poniedziałek, 3 listopada 2014

Monika Sikorska-Wojtacha. Pożegnanie.

Wielokrotnie wsparła mnie ciepłym słowem, czasem w trudnych momentach (o których niekoniecznie wiedziała, ale i tak pomogło...). Nawet zdarzyło nam się zagrać razem w duecie fortepianowym, co bardzo miło wspominam. Nie zdążyłem podziękować tak jakbym chciał ...
Będzie Jej brak.

sobota, 30 sierpnia 2014

Drezdenko i Waldemar Gawiejnowicz


Dla mnie Drezdenko to przede wszystkim organy Sauera – opus 869 z 1902 roku. Przepięknie (dzięki inicjatywie mojego wybitnego kolegi z Poznania Waldemara Gawiejnowicza, który w tę rekonstrukcję włożył serce i rozum)  odrestaurowane przez firmę pana Marka Cepki z Wronek. Organy są częścią wyposażenia  kościoła zbudowanego w tym samym czasie. Zresztą i całe to spokojne miasteczko z zachowanym, co rzadkie w Polsce, układem ulic i placów bez wszędobylskich luk architektonicznych jest ogromnie malownicze.
Przez dużą część XX wieku, w której przyjęto barokowy ideał brzmienia, małe organy epoki industrialnej tj. przełomu XIX i XX wieku uważane były za instrumenty gorszej jakości. Nawet jeśli ktoś odważył się wyrazić zainteresowanie instrumentem pneumatycznym to musiał być to przynajmniej trzymanuałowy potwór z wielką ilością rejestrów i urządzeń pomocniczych. To spojrzenie jest w dużym stopniu efektem naszej gigantomanii. Doskonale pamiętam moje zaskoczenie, kiedy w kościele św. Krzyża w Cieszynie (organy Riegera, nominalnie 4 rejestry, a w rzeczywistości tylko 2: flet i pryncypał – typowy dla tej firmy „połówkowy” multipleks: każdy 8’ rejestr jest wykorzystany jako 4’) „odkryłem”, że ze znikomej ilości romantycznie intonowanych głosów można wyczarować prawdziwie symfoniczne brzmienie. Dziś podobnych doświadczeń z małymi, a nawet bardzo małymi późno- czy postromantycznymi instrumentami mam już bardzo wiele. Warto przypomnieć, że w tych czasach 30-głosowy instrument uważany był już za duże i potężne organy. Organy takie – dzięki znakomitej jakości pojedynczych głosów – są też często niezwykle inspirujące dla wykonawcy otwartego na postrzeganie ich kolorów i możliwościami tworzenia nowych barw poprzez ich twórcze mieszanie.
Takie właśnie możliwości dają pieczołowicie zrekonstruowane organy Sauera w Drezdenku.
Brawa dla Waldemara Gawiejnowicza za wieloletnie działania dla przywrócenia świetności tego cennego instrumentu i znaczący wkład w polską kulturę organową.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kaja Danczowska

Ostatnio przypadkiem trafiłem w radiu na coś zupełnie zachwycającego. Okazało się, że to  wykonanie Poematu Chaussona - reedycja dawnego dość nagrania Kai Danczowskiej z partią fortepianu wykonaną przez Maję Nosowską. Dla porządku: była to prezentacja płyty CD zawierającej nagrania archiwalne artystki.
http://sklep.polskieradio.pl/Products/12867-kaja-danczowska-skrzypce-violin.aspx

Kaję Danczowską słyszałem po raz pierwszy jeszcze jako zupełnie nieopierzony student - uczestnik konkursu klawesynowego w Krakowie. 1985 rok, dawne czasy. Wykonanie partii skrzypiec - z mojego ówczesnego punktu widzenia  (a pewnie dzisiaj moje odczucia byłyby podobne) - było tyleż niestylowe co zachwycające. Oczywiście trudno mi dziś te wrażenia racjonalnie zweryfikować, nie o to też chodzi. Do dzisiaj pozostała mi jednak pamięć nieopisanego zachwytu nad pięknem i urodą dźwięku artystki. Doskonała demonstracja tego, że często puryzm stylistyczny i siła oddziaływania scenicznego nie idą w parze (choć czasem jak najbardziej).  I to właśnie wrażenie z całą mocą powróciło dzięki przypadkowemu dość włączeniu radia.

Stąd - wykorzystując tę ulotną przygodę - pozwalam sobie jeszcze raz wyrazić mój wielki podziw dla kunsztu skrzypcowego Kai Danczowskiej, niezrównanego piękna jej dźwięku i potęgi jej wibracji. W jej wykonaniu zawsze służy emocjom i przy największym natężeniu  nie staje się nigdy histeryczna czy natrętna.


niedziela, 20 lipca 2014

Długa Kościelna. Jeruzal.

Mała relacja fotograficzna z koncertów organowych (z solidną "wkładką kameralną" utworów na ukraińską sopiłkę wykonywanych przez Bożenę Korczynśką) w Długiej Kościelnej i Jeruzalu. To było 13 lipca.
Koncerty zorganizował mój przyjaciel, wieloletni solista wielu firmowanych przez Concerto Polacco projektów (choćby moje ulubione w naszym dorobku nagranie Completorium i innych utworów Gorczyckiego, partia Pijaszki w operze Hollanda "Agatka" i wiele, wiele innych wspólnych nagrań i koncertów), a obecnie dyrektor Domu Kultury w Mrozach i animator życia kulturalnego tego regionu - Mirosław Borczyński.
Organy w Długiej Kościelnej to bardzo udane, nawiązujące do ideałów barokowych instrumentów dzieło firmy Kamiński. Budowniczowie spożytkowali doświadczenia zebrane dzięki inspiracji wyniesionej z dwóch historycyzujących instrumentów w Katowicach - klasycznych organów francuskich w kościele Opatrzności Bożej w Katowicach-Zawodziu oraz organów "północnoniemieckich" w kościele św. Rodziny w Katowicach-Brynowie. Kolejny udany instrument powstały z inspiracji prof. Juliana Gembalskiego - jakże ważnej dla budownictwa organów w Polsce! Niezwykle udany kilkunastogłosowy instrument. Akustyka dość trudna, mimo klasycznej bryły kościoła o przyjemnej, eklektycznej architekturze.
W Jeruzalu (to własnie serialowe Wilkowyje - tu właśnie znajduje się sklep ze sławnym mamrotem) - XIX wieczny malutki instrument warszawskiego budowniczego Stanisława Przybyłowicza. Szkoda, że nie dotrwała oryginalna dyspozycja. Organy (sądząc z manubriów rejestrowych) podlegały przynajmniej dwóm istotnym zmianom dyspozycji (zmiana głosu 8' - Flute harmonique na 4' i 4' na 2') co chyba dość istotnie zmieniło estetykę instrumentu. Bardzo światły i zorientowany w problematyce opieki nad zabytkami Ksiądz Proboszcz dbający  o to, aby instrument dobrze funkcjonował. Piękne wnętrze drewnianego kościoła, duża satysfakcja dla grającego.

Jak zwykle okazało się, że to współwykonawczyni koncertu lepiej ustawiła się do wykonywanych przez Mirka Borczyńskiego w trakcie koncertu zdjęć. Niech będzie zatem ozdobą kolejnej odsłony tego bloga!








wtorek, 15 lipca 2014

„Actéon” w Starym Sączu

„Actéon” Marc-Antoine’a Charpentier to niezwykle ciekawe dzieło operowe. Pod skromną nazwą „pastorale” czy „opéra de chasse” kryje się de facto niezwykle głęboki moralitet o losie człowieka rzuconego w świat targany namiętnościami bogów (władców?). Ostatnie kwestie Junony niezwykle jasno definiują przywilej władcy. Wymierzona Akteonowi kara (wynik uknutej przez Junonę-Herę intrygi sprawiającej, że kara wymierzona zostaje rękami Diany-Artemis) wynika nie tylko z chęci pomsty za małżeńską zdradę Jowisza-Zeusa z Europą, ale również z przekonania, że jest również sposobem okazania wielkości i potęgi.
O tym, że ambicją Charpentiera było coś wiecej niż napisanie skromnego divertissement na zakończenie sezonu myśliwskiego świadczyć może muzyczna stylistyka dzieła, które od świeckości nawiązującej do programowych chansons Jannequina przechodzi do stylu, który znamy z wielkich religijnych fresków kompozytora (jakże zainspirowanych rzymskim stylem Carissimiego).

Wykonany przez nas 10 lipca Actéon to ciekawa pozycja w koncertowym dorobku Concerto Polacco. Bardzo dobra współpraca z niezawodnym Subtiliorem Piotra Zawistowskiego i solistami. Partię Akteona wykonał jak zwykle wyraziście Jakub Burzyński, Dianę z urokiem młoda spiewaczka – Barbara Gładysz-Wszołek, w postać Junony w przejmujący sposób wcieliła się Anna Zawisza, a pieśń nimfy wykonała Marta Wróblewska.

Cieszę się też, że znów mogłem zagrać z niezawodną (powtarzam słowo, ale tak właśnie jest) Judytą Wroną-Tupczyńską, która brała udział w wielu wcześniejszych przedsięwzięciach pod szyldem Concerto Polacco. 

niedziela, 6 lipca 2014

Dwudziesty kurs w Koszalinie dobiegł końca

Jesteśmy chyba oazą stabilności w tej naszej niespokojnej rzeczywistości reform i ciągłego majstrowania przy rzeczach podstawowych. Wczoraj dobiegło końca nasze coroczne organowe spotkanie w Koszalinie.
Już od dwudziestu lat wspólnie z Bogdanem Narlochem organizujemy letnią akademię organową. Kurs ten jest zresztą właśnie Jego inicjatywą i pomysłem. Po kilku latach mojego monopolu na uczenie pojawiły się środki (skromne, uzupełniamy je naszym osobistym urokiem!) umożliwiające zapraszanie gości z zagranicy – wybitnych specjalistów specjalizujących się zazwyczaj w jakimś określonym wycinku organowej literatury.
Sądzimy, że to wciąż potrzebne. Kursy nie są już tak oblegane jak przed 20-30 laty, kiedy to pochodząca z krajów o większej niż nasza organowej tradycji wiedza na tle szarości oferty  edukacyjnej komunistycznych uczelni była prawdziwą atrakcją. Dziś uczniowie i studenci mogą pracować w innych warunkach korzystając z doświadczeń wielu wykształconych i nawet dokształconych za granicą nauczycieli: obytych w świecie i świetnie zorientowanych. Mają też dostęp do znacznie lepszych niż wówczas instrumentów. I oczywiście internet ... Ta łatwość dostępu jest jednak zwodnicza. Nic nie zastąpi osobistego kontaktu w wieloma specjalistami od różnych organowych „poddziedzin”. Trudno czasem jednak ocenić wartość tego, co przychodzi łatwo.  

Naszym tegorocznym zaproszonym gościem był Peter Planyavsky, wieloletni organista katedry św. Stefana w Wiedniu. Postać niezwykle charyzmatyczna, wielka postać europejskiej sztuki organowej.
Kurs ciekawie się zapowiadał i niezwykle ciekawy był. Podejście do improwizacji Planyavsky’ego jest zupełnie odmienne od znanych mi koncepcji Wolfganga Seifena, Daniela Rotha czy Tomasza Adama Nowaka. Ciekawy element w dyskusji na temat czym jest improwizacja – dużo użytecznych wskazówek dla początkujących i interesujących przemyśleń dla zaawansowanych. Praca nad prostotą i skutecznością przekształcania i obrabiania motywów: fantastyczna nauka twórczej ekonomii. Niezwykle ciekawa okazała się również część kursu poświecona sonatom Mendelssohna. Choć to uwielbiany przeze mnie repertuar dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Planyavsky w bardzo ciekawy sposób naświetlił związki  Mendelssohna z angielską tradycją organową, angielską hymnologią, bardzo ciekawe okazały się spostrzeżenia dotyczące koncepcji formy kompozytora.

Zaś ja – jako wykładowca kursu - oprócz zajęć a w szkole muzycznej zaproponowałem zajęcia na klawesynie pedałowym na Zamku Książąt Pomorskich w Słupsku i organach Mollina (nawiązujących dyspozycją do instrumentu z roku 1650) w kościele św. Jacka.

Sądzę, że warto było w tym rokuy przyjechać do Koszalina (i Słupska).
Mam nadzieję, że uda nam się ten kierunek działania utrzymać również w przyszłości. No, może nie przez kolejne 20 lat...


sobota, 21 czerwca 2014

Laudatio

Moja pochwała dla dobrych działań. Dla działań zmieniających kształt naszego krajobrazu organowego (dziwnie to tłumaczenie niemieckiego Orgellandschaft po polsku brzmi, ale niech będzie).
Wspaniałe dokonanie Andrzeja Szadejko i skupionych wokół niego entuzjastów. Organy w kościele Franciszkanów św. Trójcy wyznaczają jakiś nowy etap w dziejach budownictwa organowego w Polsce. Oczywiście nie zapominam i nie przemilczam tu różnych innych ważnych dokonań - powstania instrumentów utrzymanych w konkretnych stylistykach czy udanych rekonstrukcji. Czegoś takiego jednak jeszcze nie było.
Ten krótki wpis to tylko subiektywny zapis wrażenia po pierwszym - szybkim spotkaniu z istniejącą już częścią instrumentu - Rueckpositivem. Zachwyt brzmieniem poszczególnych rejestrów oraz ich kombinacjami. Ale również docenienie faktu, że otrzymujemy instrument możliwy do wykorzystania nie tylko jako instrument solowy, ale również "muzyczne centrum" muzyki figuralnej. W XVII i XVIII wieku kantaty rozbrzmiewały bowiem z chóru; szczególnie w Polsce budowano całkiem okazałe instrumenty dla potrzeb gry zespołowej. Niekoniecznie dla repertuaru solowego.
Dzięki odtworzeniu wysokości stroju w Chortonie (ok. pół tonu wyżej od dzisiejszego standardu) oraz specjalnej nakładki klawiaturowej umożliwiającej muzykowanie w Kammertonie (ok. pół tonu niżej) możliwe jest stylowe i właściwe wykonywanie szerokiego spektrum muzyki XVII i XVIII wieku.
Tak właśnie było; różnicę wysokości organów i niektórych instrumentów oraz innych instrumentów (szczególnie dętych francuskiej proweniencji) obchodzono w różny sposób. Transponowano, zapisywano partię organów o cały ton niżej, budowano część głosów w Kammertonie, bądź klawiatury transponujące ...
Praktyczne rozwiązanie problemu w Gdańsku jest bardzo eleganckim i zgodnym z praktyką historyczną sposobem.

Wykonując wczoraj koncert miałem ogromną satysfakcję obcowania z instrumentem o najwyższych walorach. Brawa dla profesjonalizmu tych, dzięki którym możliwe są takie przedsięwzięcia.