niedziela, 19 lutego 2017

Fortepian Mozarta nie tylko dla muzyki Mozarta


Pięknie wyszła nam sesja prezentująca kopię fortepianu Waltera z 1782 roku – zdumiewającego dzieła Roberta Browna. Instrument, w którym nie sposób się od pierwszego wejrzenia (raczej od pierwszego dotknięcia) zakochać. Instrument o mocnym, ciepłym dźwięku, jednocześnie tak fantastycznie retoryczny i „gadający”. Ta druga cecha najprawdopodobniej dzięki specyficznemu ograniczeniu powierzchni płyty rezonansowej (podział płyty na część rezonującą i nie dobrze widać na zdjęciach).




Mógł do nas przybyć dzięki Robertowi Brownowi, dzięki któremu mogliśmy nieodpłatnie z instrumentu skorzystać oraz Katarzynie Drogosz, która go do Krakowa własnym sumptem i transportem dostarczyła.
Dobrej jakości zdjęcia zobaczyć można tu:

Pierwszego dnia Robert Brown dokonał prezentacji instrumentu. To, co niewidoczne na pierwszy rzut oka (a tak znaczące dla brzmienia i specyfiki tego modelu) zostało pokazane na zdjęciach. Potem pierwszy koncert. Niezwykle ciekawa muzyka kameralna Józefa Elsnera, wciąż niedocenianego w błyskotliwym wykonaniu Katarzyny Drogosz panującej nad każdym odcieniem barwy fortepianu i jej znakomitych partnerów - Roberta Bachary i Teresy Kamińskiej. Potem małe wprowadzenie w świat muzyki czeskiej. Petra Matějová w utworach Vořiška i Tomaška. Szczególnie sonata Es-dur tego ostatniego z przepiękną As-durową, pełną zaskakujących modulacji częścią zrobiła piorunujące wrażenie.
Warto przy tej okazji, że Petra zarejestrowała komplet sonat tego znakomitego wirtuoza fortepianu.
Zaprosiłem ją również do wygłoszenia wykładu o problematyce doboru tempa w epoce, w której pojawił się już metronom Winkela (znany jako metronom Mälzla, który Winkelowi pomysł ukradł).
A potem jeszcze dwa koncerty : Tria Ohne Worte (Joanna Owczarek, Przemysław Wiśniewski i Maria Misiarz), w którym mogliśmy podziwiać wspaniałe współdziałanie artykulacyjne prawej ręki wykonawczyni z fletem (o innych zaletach koncertu nie piszę, a było ich wiele!) oraz mój własny z udziałem mojej Żony, w którym zaprezentowałem muzykę wymagającą innych niż wiedeńskie „zalet charakteru”, zmuszającą do innej zupełnie pedalizacji – muzykę londyńskiej szkoły fortepianowej. A razem zagraliśmy jeszcze muzykę Mozarta i piękną, intymną 4-ręczną sonatę Kuhlaua.






Brak komentarzy: