Follow by Email

sobota, 13 maja 2017

O Polakach i Ukraińcach z boku.


Ten artykuł ma już kilka lat, ale dużo o nas mówi ...
Польсько-українські відношення об'єктивно ...
Автор на мою думку добре пояснює нашу ментальність.
Для мене, як поляка ця правда непроста...

piątek, 12 maja 2017

Ogromny sukces Krzysztofa Garstki. Trochę o klawesynowym konkursie w Pradze.

Polski klawesynista Krzysztof Garstka odniósł ogromny sukces przechodząc właśnie do finału międzynarodowego konkursu klawesynowego w Pradze (Pražske Jaro). Fantastyczne osiągnięcie, a poniżej napiszę - wraz z kilkoma refleksjami (oczywiście takimi, jakie są dozwolone dla mnie jako jurora) - dlaczego było to tak trudne.
Konkurs festiwalu "Praska wiosna" jest jednym z najważniejszych konkursów  na świecie. Co pięć lat zmagają się klawesyniści. Konkursów klawesynowych jest, jak wiadomo, coraz mniej, a ten nieustale zachowuje swoją rangę.
Program tegorocznej edycji nie jest łatwy. W pierwszym etapie należało wykonać Toccatę XII Georga Muffata bądź Toccata sopra l'assedio di Philipsburgo Pogliettiego, jeden z kontrapunktów z "Kunst der Fuge" (XIV lub XV) i dwa utwory Johna Bulla - In Nomine IX z wariacką dyminucją basu oraz popularne King's Hunt (Królewskie Polowanie).
Bardzo szybko okazało się, że wszyscy grają i nie ma osób naprawdę słabych, które łatwo odrzucić.
Program - ryzykowny (jakże łatwo pomylić się w takim In Nomine, a wszyscy zagrali prawie czysto!).
Wczoraj odbył się etap drugi. Jeszcze trudniejszy. Uczestnicy musieli wykazać się np. umiejętnością komponowania bądź improwizowania partimento - do wyboru były dwa z czterech "Probstücke" Matthesona, wykonania specjalnie napisanej, szalonej współczesnej kompozycji ("Harpsycho Petra Wajsara), kompetencją w zakresie stylu francuskiego (tu już zaproponowane przez uczestników utwory Francois Couperina) oraz wykonać Capriccio na odjazd najukochańszego brata Bacha.
Tu okazało się jeszcze trudniej! Każdy z dziesięciu uczestników zaprezentował coś w czym był zdecydowanie lepszy od innych.
Ostatecznie w finale znalazł się bardzo ciekawy amerykański klawesynista o nieco wczesno-leonhardowskim stylu gry Andrew Rosenblum, dwie czarujące dźwiękiem (łączącym klawesynowe piękno i śpiewność z fortepianową precyzją emisji) Rosjanki - Anna Kiskachi i Anastasiya Antonova oraz właśnie Krzysztof Garstka imponujący okrągłością dźwięku i wykończeniem fraz.

Bardzo serdecznie gratuluję. Fantastyczny sukces!
Finał w sobotę ...
W I etapie trzeba było wykazać się zupełnie innymi umiejętnościami niż w II. A w III znowu coś nowego - prowadzenie od klawesynu Koncertu potrójnego Bacha i wykonanie koncertu Martinu.

sobota, 29 kwietnia 2017

Zygmunt Antonik

Kolejne smutne pożegnanie.


Zygmunt Antonik to ktoś z kim na zawsze kojarzyć mi się będą Katowice, choć pierwszy raz poznałem go (ja - student jeszcze, on już znany i koncertujący organista) w Kamieniu Pomorskim, w domu pracy twórczej "Pod Muzami", kiedy niczym wicher wtargnął do sali i natychmiast rzucił się do pianina, aby zagrać jakiś jazzik.
Od moich pierwszych lat na Górnym Śląsku był obecny w moim życiu wyciągając mnie z murów uczelni na obiad, piwo, oglądanie zrobionych przez siebie zdjęć, wspólne słuchanie muzyki, gadanie o niczym ...Często po prostu plotki. Miałem wrażenie, że trochę kibicuje mojej działalności, wspiera to, co robię dobrym słowem.
Zygmunt był przede wszystkim chodzącym przeciwieństwem snoba. Potrafił wpaść do klasy z informacją, że w istniejącym jeszcze do niedawna barze "syfek" obok Akademii jest świetny bigos. Był świetny ... Albo wyjąć jakąś starą zakurzoną płytę, po którą żaden szanujący się, współczesny muzyk by nie sięgnął, bo było tam właśnie coś, co go zachwyciło ... I był w stanie przekazać i zarazić każdego swoim zachwytem i entuzjazmem.
Muzycznie wszystkożerny, w każdym gatunku dostrzegał coś ciekawego.
Organizował festiwal bachowski w katowickich (głównie) kościołach, na którym wszyscy graliśmy za darmo. Nudził dopóki, dopóty nie zgodziliśmy się grać, a potem zmuszał nas do wybrania tych utworów, które pasowały mu akurat do koncepcji.
Kiedy na jakimś festiwalu bardzo nie chciałem grać zaprosił mnie do siebie do domu. Na śniadanie czekały na mnie świetne naleśniki.
To u niego pierwszy raz spróbowałem pizzy z górą kapusty.
Gotował zresztą świetnie nie bojąc się żadnych eksperymentów.
Robił świetne zdjęcia i robił ich dużo. Oglądanie z nim było strasznie fajne, bo zmuszał do spojrzenia na nie swoimi oczami i dostrzeżenia rzeczy, których samemu by się nie dostrzegło. Tak samo jak z muzyką, płytami i wspomnianym już gotowaniem ...
Lubił szokować pikantnym językiem. To mogło czasem razić, ale zmuszało też do porzucenia własnej skorupy, otwarcia się i szczerości.
Od pewnego czasu nasze kontakty osłabły. Ja nie byłem już tak związany ze środowiskiem organowym Katowic, a On czuł się coraz gorzej i walczył z postępującą chorobą.

Dla mnie będzie symbolem pewnego minionego okresu w moim życiu. Wielu radości, śmiechu, fajnych przeżyć. Będzie Go nam brakowało.







poniedziałek, 20 marca 2017

22 Dni Bachowskie. Anna Woźniakowska o drugiej połowie festiwalu.

http://polskamuza.eu/blogi.php?autor=anna&id=307

Dni bachowskie. Dzień ostatni. Oratoryjnie.

O drugim koncercie, który odbył się tego dnia pisać mi – jako dyrygentowi -niezręcznie.
Zrealizowaliśmy studenckimi siłami Akademii – prawie bez dokooptowanych muzyków – duży koncert z trzema kantatami Bacha: 70 Wachet!Betet!Betet!Wachet!, 161 Komm du süsse Todesstunde oraz 21 Ich hatte viel Bekümmernis. Studenci wydziału wokalnego podzielili się partiami solowymi. Myślę, że o każdej interpretacji można by wiele dobrego napisać. Ale – jak powiedziałem – jestem za bardzo w środku tego wydarzenia. Wszystkim jestem bardzo wdzięczny i mam nadzieję, że jest to jeden z wielu naszych wspólnych oratoryjnych projektów, które bardzo chciałbym robić regularnie. Jeśli będą echa na pewno dam na blogu odniesienie.
Chciałbym jednak bardzo podziękować mojej katowickiej studentce – Marlenie Thiele (przedmiot Przygotowanie partii oratoryjno-kantatowych”), która bardzo szybko wskoczyła i dołączyła do krakowskiego składu. O potrzebie zaśpiewania duetu Duszy i Jezusa z kantaty 21 dowiedziała się w połowie piątku, w sobotę już stała z nami na próbie, a w niedzielę zaśpiewała bez pudła.
Również Andrzejowi Zawiszy, który zasiadł do organów pozwalając mi na spokojne „ogarnianie” całości za pomocą pałeczki dyrygenckiej.
Nie sposób pominąć też Katarzyny Pilipiuk, która grała wszelkie solowe i orkiestrowe partie oboju: pięknie i z wyrazem.


Mam nadzieję, że to początek stałej tradycji oratoryjnej w naszej Katedrze Muzyki Dawnej!

Dni Bachowskie. Dzień siódmy, ostatni. 19 marca. Sirkka-Liisa Kaakinen-Pilch akordowo na violi d'amore i skrzypcach.

Skrzypcowo, violowo-d’amorowe matinée w wykonaniu Sirkki Liisy Kaakinen-Pilch było fantastyczną okazją do posłuchania violi d’amore w wymagającym i eksponującym pełnię możliwości tego, rzadko przecież używanego, instrumentu. Niewiele zachowało się oryginalnego solowego repertuaru, stąd Sirkka-Liisa zdecydowała się zaproponować przygotowane przez siebie transkrypcje fletowej Partity a-moll BWV 1013 i Suity wiolonczelowej c-moll BWV 995. Oczywiście w odpowiadającej strojowi instrumentu tonacji d-moll.
Gra Sirkki-Liisy jest spokojna, dojrzała, wysmakowana pod względem brzmieniowym i dopracowana intonacyjnie. Artystka nie stara się epatować publiczności – co ostatnio jest chyba wśród wielu skrzypków w modzie – sztucznie podbitym dźwiękiem i przesadnie ekstrawertyczną interpretacją. Mnie zachwyciła najbardziej Sarabanda z Partity fletowej, w której jednogłosowa przeważnie melodia podana została w sposób, o którym mówią dawne traktaty wokalne: z fantastyczną kontrolą oddechu i wytrzymaniem prowadzenia dźwięku.
Sirkka Liisa grałą na instrumencie Matthiasa Fichtla zbudowanym w Wiedniu w 1719 roku.

W środku usłyszeliśmy sonatę skrzypcową A-dur (nie w f-moll, jak zostało to podane w programie) Johanna Paula Westhoffa. Bach i Westhoff spotkali się w Weimarze i, kto wie, może to właśnie akordowa technika Westhoffa była inspiracją dla Bacha.