czwartek, 11 kwietnia 2013

Projekt naukowy - warsztaty

Trwają działąnia związane z projektem naukowym, który realizuję wspólnie z Markiem Pilchem i Katarzyną Drogosz.
Ważną część tego projektu stanowią warsztaty strojenia, jakie przeprowadzamy w szkołach muzycznych.
Poniżej kilka zdjęć z zajęć prowadzonych przez Katarzynę Drogosz w Liceum Muzycznym im. Karola Szymanowskiego w Warszawie przy ul. Krasińskiego.
Przy okazji - w niedzielę w zabrzańskim Fortepianarium (Hagera 41) - koncert Katarzyny Drogosz, Dorothei Schoenwiese i Annie Laflamme. 









Kulturpreis Schlesien dla prof. Helgi Storck

Niezwykle pomyślna wiadomość; jedna z najwybitniejszych i  najpiękniejszych postaci katowickiej Akademii - prof. Helga Storck otrzymała prestiżową nagrodę Kulturpreis Schlesien 2013.
Nagroda przyznawana jest przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych landu Niedersachsen i zawsze otrzymuje ją - Niemiec (w tym wypadku właśnie prof. Storck) i Polak (historyk Andrzej Niedzielenko).

Bardzo się cieszę; trudno mi wyobrazić sobie kogoś kto bardziej na taką nagrodę by zasługiwał; zarówno pod względem poziomu profesjonalnego, działania na rzecz integracji międzynarodowej, wreszcie ludzkiej po prostu klasy.



Nie ukrywam, że Pani Profesor jest jedną z moich ulubionych muzycznych indywidualności.
Stąd, moje  serdeczne, osobiste, przepełnione radością, gratulacje i życzenia (pewnie bardziej dla nas ...) by przeszkód było jak najmniej.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Dziś, wczoraj i przedwczoraj ...

... spotkały mnie miłe muzyczne przygody.

Dziś. W Zabrzu. W ramach „Muzycznego Klubu Fortepianarium” na moim fortepianie stołowym (to Rädecker, I poł. XIX wieku, instrument iście wirtuozowsko zrekonstruowany przez Matthiasa Arensa) zagrali Ewa Danilewska i Michał Biel. Śpiewała Justyna Kopiszka (o niej tu jednak mniej; z mojej strony to hołd klawiszowca dla klawiszowców!). Ewa i Michał grali fantastycznie; kocham przecież ten subtelny instrument, ale że zdolny jest do aż tak cudownych barw to jeszcze nie wiedziałem. Mimo skrzypiącego pedału, którego nie udało mi się wyregulować przed koncertem , Ewa i Michał subtelnie i wrażliwie malowali dźwiękami bajkową, romantyczną scenerię. W takiego Schuberta można było tylko zamknąwszy oczy zasłuchiwać się głęboko wyobrażając sobie obrazy Caspara Davida Friedricha. O tak!
Dziękuję! 

Wczoraj. W uroczym radiowym studiu im. Szpilmana w Warszawie. Five o’clock w radiowej Dwójce – muzyczny i werbalny show saksofonistki Aliny Mleczko. Z moim niewielkim udziałem, dzięki któremu mogłem tam być i słuchać fascynująco skonstruowanego przez Alinę programu.
A na zdjęciach : Alina in action !


Przedwczoraj. W Teatrze Stanisławowskim w warszawskich Łazienkach. Z Musicae Antiqua Collegium Varsoviense – orkiestrą barokową Warszawskiej Opery Kameralnej. W programie drottningholmska suita Johanna Helmicha Romana – ciekawe: pewnie napisana dla takiego, właśnie teatralnego wnętrza. Osiemnastowieczny teatr w Łazienkach to najwspanialsza teatralna akustyka, z jaką kiedykolwiek się spotkałem. Przestrzeń dla kotłów, trąbek i rogów; a jednocześnie wyrazistość, przejrzystość, brak „przesterów”. Ciekawie gra się z orkiestrą, w której osobiste, muzyczne przygody przeżywałem prawie z każdym z muzyków. Okoliczność bardzo dla dyrygenta przyjemna; wręcz komfortowa (mam nadzieję, że i przy kolejnych wspólnych występach tak pozostanie...). Zupełnie przypadkowo moje drogi z Warszawską Operą Kameralną nigdy się dotychczas nie schodziły, choć zawsze potocznie  byłem z tą instytucją kojarzony! Kiedy grałem na klawesynie w Teatrze Wielkim prawie wszyscy brali mnie za desant z WOK-u...  Owszem, wcześniej, moje drogi niedoświadczonego jeszcze słuchacza ... Jako uczeń chodziłem na prawie każdy koncert. Na niektóre, wiele razy. Nigdy nie zapomnę pięknych plakatów z Dzieciątkiem Jezus anonsujących koncerty w ewangelickiej rotundzie na Pl. Małachowskiego. WOK był w czasie zapadłej Komuny jedyną chyba instytucją proponującą koncerty już wtedy ukochanej przeze mnie „dawnej muzyki”. Nie jestem w stanie dziś obiektywnie ocenić ich poziomu, ale niewątpliwie była to jedyna w swoim rodzaju, unikalna propozycja programowa. I bardzo dlka mnie w tamtym czasie ważna. Potem często bywałem na przedstawieniach w malutkim teatrze. Ale te artystyczne drogi jakoś uparcie spotkać się nie chciały, choć może powinny były?

W każdym razie, bogaty tydzień ...

piątek, 29 marca 2013

Jak pisać o muzyce - subiektywnie czy obiektywnie?

Muzyk taki jak ja - mocno zaplątany w akademicką sieć często stoi przed dylematem: „Jak o muzyce pisać? Jak o muzyce mówić?”
Może nawet nie chodzi tu o muzykę jako taką; ale o konkretne zjawiska, których nie da się pomieścić w ramach precyzyjnego matematycznego opisu.
Doświadczenie to jest dla mnie – muzyka zaangażowane w ruch „historycznie uświadomionego wykonawstwa” czy „historycznie uświadomionych praktyk”; w uproszczeniu tzw. „muzyki dawnej” – szczególnie ostre.  Bo przecież każdy chyba się zgodzi, że między wykonawstwem tradycyjnym, akademickim a tym „historycznie uświadomionym” jest olbrzymia czasem przepaść estetyczna (choć ostatnie lata przynoszą coraz większe przenikanie się postaw; fuzję poglądów, wzajemne podglądanie i wymianę – różnie zresztą oceniane). Jeśli wybieram wykonawstwo historyczne jako moje to dlatego, że z różnych powodów uważam je za „lepsze”, „piękniejsze”, czy nawet „doskonalsze”.
Często staję przed potrzebą przekonania innych – nieprzekonanych, czasem nieprzekonywalnych lub choćby wyjaśnienia muzykom „innej konfesji” skąd wzięła się moja postawa, na jakich to filarach opieram moje artystyczne przekonania. I nie da się tego zrobić za pomocą samych tylko suchych historycznych faktów; w jakiś sposób muszę odwołać się do określeń wartościujących – pojęcia piękna, czy nawet dobra, szlachetności ... Trochę tak jak dawni autorzy, którzy muzyce przypisywali własności etyczne właśnie. Takie zaś określenia mogą jednak budzić sprzeciw drugiej strony.
Nauka akustyki bardzo dokładnie ukazuje nam źródło takiej dychotomii; nie da się rozwiązać podstawowych akustycznych sprzeczności za pomocą matematyki. Wszędzie wartości niewymierne, przybliżenia ... Stąd również siła muzycznej sztuki – ta ontologiczna „nierówność”, nieprzystawalność opisu matematycznego do dźwiękowej rzeczywistości. Konieczność przybliżeń, kompromisów stoi u samego podłoża muzyki.
Ostatnio „testowaliśmy” strój naturalny. Możliwy do osiągnięcia w pewnym ograniczonym zakresie. W akordzie durowym mamy tam czyste tercje wielkie oraz czyste kwinty. Doskonałość. Harmonia sfer. Ale – może – trochę też nudne takie brzmienie ...
Ostatnio dużo o tym myślę. Prowadzone przeze mnie badania; warsztaty strojenia z młodzieżą każą poszukiwać języka prostego, klarownego; jednocześnie nieskażonego subiektywizmem rozumianym jako wykluczanie innych poglądów z kręgu dyskusji. Ale – apelującego jednak do wyobraźni, fantazji, wrażliwości ...

Bardzo leży mi na sercu również to, aby pisane w Polsce: w polskich akademiach muzycznych (i jednym muzycznym uniwersytecie) prace – te licencjackie, magisterskie, doktorskie i habilitacyjne (nazwa wbrew pozorom nie zawsze oddaje różnicę poziomu merytorycznego) były pracami mądrymi. A praca mądra – to praca, która nie jest pracą pseudonaukową, sztuczną, o pseudonaukowym tytule i ułomnej konstrukcji. Pracą mylącą opinie z faktami. Często niestety muzycy przyjmują bezkrytycznie utarte poglądy za „fizykalną” rzeczywistość. Znam niestety wiele takich prac. Praca mądra to praca, która może być subiektywna w sensie opisu własnego postrzegania zjawisk estetycznych, historycznych, akustycznych ... To praca, która może być obiektywna – jeśli przekonywująco dokumentuje fakty i wyczerpująco podaje źródło informacji.
W zasadzie banał; ale jakże często nieuświadamiany.

Zachęcam zatem piszących o muzyce do uważnej inspekcji własnych poglądów. Określenia estetyczne stanowią budulec dyskusji o muzyce; czasem jedyny prosty i komunikatywny sposób ujęcia, skrótowego niejako przedstawienia złożonych zjawisk. Piszący winien jednak mieć świadomość kiedy wchodzi na śliski grunt subiektywnych ocen i zachować w stosunku do nich należyty dystans.

 

wtorek, 5 lutego 2013

Przyjmę używane organy, fortepian ...może do Fortepianarium ?

Fortepianarium działa; w każdą pierwszą niedzielę miesiąca organizujemy koncert.
Chciałbym dalej wzbogacać posiadane przez nas instrumentarium.
Tym bardziej, że z fortepianami w Polsce różnie się dzieje. Kultura poszanowania instrumentów przedstawia do życzenia ... wiele :




Na pewno wielu z czytelników bloga wie o dziwnych instrumentach; nieprzydatnych już praktycznie i zawadzających gdzieś fortepianach, lub analogowych, "przestarzałych" instrumentach elektronicznych. Chcielibyśmy docelowo skompletować reprezentatywną kolekcję - tak fortepianów, jak i "analogów".

Będę wdzięczny za informacje.
Proszę pamiętać, że zamiast wyrzucać instrument - może jest szansa znalezienia dla niego nowego miejsca ?

A do Zabrza, do Fortepianarium w Domu Kawalera na Ludwiga Polu nieustannie zapraszam.

Cieszę się również z dyskusji na temat wirtualnych i cyfrowych organów.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ma ona również pewien koloryt "komercyjny" i nie jest tylko ideowym sporem dotyczącym wyższości jednej technologii nad drugą.

Sądzę jednak, że ta wymiana poglądów jest cenną wartością i wszystkim komentatorom serdecznie dziękuję !

czwartek, 31 stycznia 2013

Antoinette Lohmann w Katowicach





Mały remanent wydarzeń bardzo bogatego dla mnie w wydarzenia stycznia. Z pewnym opóźnieniem relacjonuję wizytę , specjalizującej się w „historycznie uświadomionym” wykonawstwie skrzypaczki Antoinette Lohmann, wykładowcy Utrechts Conservatorium.

Jak zwykle starałem się zaprząc gościa do różnych zadań. Antoinette zatem poprowadziła jako koncertmistrz naszą Akademicką Orkiestrę Barokową ( „Weihnachtsoratorium” Bacha) , grała w tym koncercie partie solowe, uczyła w ramach warsztatów . Oczywiście, ciekawe dla mnie były również po prostu rozmowy przy kawie, na korytarzu ... taki osobisty i ciepły kontakt z gościem.





Ujęła nas finezyjnością gry; pełną cieniowania, niuansów; wolną od chęci produkowania „na siłę” nośnego dźwięku (takie siłowe granie, chęć udowodnienia za wszelką cenę, że barokowe brzmią nie ciszej od współczesnych to częsta cecha polskiej wiolinistyki historycznej. Moim, a może nie tylko, subiektywnym zdaniem.). Najlepiej chyba było to słyszalne wtedy kiedy Antoinette pokazywała muzykę francuską i właściwy, jej zdaniem, sposób wykonania maniery inégalité ... Antoinette jest w tym po prostu super!








 
Myślę, że te zdjęcia (spontaniczne, czasem wykonywane przeze mnie znienacka komórką) dobrze pokazują atmosferę spotkania...