesansowy cynk, bardzo naturalnie wpisujące się jednak w estetykę tej muzyki, nadające też płycie specyficznie litewski koloryt. Grając z litewskimi kolegami zawsze mam wrażenie, jakby grali na instrumentach, na które właśnie została napisana ta muzyka. Tym bardziej, że staraliśmy się o stylowość w wielu aspektach (m.in. temperacji...) 

Poza  tym - fantastycznie jak zwykle grający na wioli Krzysztof Firlus, oraz my - Irmina i Marek na instrumentach klawiszowych. Tych ostatnich jest sporo: włoski klawesyn, lutniowo brzmiący klawesyn wirginałowy firmy Scheer & Vogel, zbudowany przez nas maleńki szpinecik, pozytyw i cudnie "ustawione" pod względem intonacji i temperacji przez Tomasza Orlowa małe organy kościoła św. Jana Nepomucena w Brennej Leśnicy. 
Słuchacze znajdą na tej płycie wiele XVII-wiecznych przebojów: canzony Mielczewskiego, canzony i concerti Jarzębskiego, utwory z rękopisu 10001 Bibl. Jagiellońskiej, dużo małych kompozycji z Tabulatury Oliwskiej (Braniewskiej) i tzw. Tabulatury Żmudzkiej. Wreszcie utwory Tarquinio Meruli, który w Polsce działał. Małe acz interesujące  kompozycje klawiszowe wiele zyskały jako preludia, postludia i intermedia do większych kompozycji kameralnych. Świetnie jak zwykle sprawdził się w warunkach nagraniowych wirginałowy klawesyn, znakomity w muzyce późnego renesansu. Bardzo zadowoleni jesteśmy też z Irminą z nagrania 3 canzon Jarzębskiego rozłożonych między klawesyn wirginałowy i szpinet, brzmienie przypomina consort lutniowy ...
Przede wszystkim udało się chyba zrealizować płytę "do słuchania", zgrabną miksturę różnych brzmień i składów pokazującą bogactwo inwencji i szlachetne piękno muzyki późnego renesansu. 
Jestem dumny, chyba jedno z ładniejszych nagrań muzyki tego okresu ...

PS Płyta pokazana została po raz pierwszy wczoraj (24.10.2018)  w Marijampolu przy okazji koncertu złożonej z polskich i litewskich muzyków orkiestry festiwalowej. Tu graliśmy też późniejsze utwory, w których birbynė były w niektórych utworach "cynkami", w niektórych "barokowymi obojami" i w obu rolach sprawdziły się znakomicie! A polsko-litewskie spotkanie zostało uzupełnione o przedstawicielkę Ukrainy (ukraiński flet prosty - sopiłka, o której już wielokrotnie na tym blogu pisałem) - Bożenę Korczyńską. Ależ świetnie grali z Krzysztofem Firlusem znany fletowo-gambowy koncert Telemanna! 

To jeszcze raz pokazuje, że muzyka jest spotkaniem. A w każdym razem spotkaniem być powinna ...