Follow by Email

sobota, 29 kwietnia 2017

Zygmunt Antonik

Kolejne smutne pożegnanie.


Zygmunt Antonik to ktoś z kim na zawsze kojarzyć mi się będą Katowice, choć pierwszy raz poznałem go (ja - student jeszcze, on już znany i koncertujący organista) w Kamieniu Pomorskim, w domu pracy twórczej "Pod Muzami", kiedy niczym wicher wtargnął do sali i natychmiast rzucił się do pianina, aby zagrać jakiś jazzik.
Od moich pierwszych lat na Górnym Śląsku był obecny w moim życiu wyciągając mnie z murów uczelni na obiad, piwo, oglądanie zrobionych przez siebie zdjęć, wspólne słuchanie muzyki, gadanie o niczym ...Często po prostu plotki. Miałem wrażenie, że trochę kibicuje mojej działalności, wspiera to, co robię dobrym słowem.
Zygmunt był przede wszystkim chodzącym przeciwieństwem snoba. Potrafił wpaść do klasy z informacją, że w istniejącym jeszcze do niedawna barze "syfek" obok Akademii jest świetny bigos. Był świetny ... Albo wyjąć jakąś starą zakurzoną płytę, po którą żaden szanujący się, współczesny muzyk by nie sięgnął, bo było tam właśnie coś, co go zachwyciło ... I był w stanie przekazać i zarazić każdego swoim zachwytem i entuzjazmem.
Muzycznie wszystkożerny, w każdym gatunku dostrzegał coś ciekawego.
Organizował festiwal bachowski w katowickich (głównie) kościołach, na którym wszyscy graliśmy za darmo. Nudził dopóki, dopóty nie zgodziliśmy się grać, a potem zmuszał nas do wybrania tych utworów, które pasowały mu akurat do koncepcji.
Kiedy na jakimś festiwalu bardzo nie chciałem grać zaprosił mnie do siebie do domu. Na śniadanie czekały na mnie świetne naleśniki.
To u niego pierwszy raz spróbowałem pizzy z górą kapusty.
Gotował zresztą świetnie nie bojąc się żadnych eksperymentów.
Robił świetne zdjęcia i robił ich dużo. Oglądanie z nim było strasznie fajne, bo zmuszał do spojrzenia na nie swoimi oczami i dostrzeżenia rzeczy, których samemu by się nie dostrzegło. Tak samo jak z muzyką, płytami i wspomnianym już gotowaniem ...
Lubił szokować pikantnym językiem. To mogło czasem razić, ale zmuszało też do porzucenia własnej skorupy, otwarcia się i szczerości.
Od pewnego czasu nasze kontakty osłabły. Ja nie byłem już tak związany ze środowiskiem organowym Katowic, a On czuł się coraz gorzej i walczył z postępującą chorobą.

Dla mnie będzie symbolem pewnego minionego okresu w moim życiu. Wielu radości, śmiechu, fajnych przeżyć. Będzie Go nam brakowało.







1 komentarz:

Emilka Wechen pisze...

Bardzo zaskoczyla mnie smierc mojego kuzyna Zygmunta.Wychowywalismy sie razem w jednym domku.Ogromna strata.Bedzie brakowalo mi tego raptusa bo tak go nazywalam